ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Tuesday the Sky
Drift
(2017, album studyjny)

Drift
Oceń ten artykuł
(4 głosów)

01 Today The Sky - 4:15
02. Kite - 5:10
03. Vortex Street - 4:46
04. It Comes In Waves - 4:30
05. Dyatlov Pass - 7:29
06. Far And Away - 4:19
07. Westerlies - 5:27
08. Roger, Gordo - 4:06
09. The Rowing Endeth - 4:31
10. Drift - 4:09


Czas całkowity - 48:43



- Jim Matheos – gitara, gitara basowa
- Lloyd Hanney - perkusja
- Anna Lynne Williams – wokal (3,7)
- Kevin Moore – instrumenty klawiszowe (4,10)



Wyświetlony 2163 razy

Media

1 komentarz

  • Link do komentarza Gabriel Koleński poniedziałek, 24 lipiec 2017 21:11 napisane przez Gabriel Koleński

    Jim Matheos to taki facet, który dla muzyki progresywnej, czy gitarowej zrobił już właściwie tak dużo, że mógłby spokojnie osiąść na laurach, udzielać się tylko tyle, by starczyło mu „do pierwszego”, na co prawdopodobnie wystarczyłaby obecna działalność z Fates Warning. Jednak Jim zdaje się nie umieć usiedzieć w miejscu i cały czas musi coś tworzyć. I chwała mu za to, bo na ogół potrafi dostarczyć kolejną porcję ciekawej muzyki. Poza swoim macierzystym zespołem, Matheos ma na swoim koncie również płyty pod szyldami takimi jak OSI, który współtworzy z Kevinem Moore’m (odpuśćmy już Kevinowi ten dawny epizod w Dream Theater), czy Arch/ Matheos z Johnem Archem. Dorzućmy do tego gościnne występy na albumach Gordian Knot, Memories of Machines oraz solowe albumy i robi się z tego bogata i zróżnicowana dyskografia. Zatem czy Jimowi Matheosowi jest potrzebny kolejny projekt? Zdaje się, że tak, skoro niedawno ukazała się debiutancka płyta Tuesday The Sky.
    Gdybym był złośliwy, a powszechnie wiadomo, że nie jestem i nawet nie wiem co to słowo znaczy, powiedziałbym, że Matheos robił już różne rzeczy w życiu, ale nie grał jeszcze post rocka, więc pora to nadrobić. Jeśli weźmie się pod uwagę, że na zawierającym wyłącznie instrumentalny materiał albumie „Drift” gra Lloyd Hanney, perkusista God Is An Astronaut, to wredne komentarze same cisną się na usta. Oczywiście, nie do końca tak jest, a nawet jeśli trochę, to jest to post rock dość wysokiej próby.
    Nietypowo, opisując muzykę Tuesday The Sky, zacznę od tego co mi się ewidentnie nie podoba, bo jest to tak naprawdę jedna rzecz, choć niestety dość kluczowa. Większość utworów zawartych na „Drift” została opracowana zgodnie ze schematem, który jest dość konsekwentnie powtarzany. Delikatny początek, często rozmyte, elektroniczne plamy lub nieśmiałe plumkanie na gitarze, pojedyncze dźwięki, następnie wchodzi perkusja, rzadziej automat perkusyjny, które nabijają mocny, wyrazisty rytm, a dopiero w drugiej połowie rzeczywiście coś zaczyna się dziać i mamy solówkę, potężny riff lub całą ścianę dźwięków. Taka konstrukcja utworów nie jest szczególnie odkrywcza, ale już pomysły aranżacyjne, które wypełniają schematyczne szkielety kompozycji są na tyle intrygujące, że całości słucha się zaskakująco przyjemnie. Jim Matheos to muzyk doświadczony i utalentowany, nie pozwoliłby sobie na wypuszczenie oczywistego gniota. Choć na „Drift” nie odkrywa na nowo Ameryki, dostarcza porcję dojrzałych i świadomie prowadzonych utworów, w których słychać konkretny cel, który muzycy konsekwentnie realizują.
    Biorąc pod uwagę podobną budowę kolejnych kompozycji, przechodzenie przez poszczególne utwory wydaje się być pozbawione sensu, ale wymienię te elementy, które szczególnie zwróciły moją uwagę. Na całym albumie rządzi Jim Matheos i jego gitara, co nie jest raczej wielkim zaskoczeniem, dlatego najciekawsze partie to oczywiście różnego rodzaju zagrywki gitarowe. Choć nie zawsze są podstawą, na albumie słychać rozmaite riffy, takie jak fajnie rozedrgany w drugiej połowie „Today The Sky”, cięty, charakterystyczny w „It Comes In Waves”, gdzie riff stanowi refren utworu, potężny w „Dyatlov Pass”, którego nie powstydziłby się nie jeden porządny zespół groove metalowy, czy przeszywający w „Westerlies”, który przechodzi w emocjonalną solówkę. Typowych solówek gitarowych jako takich nie uświadczymy tu za wiele, bo i nie są w takiej stylistyce szczególnie potrzebne, ale jedna nieśmiało skrada się w „Vortex Street”, o chyba najciekawszej, nasyconej emocjami w „Westerlies” już wspomniałem, a jeszcze jedna, oparta na pojedynczych, długich dźwiękach kończy zamykający album utwór tytułowy. Drugą ważną składową debiutu najnowszego projektu Jima Matheosa jest sekcja rytmiczna, przede wszystkim perkusja, na której gra wspomniany już Lloyd Hanney z God Is An Astronaut. Jest więc mocno, zdecydowanie i wyraziście, ale też mniej monotonnie niż w macierzystym zespole Hanney’a, który swoją drogą lubię, a ich album „All is violent, all is bright” uważam za ważny dla gatunku. Perkusistę czasem zastępuje automat, co jest mniej interesujące, ale potęguje nieco odrealniony i kosmiczny klimat albumu, o którym nie miałem okazji jeszcze wspomnieć. „Drift”, poza oczywistymi partiami gitary i perkusji, zawiera też dużo dodatkowych ozdobników, głównie elektronicznych lub przesterowanych i przepuszczonych przez różne efekty, które ubarwiają aranże i budują atmosferę. Na płycie usłyszymy też gości. W „It Comes in Waves” i „Drift” na klawiszach udziela się stary kumpel Matheosa, wspomniany już wcześniej Kevin Moore. Z kolei „Vortex Street” i „Westerlies” zostały wzbogacone wokalizami Anny-Lynne Williams (kiedyś wokalistka nieistniejącego już Trespassers William, znana również pod pseudonimem Lotte Kestner oraz jako połowa duetu Ormonde).
    Mimo kompozycyjnych schematów, „Drift” to ciekawa pozycja, głównie ze względu na obecność Jima Matheosa i różnych smaczków aranżacyjnych. Debiut Tuesday The Sky to propozycja raczej dla fanów OSI niż Fates Warning , ze względu na brzmienie. Choć muzyka ta nie jest szczególnie odkrywcza, może dostarczyć kilku przyjemnych chwil lub stanowić tło do jazdy samochodem lub… nie wiem co tam się jeszcze robi (ja najczęściej słucham muzyki w samochodzie lub umierając na kanapie). Fani Matheosa pewnie i tak wyposażą się w tą płytę. Zwolennicy instrumentalnych brzmień post rockowo-elektroniczno-nowoczesnych również powinni zainteresować się tym materiałem.
    Gabriel „Gonzo” Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version