ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Manfred Mann's Earth Band
Solar Fire
(1973, album studyjny)

1. Father Of Day, Father Of Night (9:53)
2. In The Beginning, Darkness (5:19)
3. Pluto The Dog (2:45)
4. Solar Fire (5:14)
5. Saturn, Lord Of The Ring / Mercury, The Winged Messenger (6:30)
6. Joybringer (3:23)
7. Earth, The Circle (3:48)

Czas całkowity: 36:52

Re-Mastered 1998 (2 Bonus Tracks) Mann 006:
8. Joybringer (3:22)
9. Father Of Day, Father Of Night (3:01)

1973 LP Bronze ILPS 9265:
1. Father Of Day, Father Of Night (9:56)
2. In The Beginning, Darkness (5:22)
3. Pluto The Dog (2:50)
4. Solar Fire (5:17)
5. Saturn, Lord Of The Ring / Mercury, The Winged Messenger (6:32)
6. Earth, The Circle Part 2 (3:23)
7. Earth, The Circle Part 1 (3:48)
- Manfred Mann ( organ, synthesizers, vocals )
- Colin Pattenden ( bass )
- Mick Rogers ( lead vocals, guitar )
- Chris Slade ( drums )
- Doreen Chanter ( backing vocals )
- Irene Chanter ( backing vocals )
- The Grove Singers ( backing vocals )
- Peter Miles ( percussion (2) )
- Paul Rutherford ( trombone )
Wyświetlony 5934 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek niedziela, 11 wrzesień 2011 18:54 napisane przez Michał Jurek

    Father of night, Father of day
    Father, who taketh the darkness away
    Father, who teacheth the bird to fly
    Builder of rainbows up in the sky
    Father of loneliness and pain
    Father of love and Father of rain

    Tak zaczyna się album 'Solar Fire', który ukazał się w niecałe pół roku po wydaniu płyty 'Messin''. Manfred Mann's Earth Band wzięli na warsztat niespełna dwuminutową piosenkę 'Father of Night' autorstwa Boba Dylana (zamykała ona album 'New Morning' z 1970 roku) i zrobili z niej arcydzieło. To, co pierwotnie było miniaturą, szkicem nieledwie, tu stało się prawie dziesięciominutową wstrząsającą modlitwą, pełną dostojeństwa i patosu, w której napięcie rośnie z minuty na minutę. Pełen uniesienia śpiew chóru, dobywający się z otchłani, i przeszywające na wskroś solo gitary Micka Rogersa nikogo nie pozostawiają obojętnym.

    Father of grain, Father of wheat
    Father of cold and Father of heat
    Father of air and Father of trees
    Who dwells in our hearts and our memories
    Father of minutes, Father of days
    Father of whom we most solemnly praise

    A gdy Manfred Mann zaczyna niesamowite, monumentalne solo na instrumentach klawiszowych, po którym powraca główny gitarowy motyw nagrania, nie pozostaje już nic do dodania. Nie ma co ukrywać, 'Father of Day, Father of Night' w wersji MMEB po prostu ściera słuchacza na proch. I już tylko samo to nagranie wystarcza, by płycie 'Solar Fire' poświęcić więcej, niż tylko przelotne zainteresowanie.

    Sam album powstał chyba trochę przez przypadek. Manfred Mann zafascynował się bowiem twórczością Gustava Holsta, a w szczególności jego suitą 'Planety'. Składała się ona z 7 części, z których każda była poświęcona innej planecie i nawiązywała do znaczenia tejże w astrologii. MMEB wzięli na warsztat część poświęconą Jowiszowi ('Jupiter, the Bringer of Jollity'). Co ciekawe, zespół uzyskał na to zgodę córki Holsta, a dodać trzeba, że nie czyniła ona tego zbyt często. Panu Manfredowi się jednak udało, i dzięki temu światu objawiono singiel 'Joybringer', który bardzo dobrze radził sobie na listach przebojów (9 miejsce na liście przebojów w UK). Już po jego wydaniu MMEB zmienili wytwórnię (z Vertigo na Bronze) i potrzeba wydania nowego albumu stała się palącą ;-). Zespół postanowił więc wykorzystać pomysły astrologiczno-planetarne i podążyć tropem 'Joybringera'.

    Z podążeniem wyszło średnio, bo na wykorzystanie większych fragmentów muzyki Holsta MMEB już zgody nie dostali. Część nagranego materiału utknęła więc bezpowrotnie w archiwach, a potem zginęła w pomroce dziejów. A jak głoszą plotki, początkowo 'Solar Fire' miał być albumem dwupłytowym - co się jednak stało z nieopublikowanym materiałem i czy w ogóle gdzieś on jeszcze jest, tego nikt nie wie. Tak czy inaczej, zespół zebrał do kupy to, co mógł wydać, i album 'Solar Fire' ukazał się w okrojonej postaci.

    Nie ma co jednak narzekać, bo materiał na nim zawarty wypada całkiem okazale. Najlepsze są nagrania dwuczęściowe. Motoryczne, 'In the Beginning, Darkness' (jego druga część to 'Sunfire' - tak przynajmniej wynika z tekstu w wkładce płyty, choć na okładce albumu tego nie wyszczególniono) w ciekawy sposób złamano zwolnionymi refrenowymi zaśpiewami, a w drugiej części ozdobiono mocarnymi bluesowymi riffami. 'Saturn, the Lord of the Ring, Mercury the Winged Messenger' też sroce spod ogona nie wypadł. Nagranie rozwija się powoli: blues rockowe gitarowe granie na początku utworu ustępuje miejsca coraz żywszym klawiszowym solówkom, a pod koniec mamy już wspólną galopadę panów Manna i Rogersa. Ciekawe jest również 'Earth, the Circle', i to nie tylko dlatego, że część druga poprzedza na albumie część pierwszą. W skocznej drugiej części Manfred Mann produkuje dziwaczne odgłosy na instrumentach klawiszowych, a wszystko to przy galopującym akompaniamencie sekcji rytmicznej. Natomiast część pierwsza jest nieco bardziej stonowana. Pan Mann nie dość, że udziela się wokalnie, to cały czas wydaje z instrumentów klawiszowych dźwięki co najmniej osobliwe. A potem zespół odjeżdża w jakąś psychodeliczno-kosmiczną podróż. Całość sprawia wrażenie jam-session, mocno zakrapianego - i to z pewnością nie mlekiem :-).

    Z utworów jednoczęściowych na 'Solar Fire' mamy utwór tytułowy i 'Pluto the Dog'. Pierwszy utrzymany jest w typowym dla MMEB stylu, ozdobiony syntezatorowymi pogłosami i świdrującą solówką gitarową. Całkiem przyjemnie się tego słucha. Drugi jest trochę mniej przekonujący. Słychać w nim wprawdzie poszczekiwanie psa Pluto niczym kreskówek Disney'a, ale muzycznie nie dzieje się tu za wiele.

    Do zremasterowanej płyty dołączono również 2 bonusy: a mianowicie wspomniany już 'Joybringer' (który na wydanej oryginalnie w Wielkiej Brytanii na płycie się nie znalazł, choć niektóre wydania z innych krajów zawierały ten utwór zamiast drugiej części 'Earth, the Circle'). I co tu dużo gadać - każdy fan MMEB to melodyjne nagranie z wplecionym w środku fragmentem inspirowanym suitą Holsta znać po prostu musi. Drugi bonus to pociachana wersja 'Father of Day, Father of Night' - i, dla odmiany, tej akurat wersji znać nie potrzeba.

    'Solar Fire' nie sprzedał się jakoś oszałamiająco (zaledwie 96 miejsce w USA), jedynie w Niemczech przyjęto album cieplej, ale Niemcy w ogóle MMEB jakoś życzliwiej traktowali. Warto jednak po tę nieco zapomnianą już płytę sięgnąć i odkryć bogactwo niezwykłych dźwięków instrumentów klawiszowych autorstwa pana Manna dopełnianych ekspresyjnymi solówkami i mięsistymi riffami pana Rogersa. W moim prywatnym rankingu zaliczam ją, obok 'Messin'' i 'The Roaring Silence', do trójki najlepszych albumów MMEB.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version