ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Moongarden
A Vulgar Display of Prog
(2009, album studyjny)

1 BOROMIR (6:50)
2 AESTHETIC SURGERY (10:00)
3 MDMA (7:15)
4 AFTER THE MDMA "From Lezooh to Miridyyan" ( 5:00)
5 WORDZ & BADGE (8:15)
6 DEMETRIO AND MAGDALEN (6:35)
7 ENTER THE MODEM HERO (8:00)
8 COMPRESSION (16:30)

Czas całkowity: 67.45
- Cristiano Roversi ( keyboards, 12strings electric Guitar )
- Mirko Tagiasacchi ( bass )
- David Cremoni ( Electric guitar )
- Simone Baldini Tosi ( vocals )
- Maurizio Di Tollo ( drums percussions )
Wyświetlony 3659 razy
Inne albumy wykonawcy: « Moonsadness

1 komentarz

  • Link do komentarza Wojtek Ludwig poniedziałek, 23 sierpień 2010 15:48 napisane przez Wojtek Ludwig

    Włosi to bardzo kulturalny i wrażliwy na piękno naród. Od starożytnego Rzymu poprzez Odrodzenie dali światu wielu poetów, pisarzy, malarzy, filozofów, odkrywców i podróżników. Specjalne miejsce zajmują włoscy kompozytorzy. Nic więc dziwnego, że w tym kraju istnieje bardzo dużo zespołów grających różne odmiany rocka progresywnego i symfonicznego. Mało tego - istnieje wszak specjalne pojęcie 'Włoski Rock Symfoniczny' (patrz Menu Główne naszego portalu). Moongarden tam jednak nie znajdziecie. Ta grupa zalicza się do rocka symfonicznego, gra dosyć nowocześnie, z angielskojęzycznymi tekstami. Zespół założyli na początku lat 90-ych dwaj koledzy ze szkolnej ławy: multiinstrumentalista Cristiano Roversi i gitarzysta David Cremoni. Mieli szczęście, bo ich demówki wydała na pniu włoska firma Mellow Records poszukująca właśnie nowych twarzy (1994, płyta 'Moonsadeness' - zaledwie 38 minut - jakość nagrań tylko dla fanów). Na 'prawdziwy' album, 'Brainstorm Of Emptyness' trzeba było rok poczekać. Wieloczęściowa kompozycja 'Sonya In Search Of The Moon' przywoływała twórczość IQ, Genesis i Camel. Dobre recenzje płyty, niezła sprzedaż i... kto by pomyślał, że po tym wszystkim grupa zamilknie na 6 lat. Co prawda sporadycznie dowiadujemy się o jej istnieniu dzięki nagraniom z tzw. płyt trybutowych: ku czci Genesis (1996 'The River Of Constant Change' i nagranie 'Living Forever') i w hołdzie prekursorom włoskiego rocka symfonicznego (1997 'Zarathustra's Revenge', utwór grupy Osana 'There Will Be Time'). Liczne przetasowania w zespole nie wróżyły nic dobrego. Jednak mastermind Roversi cały czas cierpliwie przygotowywał materiał na nowy album. Uzbierało się tego tyle, że w 2001 powstała podwójna płyta 'The Gates Of Omega'. W 5-osobowym składzie, z nowym wokalistą Luca Palleschi'm, z 3-ma suitami w repertuarze (tytułowa miała aż 27 minut) grupa stworzyła dotychczas najbardziej kompleksowe dzieło. Wreszcie zaczęła koncertować po Europie, stając się tym samym bardziej popularna. W 2004 inna włoska firma Galileo Records wydaje ich 4 album 'Round Midnight' (od kupna tej właśnie płyty zaczęła się moja przygoda z Moongarden). Jednak kolejne zmiany personalne znowu załamują działalność grupy, tym razem na 4 lata. W 2008 ukazuje się krążek 'Songs From The Lighthouse' z niesamowitą okładką (reprodukcja obrazu niejakiego Eda Unitsky'go: z piersi uskrzydlonego człowieka wyrasta latarnia morska). Powraca wokalista Simone Baldini (śpiewał na 'Moonsadeness') a Maurizio Di Tollo (eks-La Maschera Di Cera) obejmuje bębny. Nowy gitarzysta Marco Tafelli potrafi też grać na skrzypcach, a szef brytyjskiej grupy Tangent Andy Tillison gościnnie śpiewa grając na klawiszach. Płyta doskonale się sprzedaje, tym razem na całym świecie.
    Pod koniec 2008 powraca współzałożyciel zespołu, gitarzysta David Cremoni (po odejściu w listopadzie Tafellego). Z początkiem 2009 Riversi wraz z bębniarzem grupy Mangala Vallis, Gigi Cavalli Cocchi zakłada niezależną firmę wydawniczą o nazwie Distilleria Music Factory. W pierwszej kolejności wydawane będą oczywiście płyty grup obu szefów. I już w kwietniu 2009 ukazuje się 6 album Moongarden 'A Vulgar Display Of Prog' (wulgarna prezentacja progrocka). Tym razem okładka nie jest dziełem sztuki (wręcz przeciwnie - to zabawne dziecięce bohomazy, żartobliwie opatrzone nalepką ostrzegającą przed
    niecenzuralnym tekstem). Nie tylko okładka prowokuje, muzyka też, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu (rozwój grupy po prostu powala). Typowo włoski prog spotyka się tu z new artrockiem, neoprogiem, retroprogiem, a nawet z hardrockiem i metalem. Skład zespołu właściwie się nie zmienił (o powrocie Cremoniego już wspominałem). Cały czas się zastanawiam, w jaki sposób Roversi zdążył skomponować całą muzykę i napisać wszystkie teksty, mając na głowie zakładanie firmy płytowej i udział w koncertach z kolegami z grupy 'The Watch'. To chyba pozostanie jego tajemnicą. Teraz słuchawki na uszy, bo przed nami ponad godzina muzycznej uczty.

    - 01 - Boromir - zaczyna się typowo dla Moongarden, ale z chwilą wejścia wokalu i różnego typu elektronicznych przeszkadzajek poznajemy nowe oblicze grupy. Zaskakuje czasami zniekształcony głos Baldiniego, cieszy tradycyjnie piękna gitara Cremoniego.

    - 02 - Aesthetic Surgery - bez chwili przerwy przenosimy się do 10-minutowego dziwoląga. Wokal w dwugłosie i fortepian nie zaskakują. Ale od 4 minuty zaczyna się coś dziwnego. Sprzężenia, brudny dźwięk podlany elektroniką z jednej strony, kroczący rytm z mellotronem i melodyjna gitara z drugiej. Na końcu dziwnie zachrypniętemu wokaliście wtóruje smutny
    fortepian.

    - 03 - MDMA - ach ta elektronika - budzi i porusza. Loopowe zagrywki (Depeche Mode) towarzyszą klasycznemu wokalowi (stary Moongarden), powoli doprowadzając nas do najpiękniejszego momentu całej płyty (5-a minuta) - co za gitarowa solówka - gęsia skóra. Jak dla mnie - mistrzostwo świata.

    - 04 - After The MDMA - i doczekaliśmy się utworu instrumentalnego. To nie jest jakiś zwykły przerywnik, ale przewodnik po historii elektronicznego rocka (głównie kłania się Kraftwerk)

    - 05 - Wordz And Badge - mój faworyt. Ten bas jest niesamowity (trzeba odkręcic wzmacnicz żeby poczuć go na brzuchu). Połamany rytm, metalowe riffy, sprzężenia, psychodelia w wolnych momentach, solówka na archaicznym syntezatorze (pamiętacie początki naszego Kombi?). A na zakończenie odgłosy ucichającej burzy i padającego deszczu.

    - 06 - Dementio i Magdalen - bodajże najbardziej typowa dla Włochów pieśń. Wolniutko i melodyjnie, gitarka łka. Retro pełną gębą (dawny Genesis)

    - 07 - Enter The Modem Hero - elektroniczne intro. Etniczny beat przechodzi w neoprogresywny bombaścik. Nic nowego pod słońcem ale jest przyjemnie.

    - 08 - Compression - 17-minutowa suita zostaje nam na koniec. W niej ukryły się kolejne niespodzianki. Wstępna część powstała na bazie starej kompozycji spółki Rutherford-Phillips, jeszcze z początków kariery Genesis. Tak więc pierwsze 6 minut to podróż w lata 60-e. Podniosły nastrój ze śliczną melodią 'psuje' nam nagle trójka raperów (gościnnie: Mike III, Zef Noise i Rifka). Kto by pomyślał, że muzyczny świat grupy Archive przeniknie do repertuaru piewców rocka symfonicznego.

    Przyznaję, że jestem fanem Moongarden. Mam ich wszystkie płyty i każdą z nich lubię na swój sposób. Ale ta 'wulgarna' przechodzi od zaraz, do mojego 'kanonu słuchania częstego'.
    Już teraz cieszę się na godzinę 12-ą w sobotę 4 września 2010. Wtedy to Włosi zaczną swym koncertem 2-gi dzień festiwalu Night Of The Prog w Loreley. O relacji na pewno nie zapomnę...

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version