ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Rare Bird
Epic Forest
(1972, album studyjny)

1. Baby listen
2. Hey man
3. House in the city
4. Epic forest
5. Turning the lights out
6. Her darkest hour
7. Fears of the night
8. Turn it all around
9. Title No. 1 again (Birdman)
- Andy "Ced" Curtis ( guitars, piano, percussion, vocals )
- Steve Gould ( guitars, percussion, vocals )
- Paul Holland ( percussion, producer )
- Dave Kaffinetti ( Hammond & Farfisa organs, electric piano, percussion )
- Paul Karas ( bass, percussion, backing vocals )
- Fred Kelly ( drums, percussion, congas )
- Nic Potter ( percussion )
Wyświetlony 4510 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek sobota, 07 sierpień 2010 18:34 napisane przez Michał Jurek

    Pamiętam, z jakim zdziwieniem przyjąłem trzecią w dorobku płytę [b]Rare Bird[/b], gdy miałem okazję posłuchać jej pierwszy raz. Monumentalne brzmienie organów Hammonda, jakie znałem z 2 pierwszych albumów, zniknęło. A pojawiło się... ale po kolei.
    Po nagraniu dwóch albumów dla wytwórni Charisma w zespole nastąpiła rewolucja połączona z trzęsieniem ziemi. Po pierwsze, zespół przeszedł do Polydoru. Po drugie, w wyniku rotacji personalnych odeszła połowa pierwotnego składu. Pozostali panowie Gould i Kaffinetti, którzy dokooptowali 3 nowych muzyków plus dodatkowo grupę grajków obsługujących rozmaite instrumenty perkusyjne, coby brzmienie wzbogacić. I zaproponowali zupełnie inną muzykę. A że wena dopisywała, to w oryginale album [i]'Epic Forest'[/i] wyszedł na 2 płytach winylowych (białych!), z czego drugi krążek był wytłoczony tylko z jednej strony i zawierał coś w rodzaju maxi-singla z trzema nagraniami, które się na album zasadniczy nie zmieściły ([i]'Roadside Welcome', 'Four Grey Walls', 'You're Lost'[/i]).
    Nowy Rare Bird niewiele wspólnego miał z pełnym rozmachu brzmieniem Hammondów, jakie znamy chociażby z suity [i]'As Your Mind Flies By'[/i] lub z największego przeboju zespołu [i]'Sympathy'[/i] (kawałek ten jakiś czas później odkurzył Marillion, już ze Stevem Hogarthem jako wokalistą). Organy zeszły na drugi plan, brzmią też zupełnie inaczej. Naturalnym skojarzeniem dla pierwszych płyt był John Lord, natomiast tutaj to już raczej gra a'la Ray Manzarek. Dużo ważniejszą rolę odgrywają pochody gitarowe, zmieniły się też wokale, bo panowie zaczęli ładnie chórki aranżować. A i śpiewać zaczęli bardziej, ja wiem? Soulowo?
    Jaka jest więc ta płyta? Na usta ciśnie się jedno sformułowanie: urocza. Łza się w oku kręci, że dziś nikt już tak nie gra. Muzycznie to pewien kolaż spod znaku Wishbone Ash, The Eagles, trochę Allman Brothers Band, Kansas i może szczypty lżejszego ZZ Top. Generalnie inspiracje nowego Rare Bird mają swoje korzenie w amerykańskim rocku i folku.
    Nie będę omawiać każdego nagrania po kolei, ale jednak kilka piosenek wyróżnić trzeba. Należy do nich niewątpliwie atomowe otwarcie w postaci 'Baby Listen'. Świetna piosenka do jazdy po amerykańskich bezdrożach. Dalej niespełna 10 minutowe nagranie tytułowe ze świetnymi kumulującymi się solówkami gitarowymi i bardzo czujną grą pana Kaffinettiego na organach. [i]'Turning the Lights Out'[/i], zaczynające się świetnym pochodem gitarowo-basowym. Piękne akustyczne [i]'Fears of the Night'[/i]. Żywiołowy [i]'Birdman'[/i] ze świetnie pracującą sekcją rytmiczną. Niemniej, najpiękniejszą perłę ukryto na końcu. [i]'You're Lost'[/i] to nagranie warte pomnika. Wolno się rozwijający, hipnotyczny, powalający utwór ze świetną, gadającą gitarą, która przekomarza się z organami i wokalizą pana Goulda. Utwór niewątpliwie wyrastający z jakiegoś jam session z zadymionej kanciapy. W 4 minucie nagranie cichnie, ale to tylko przysłowiowa zmyła, bo zespół dopiero się rozkręca. To, jak potem się solówkami przerzucają gitary elektryczne, gitara akustyczna, organy i pianino, to absolutne mistrzostwo świata. Świetna, bezpretensjonalna i pełna radości muzyka! Słychać, że panowie się bawią grą, zresztą na koniec utworu, który po 10 minucie dość raptownie się urywa, można usłyszeć ich śmiech i zadowolenie, że się udało TAK zagrać.
    Jednego tylko nie rozumiem. Czemu to, najlepsze w zestawie, nagranie chciano wyrzucić na singla? Ot, tajemnica... W każdym razie, jeśli ktoś się przymierza do kupna tej płyty, to trzeba koniecznie brać remaster z dodatkami!
    Jak wiadomo, zespół kariery nie zrobił. Następne płyty Rare Bird były już słabsze. Ale póki co, panowie zaliczyli skok w muzyczne niebiosa.
    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version