A+ A A-

Moving Pictures

Oceń ten artykuł
(1125 głosów)
(1981, album studyjny)
1. Tom Sawyer (4:34)
2. Red Barchetta (6:08)
3. YYZ (4:24)
4. Limelight (4:21)
5. The camera eye (10:57)
6. Witch hunt (Part III of Fear) (4:44)
7. Vital signs (4:47)

Czas całkowity: 39:55
- Geddy Lee ( basses, bass pedals, synthesizers, vocals )
- Alex Lifeson ( guitars, bass pedals )
- Neil Peart ( drums, timbales, gong, bass drums, bells, glockenspiel, chimes, crotales, plywood )

oraz:
Hugh Syme ( synthesizers (6) )
Więcej w tej kategorii: A Farewell to Kings »

1 komentarz

  • Bartek Kieszek

    Muszę przyznać się bez bicia: jeszcze kilka lat temu nie znosiłem Rush. Drażniła mnie maniera wokalna Geddiego Lee a cała muzyka wydawała mi się jakoś mało progresywna. No bo rzeczywiście 15-minutowych solówek na gitarze, to w twórczości kanadyjskiego tria naprawdę trudno się dopatrzyć. Nie wspominając o ultra ciężkim, prawie hard-rockowym brzmieniu które niespecjalnie do mnie przemawiało. Ale jak mówi znane przysłowie: tylko krowa nie zmienia zdania....no i stało się ....wirus Rush zaatakował w końcu mój układ nerwowy i od jakiegoś czasu w ogóle nie mogę się od tej muzyki uwolnić. Powiem nawet więcej: towarzyszy mi ona nieustannie w codziennej pracy i wieczorami gdy próbuje się choć trochę zrelaksować po męczącym dniu. A wszystko zaczęło się od Moving pictures- płyty wydanej równo 26 lat temu a przez wielu fanów Rush uważanej za szczytowe osiągnięcie zespołu.
    Moje pierwsze zetkniecie z tą muzyka było dość niespotykane bo odbyło się za pośrednictwem....Riverside. Tak, tego naszego Riverside z Warszawy. Otóż kilka miesięcy temu usłyszałem w radiu pewien bliżej nie znany mi kawałek który mnie wprost zaczarował.
    Co więcej byłem przekonany iż słyszę właśnie jakiś nowy, wcześniej nie publikowany numer Riversów. Na usprawiedliwienie mojej niewiedzy powiem tylko iż było w nim wszystko za co kocham Riverside: nieoczekiwane zmiany tempa, mroczny agresywny klimat i przepiękna solówka gitary, nie wspominając o znakomitej hipnotycznej linii basu. Jakież było moje zdziwienie gdy dowiedziałem się iż autorem tej kompozycji jest grupa Rush: nazywa się ona YYZ a pochodzi z albumu Moving pictures. Tak, wiem już słyszę śmiechy pełne politowania dochodzące z ust czytelników tej rezenzji: nie pooznaaałłł Ruuush, buhaaaa,,,,,,
    Spieszę więc donieść iż twórczość Rush znałem do tej pory wyrywkowo( takie tam Spirit of the Radio czy inne Cygnusy) a Ruchomych obrazków nigdy nie znałem w całości( chyba tylko Limelight kojarzyłem).
    Tak więc by naprawić ten straszny błąd poleciałem przy pierwszej nadarzającej się okazji do sklepu i zaopatrzyłem się w Moving Pictures. Gdy dotarłem do domu i włączyłem płytę zostałem po prostu zmiażdżony, i to już od pierwszego numeru czyli od Tomka Sawyera.
    Od samego początku daje o sobie znać znakomita sekcja rytmiczna podkreślona jeszcze przez świetną produkcję....tu każdy dźwięk ma swoje odpowiednie miejsce i nic nie dzieje się przypadkowo. I nawet głos Geddiego zaczyna pasować do tej układanki.
    Dalej mamy Red Barchettę czyli kolejny dynamiczny rockowy fragment przy którym nogi same wyrywają się do wybijania rytmu a głowa znajomo podryguje. Lee śpiewa znakomity tekst o przejażdżce samochodem w czasach gdy tego robić nie wolno, a my już chcielibyśmy wsiąść za kółko naszego pojazdu i jechać w nieznane.
    Pod numerem trzecim kryje się wspomniany wyżej YYZ które tak omyłkowo wziąłem za Riverside. I nic dziwnego bo nasze progmetalowe gwiazdy musiały tego kawałka chyba słuchać latami po nocach: i od razu widać iż Geddy Lee jest chyba największą inspiracją Mariusza Dudy... te zmiany rytmu i nierówna linia basu....zupełnie jakbym słyszał którąś z części Reality dream- tak.... Mariusz z pewnością zalicza się do fanów Rusha.
    Stronę pierwszą kończy wielki przebój czyli Limelight- wydaje mi się iż nie ma wielbiciela progresywnych dźwięków który by nie kojarzył tej znakomitej kompozycji okraszonej tak wciągającym refrenem iż naprawdę trudno się od niego uwolnić. A do tego jeszcze znakomita solówka gitarowa Alexa Lifesona w środku numeru.
    Druga cześć albumu zaczyna się od ponad 10-minutowego The Camera eye. Najpierw słyszymy jakieś dziwne dźwięki, dopiero potem zdajemy sobie sprawę iż są to odgłosy wielkiego miasta właśnie budzącego się do życia. A później to już jest Rushowa jazda na całego czyli szaleńcze tempo gitar i hipnotyczny śpiew Geddiego. Warto tu zwrócić uwagę na REWELACYJNĄ linię basu, chyba najlepszą na całym albumie.
    Po tej prawdziwej muzycznej uczcie dostajemy jeszcze od zespołu dwie perełki: najpierw mroczne The Witch hunt z wyeksponowaną rolą zimnych klawiszy, a następnie niesamowicie rytmiczne, niemal uzależniające Vital Signs....
    Podsumowując musze jeszcze raz podkreślić iż Moving Pictures to wielka płyta, z pewnością jedna z najlepszych jakie kiedykolwiek poznałem . Znakomicie się tego słucha a wiele z zasłyszanych melodii będzie was potem prześladować przez wiele miesięcy. Ja sam nie mogę się od tej muzyki uwolnić........Dlatego bez żadnych wątpliwości 5 pełnych gwiazdek

    Bartek Kieszek środa, 21, listopad 2007 13:34 Link do komentarza
Zaloguj się, by skomentować

Recenzje Art Rock

Komentarze

© Copyright 2007- 2023 - ProgRock.org.pl
16 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.