ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Moody Blues, The
To Our Children's Children's Children
(1969, album studyjny)

1. Higher And Higher (4:06)
2. Eyes Of A Child (2:23)
3. Floating (3:03)
4. Eyes Of A Child Pt. 2 (1:21)
5. I Never Thought I'd Live To Be A Hundred (1:06)
6. Beyond (2:57)
7. Out And In (3:43)
8. Gypsy (3:34)
9. Eternity Road (4:18)
10. Candle Of Life (4:18)
11. Sun Is Still Shining (3:37)
12. I Never Thought I'd Live To Be A Million (0:34)
13. Watching And Waiting (4:19)

Czas całkowity: 40:24

reedycja albumu z 2006 roku składała się z dwóch krążków:

CD1
jak wyżej

CD2
1. Gypsy (alternate version) (4:16)
2. Candle Of Light (alternate version) (4:55)
3. Sun Is Still Shining (extended version) (4:03)
4. Gypsy (3:15)
5. Sunset (3:43)
6. Never Comes The Day (4:17)
7. Are You Sitting Comfortably (2:53)
8. The Dream (0:57)
9. Have You Heard / The Voyage / Have You Heard (5:50)
10. Nights in White Satin (2:58)
11. Legend of a Mind (4:33)
- Justin Hayward ( guitars, vocals )
- John Lodge ( bass guitar, vocals )
- Michael Pinder ( keyboards, vocals )
- Ray Thomas ( harmonica, flute, vocals )
- Graeme Edge ( drums, percussion )
Wyświetlony 5518 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek czwartek, 23 wrzesień 2010 19:32 napisane przez Michał Jurek

    Z The Moody Blues mam ten problem, że ich płyty jako całość mi nie podchodzą, raczej podobają mi się pojedyncze nagrania. Ale istnieje wyjątek od tej reguły: to właśnie album To Our Children's Children's Children.

    Co też Moodies zdecydowali się zostawić dla naszych prawnuków? Ni mniej, ni więcej, tylko świetną płytę. Spokojną, wyciszoną, ale jednak nagraną z symfonicznym rozmachem. Pełno tu melotronowych pasaży i wspaniałych partii wielogłosowych, będących zresztą znakiem rozpoznawczym zespołu. Jest to zarazem pierwsza płyta nagrana dla wytwórni płytowej Threshold, którą zespół sam sobie założył. Mieli więc panowie pełną swobodę artystyczną, z której umieli skorzystać.

    Intryguje już sama okładka: jakieś naścienne malowidła prehistorycznych postaci, polujących na zwierzynę, przechodzące później w subtelny zarys człowieka z karabinem i latający nad nim samolot. Luźnym motywem, wokół którego krąży treść wszystkich nagrań, jest lądowanie na księżycu misji Apollo 11. Wydarzenie to stało się punktem wyjścia do rozważań nad celem i sensem życia. Nauczyliśmy się już, jak opanować ogień, umiemy wyruszyć w kosmos, ale czy potrafimy z niego wrócić? I jacy będziemy po powrocie? Te mniej lub bardziej wesołe rozważania zawarli The Moodies w aż 13 piosenkach. A jednak każda z tych piosenek to subtelna progrockowa perełka, świetnie zagrana i zaśpiewana. I smakowicie zaaranżowana: a to wpleciono orientalny, narastający motyw w Sun Is Still Shining, a to partię harfy w Eyes of a Child czy fletu w Eternity Road... Smaczków jest tak dużo, że zespół nie wykonywał utworów z tej płyty na żywo (z małymi wyjątkami) twierdząc, że nie jest w stanie oddać na koncercie ich aranżacyjnego bogactwa.

    A na zakończenie płyty zespół przygotował, jak zawsze, prawdziwe cudo: Watching and Waiting. Piosenkę tę można postawić na równi z Nights in White Satin czy Melancholy Man. Choć wstęp melotronu rozrywa serce na strzępy, to Justin Hayward pozwala jednak uwierzyć, że nie możemy być we wszechświecie osamotnieni, że jest w nim jakaś przyjazna człowiekowi siła. Być może są nią duchy przeszłych pokoleń?


    Soon you will see me
    Cos I'll be all around you
    But where I come from I can't tell
    But don't be alarmed by my fields and my forests
    They're here for only you to share

    Mimo że album ma 13 piosenek, to trwa niespełna 41 minut. Jaką to daje średnią, każdy może sobie policzyć. Muzykom należy się więc duży szacunek za to, że nie rozwlekali na siłę muzycznych pomysłów, a potrafili je zamknąć w prostej piosenkowej formie. Jest to też dowód na to, że piękne progresywne utwory wcale nie muszą trwać 20 i więcej minut, przytłaczając słuchaczy instrumentalnymi dryblingami. Tu tego nie uświadczysz, zamiast tego Moodies koją uszy melodyjnymi, wysmakowanymi, melancholijnymi i ciepłymi symfonicznymi cudeńkami, skłaniając do zadumy i dając chwilę oddechu od codziennego pędu. Dlatego też nie waham się ani chwili:
    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version