ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Dynamo Bliss
Day and Night
(2013, album studyjny)

1.Morning On Mars (00:53)
2.The Day The Empire Fell (03:58)
3.High Noon (02:11)
4.Solemn Undulating Wave (06:13)
5.Dusk (02:31)
6.Circadian Rhythm (07:52)
7.Another Sundown (00:53)
8.Evenfall (03:11)
9.Vespertine 01:14
10.Night Storm (10:07)
11.The Small Hours (01:26)


- Mikael Sandström (Electric and Acoustic Guitars, Banjo, Accordion, Pedal Steel)
- Stefan Olofsson (Vocals, Keyboards, Zither, Guitar, Bass, Percussion)
- Peter Olofsson (Drums)

Wyświetlony 2994 razy
Inne albumy wykonawcy: « 21st Century Junk

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba wtorek, 18 czerwiec 2013 20:59 napisane przez Paweł Tryba

    Mam w poznawaniu dyskografii Dynamo Bliss lukę do wypełnienia. Jeszcze nie usłyszałem wydanego w lutym bieżącego roku drugiego krążka Szwedów „Poplar Music”, a ci już wracają z albumem numer trzy. Na razie więc, wybaczą Państwo, referując zawartość „Day And Night” będę ją porównywał z tym, co już znam – czyli z debiutem tria z 2010 go roku „21st Century Junk”. Jestem skłonny zgodzić się z zarzutami co poniektórych recenzentów, którzy uznali wówczas twórczość Dynamo Bliss za proga dość lekkiej, rozrywkowej wręcz konduity. Podpinanie się okładką z „mordką” i tytułem albumu pod King Crimson było mocno na wyrost. Nie ta kategoria wagowa, nie ten target. Dynamo Bliss bliżsi byli raczej radosnym klimatom spod szyldu Supertramp, a i na pop rocka z lat 60tych spozierali ukradkiem – te wokalne harmonie, których u nich pełno, były ewidentnie zasłyszane u Bitli czy Beach Boys. I choć stopień komplikacji i „intelektualizacji” muzyki był przez to nienajwyższy, to panowie nadrabiali melodyczną smykałką i bezpretensjonalnością. Wszystko powyższe pojawia się także na „Day And Night”.

    Generalnie mamy do czynienia ze zbiorem dość piosenkowych form poprzeplatanych instrumentalnymi miniaturami przerywnikami plus jedna dłuższa forma na koniec (suitą nijak jej nie nazwę, ale o tym niżej). Nieco ponad 40 minut muzyki. Muzyki, których mankamentów jestem świadom, a mimo to słucham tego krążka w ostatnich tygodniach niemal codziennie. Nie bez znaczenia jest tu moja obecna sytuacja – zakopanie się na najbliższe trzy kwartały w książkach przed Kolejnym Bardzo Ważnym i Potrzebnym Egzaminem (grrr... ) powoduje okresowe przegrzewanie mózgownicy, a „Day And Night” świetnie ją schładza. Pozwala odetchnąć. Jest prosta, ale nie prostacka. To muzyka, w której co rusz ktoś się kłania. A to wspomniani klasycy z lat 60tych, a to – bardziej niż wcześniej – Pink Floyd, a to jakieś art-folkowe brytyjskie historie w rodzaju Strawbs czy Jethro. I dobrze, niech się kłania! Pal diabli wtórność, skoro chce mi się te utwory nucić (tak – to jest art rock do zanucenia. Fani Univers Zero albo Yugen mogą sobie darować dalsze czytanie). Którą piosenkę mam wyróżnić – mocno podszytą klawiszami „The Day The Empire Fell”, oferującą wiele zmian tempa „Solemn Undulating Wave”, dostojną „Circadian Rhythm”? Nie mam pojęcia! Wszystkie są fajne mimo pewnej generyczności. Wspomniane miniaturki budują filmowy nastrój (tu zdecydowanie najlepiej wypada najdłuższe „Evenfall”, ale szczytem bezczelności jest ponad dziesięciominutowe „Night Storm”, generalnie oparte na prościutkim, ale za to chwytliwym jak diabli temacie klawiszy. Tu i tam zmodyfikuje się ich brzmienie, doda się flet, „pudło” lub akordeon w harmonii albo grające solo i voila – jest kompozycja. Zdaję sobie sprawę, że tym razem Dynamo Bliss jadą na granicy hochsztaplerki, ale co ja biedny poradzę, że mi się ten numer podoba?

    To nie jest krążek wybitny. Jest solidny, trzyma poziom – jak wiele wychodzących obecnie płyt. Najważniejsze jednak, że jest to krążek potrzebny. Poprawia humor, przywołuje uśmiech na twarz i przywraca prog rockowi jego ludzki wymiar. Bo, paradoksalnie, w sytuacji gdy nasz ukochany muzyczny styl został zdominowany przez albumy na wskroś profesjonalne, nagrywane przez wirtuozów i wybitnych sidemanów „pod linijkę” i według wytycznych, nieco naiwna propozycja Dynamo Bliss zyskuje dzięki szczerości i słyszalnemu entuzjazmowi muzyków. Daję trzy i pół. Albumu roku może z tego nie będzie, ale zostaniemy z „Day And Night” dobrymi znajomymi. Polecam jako muzyczny ekwiwalent Prozaku!

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version