ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Sekta Denta
Mars Zero
(2017, EP)

Mars Zero
Oceń album
(9 głosów)

01. Mars Zero - 3:33
02. Lew - 5:22
03. Squeelhorn - 3:42
04. Kontekstualna niepewność - 5:29
05. Indiansky - 5:42


Czas całkowity - 23:48



- Łukasz Prokop - gitara elektryczna, sample
- Michał Walas - gitara basowa
- Daniel Furtak - perkusja
- Tadeusz Cieślak - saksofon altowy
- Marcin Kowalczuk - puzon
- Magdalena Jakubowska - flet poprzeczny
- Wojciech Tryksza - gitara elektryczna, elektronika
oraz:
- Jan Michalec - trąbka


 

Media

Inne albumy wykonawcy: « Sekta Denta

1 recenzja

  • Link do recenzji Gabriel Koleński niedziela, 26 luty 2017 18:27 napisane przez Gabriel Koleński

    Przyznaję się zupełnie szczerze, że na jazzie znam się jak przysłowiowa kura na pieprzu lub nawet mniej. Mimo tego, podjąłem się recenzji najnowszej epki zespołu Sekta Denta „Mars Zero” (duży plus już za samą nazwę kapeli). O zespole słyszałem już wcześniej, polecał mi go Paweł Stanikowski z Thesis (grający w Sekcie Tadeusz Cieślak udzielał się gościnnie na „Z dnia na dzień na gorsze”). Niestety, wówczas nie skusiłem się na bliższy kontakt, czego szczerze żałuję i obiecuję nadrobić. Pewnym zadośćuczynieniem niech będzie poniższy tekst. Zapraszam na wycieczkę po bardziej jazzowej stronie mocy.
    Album zaczyna się z hukiem, początek tytułowego „Mars Zero” brzmi niczym ścieżka dźwiękowa do jakiegoś filmu o przygodach Jamesa Bonda. Jest głośno, bardzo energicznie i bogato brzmieniowo. Wszyscy uderzają pełną parą. W pewnym momencie następuje nagłe wyciszenie (takie patenty zespół stosuje właściwie w każdym utworze) i uderza mocna sekcja rytmiczna z pięknymi pochodami basowymi. Następnie, wchodzi bardzo ciekawa i niełatwa melodia grana na saksofonie. Nagle rytm zaczyna się nieco rwać i robi się nerwowy, potem kolejne wyciszenie i w sposób klamrowy zespół wraca do początkowego motywu. A emocji więcej niż na niejednym meczu piłkarskim!
    „Lew” rozpoczyna ciężki niczym łapa tytułowego zwierzaka rytm, a jego charakterystyczna pulsacja kojarzy mi się z post rockiem, aczkolwiek domyślam się, że inspiracja raczej idzie w drugą stronę i to wszelakiej maści smutni chłopcy z brodami i grzywkami czerpią ze starego jazzu, niż odwrotnie. Atmosfera w tym utworze byłaby nawet sielska, gdyby nie ten podskórny nerw. Tak czy inaczej, nastrój burzy skrzekliwa, niemal agresywna i nieco dysonansowa partia saksofonu i chwała jej za to. W obowiązkowym wyciszeniu zespół raczy nas delikatnymi partiami gitary, na której od razu zawieszam moje prymitywne, rockowe ucho oraz fletu. Dźwięki tego drugiego instrumentu powodują, że przychodzi mi na myśl Theo Travis, co z kolei sprawia, że utwór kojarzy mi się z solowymi dokonaniami pewnego Stevena, znanego nieco w prog rockowym światku. W dalszej części utworu zespół pięknie potęguje narastające napięcie, aż do momentu gdy znowu wybucha dysonansowa partia saksofonu. Nie spać, zwiedzać, jedziemy dalej!
    Pierwsze takty „Squeelhorn” to ponownie niepodzielnie rządząca sekcja rytmiczna, która szybko ustępuje miejsca posuwisto-zwrotnym partiom sekcji dętej (tudzież dentej) i ostrej solówce na saksofonie. Robi się lekki harmider, pojawiają się kolejne łamańce, tańce i swawole, taki uporządkowany hałas, który przerywa…oczywiście wyciszenie. A tu jakieś jęki, jakieś wrzaski, lamenty dęciaków, a za chwilę czary-mary i kolejny raz, zespół kończy utwór w sposób klamrowy powracając do początkowego motywu przewodniego. Obok wyciszenia i pauzy, klamrowa struktura wydaje się być ulubionym środkiem stylistycznym Sekty Dentej.
    Czwarty utwór posiada mój ulubiony tytuł – „Kontekstualna niepewność”. Nie mam pojęcia o jaki kontekst może chodzić, ale mam absolutną pewność nie graniczącą z żadnym prawdopodobieństwem, że ten kawałek (mam nadzieję, że zespół nie obrazi się za takie określenie) bardzo mi się podoba. Wyrazista sekcja rytmiczna wysunięta mocno do przodu ponownie kojarzy mi się z muzyką smutnych dziewcząt i chłopców (żeby nie było, ja naprawdę lubię post rock i metal, ale pośmiać się też lubię). „Kontekstualna niepewność” to utwór nieco spokojniejszy, nikt nie powinien dostać przy nim zawału. Kojący saksofon otula ciepłą kołderką. Oczywiście przez cały czas nie może być tak grzecznie i delikatnie, powrót mocniejszego rytmu sugeruje nagły zwrot akcji, ale nie spodziewałem się aż takiego strzału. Na koniec, cały zespół uderza razem w pięknej, poruszającej partii, która niejednemu zszarga emocje i przetrzepie płaszcz (w końcu, jazz to muzyka eleganckich ludzi). Napięcie rośnie coraz bardziej, aż w końcu pęka z cichym syknięciem w lekko kosmicznym klimacie.
    „Indiansky” od początku intryguje tytułem, ale na rozwiązanie tej zagadki trzeba poczekać prawie do końca. Zaczyna się niepewnie, dźwięki skradają się, jakby jeszcze nie do końca wiedziały, w którą stronę chcą iść. Wreszcie zaczyna kształtować się z tego bardziej wyrazisty motyw, ale przypomina to raczej improwizację niż przemyślaną konstrukcję, co nie powinno dziwić, jako że cały materiał na epkę został nagrany na żywo. Ten fakt jedynie podkręca atmosferę i pokazuje jaką petardą potrafi być ta ekipa na scenie. Po krótkiej pauzie następuje gremialne wyjaśnienie zagadkowego tytułu – słyszymy plemienne, chciałoby się powiedzieć, indiańskie zaśpiewy na tle miarowego rytmu. Klimat robi się bardzo ciekawy, ale oczywiście nie może to trwać zbyt długo. Słychać, że ten zespół nie lubi dłużyzn i już po chwili atakuje kolejną jazdą, ale nie taką bardzo ostrą, raczej stonowaną. Mimo to, dużo się dzieje, dęciaki szaleją i tak jest już właściwie do kosmicznie brzmiącego wyciszenia (pojawia się taki specyficzny dźwięk).
    Na koniec pozostaje tylko szok i niedowierzanie, co to było?! Czuję się jakby rozjechał mnie walec (a może to tylko ciśnienie, czyli tak, mój kolejny, a jakże, genialny żart), ale mam ochotę zapoznać się z tą płytą jeszcze nie raz i z kolejnymi tworami Lublinian (tak to się pisze?) również!
    Koniec wycieczki, wszystkim serdecznie dziękuję, zapraszam ponownie, najlepiej niejednokrotnie i w różnych okolicznościach. A, no i oczywiście serdecznie polecam!
    Gabriel „Gonzo” Koleński

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2019 - ProgRock.org.pl
12 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version