ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

All Over Everywhere
Inner Firmaments Decay
(2010, album studyjny)

1. Art of the Earth (4:13)
2. Endless Night (3:18)
3. The Shroud (5:40)
4. Honesty (4:29)
5. After All the Years (6:57)
6. On a Dark Street (3:08)
7. Until the Sun Begins to Fall (3:32)
8. Gratitude (10:34)

Czas Całkowity: 41:51
- Trinna Kesner  ( guitars, viola, violin )
- Natalie Hughes  ( cello, bass guitar )
- Jennifer LaPlatnia  ( piano, accordion, vibes )
- Megan Wheatley  ( vocals )
- Kelli Short  ( oboe )
- Dan Britton  ( keyboards, guitars )
- Ignacio Cruz  ( zither, dulcimer, guitars )
- Pat Gaffney  ( drums )
 - N. Scott Robinson  ( percussion )
- Brian Falkowski  ( flute, clarinet )
Wyświetlony 3710 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Rafał Ziemba poniedziałek, 11 październik 2010 18:03 napisane przez Rafał Ziemba

    Dan Britton jest człowiekiem, któremu musi być trudno nic nie robić. Niemal rokrocznie zaskakuje nas płytami coraz to nowych muzycznych projektów. Rok 2010 przyniósł nam debiutancki album zespołu All Over Everywhere, który zdecydowanie odróżnia się od muzyki Deluge Grander i Birds And Buildings (choć oczywiście pewne elementy wspólne siłą rzeczy pozostały).

    Inner Firmaments Decay zdaje się być płytą-marzeniem na której Dan daje upust swym muzycznym fascynacjom. Króluje rock symfoniczny i damskie wokale. Choć sam twórca twierdził, że poza ostatnim numerem album może się wydawać niezbyt progowy, to myślę, że po prostu był nazbyt skromny. Progresywni ortodoksi mogą co prawda narzekać na długości utworów, gdyż poza dwoma nie wychodzą one poza piosenkową normę. Za to dźwięki jakie dobiegają od pierwszej sekundy z odtwarzacza powinny rozwiać wszelkie wątpliwości.

    Art Of The Earth przenosi nas w rejony włoskiego rocka symfonicznego. All Over Everywhere brzmi niczym Cervello, a śpiew wokalistki sprawia, że na myśl przychodzą także dokonania Presence (choć zespół Brittona prezentuje zdecydowanie wyższy poziom, a i głos Megan Wheatley jest inny niż Sophyi Baccini). Z kolei króciutki Endless Night skręca w bardziej folkową stronę. Bogactwo aranżacyjne niemal jak na albumach Gryphon, natomiast sama melodia jest mniej skomplikowana, dzięki czemu zespół przypomina nieco Canamii.

    Poza delikatnymi korektami stylistyki, także z utworu na utwór zmienia się nastrój muzyki wykonywanej przez All Over Everywhere. I tak na przykład The Shroud jest bardzo ponure, idealne wręcz aby przy lekkiej zmianie tekstu wystąpic na którejś z nowszych płyt Antonius Rex, z kolei Honesty jest już bardziej doniosłe, patetyczne, ale na pewno nie przygnębiające ani smutne.

    W After All The Years słychać wyraźnie, że utwór skomponował ten sam człowiek, ktory pisze dla Deluge Grander. W tym numerze jest ukryty ten sam pomysł na granie, który można usłyszeć na The Form Of The Good. All Over Everywhere ma jednak tę przewagę, że melodie wokalem pozwalają na łatwiejsze zapamiętanie materiału. Przy okazji utworu On A Dark Street warto także poświęcić chwilę produkcji albumu. Nie wiem czy to celowy zabieg (choć myślę, że tak), ale momentami instrumenty i wokal brzmią niczym ze starego radia. Są dziwnie przytłumione i przesterowane. Dzieje się tak na przykład na początku wyżej wspomnianej kompozycji, która swoją drogą jest bardzo ładnym utworem.
    All Over Everywhere świetnie nadawaliby się do stworzenia soundtracku do filmu. Ich twórczość jest bardzo obrazowa, a instrumenty takie jak wiolonczela, skrzypce, klarnet czy obój nadają ich twórczości charakteru muzyki filmowej

    Ostatnią i najdłuższą kompozycją albumu Inner Firmaments Decay jest Gratitude. Chyba najbardziej pogodne i chwytliwe dźwięki na całej płycie. Świetny utwór - podniosły i patetyczny, cudownie zaaranżowany. Gratitude pręży się dumnie niczym paw i patrzy z góry na ten cały muzyczny chłam, który zalewa nas codziennie. Te dziesięć i pół minuty upływa niezmiernie szybko. I właśnie dzięki temu tak trudno uwolnić się od tego albumu.

    Dan Britton raz po raz udowadnia, że jestem muzykiem niezwykłym i zdecydowanie nieprzeciętnym. Każdy album który wychodzi spod jego palców to niemal arcydzieło. Nie inaczej jest w tym przypadku. Inner Firmaments Decay zachwyca, i jest to zdecydowanie najlepszy stricte progresywny album, jaki miałem okazję w tym roku usłyszeć.

    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version