ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Brain Connect
Get On Time
(2010, promocyjna EP)

Get On Time
Oceń ten artykuł
(12 głosów)

1. Bullet (Part I) - 3:43
2. Bullet (Part II) - 7:29
3. Bullet (Part III) - 4:14
4. The Art Of Flying - 6:44
5. Compression - 6:26

Czas całkowity: 28:36



 

- Michał Ziaja - gitara
- Marcin Szlachta - gitara basowa, instrumenty klawiszowe
- Przemysław Całus - perkusja


 

Wyświetlony 5255 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: This Shit's Got To Go! »

2 komentarzy

  • Link do komentarza Krzysztof Baran sobota, 24 grudzień 2011 18:51 napisane przez Krzysztof Baran

    Uwaga! Za chwilę przejedzie pociąg! Nie będzie to jednak taki zwykły skład, bo i tory są jakieś nietypowe... Zawieszone na linach gdzieś pomiędzy dwiema stacjami, połączą dwie półkule mózgowe, a szybki ekspres o nazwie 'impuls' cofnie nas w czasie.
    Pamiętam ze szczęśliwego dzieciństwa piosenkę o pociągu, który jechał z daleka. Wtedy, gdy mi ją śpiewano, najlepsi muzycy w historii muzyki rockowej eksperymentowali w najlepsze, nagrywając najznamienitsze albumy, grając zjawiskowe koncerty, tworząc historię rocka. Trzech muzyków z Zawiercia jeszcze nie było wtedy na świecie. Dorastali o dekadę później, ale zapewne i im śpiewano piosenkę o pociągu, bo muzycznie obrali właśnie ten eksperymentalny, owiany legendą kierunek.
    Brain Connect: Przemek Całus (perkusja), Marcin Szlachta (bas, klawisze) i Michał Ziaja (gitary), instrumentalne trio z Zawiercia. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem ich podczas imprezy pod progresywnym kryptonimem w łódzkiej Wytwórni, jesienią zeszłego roku, już wtedy wiedziałem, że to będzie to coś. Set, jaki wówczas zagrali, bez przesady przyprawił mnie o dreszczyk emocji. Poczułem się przez chwilę, jakbym cofnął się w czasie o jakieś 20-30 lat i zabrał ze sobą troszkę współczesnego czadu. Nie inaczej jest na debiutanckiej EP-ce zespołu, zatytułowanej 'Get On Time'. Zresztą właśnie na wspomnianej imprezie, zespół grał już numery, które teraz z dumą przedstawia w niniejszym materiale.
    Większą część mini-albumu zajmuje kompozycja 'Bullet', podzielona na trzy segmenty i okraszona mnóstwem symboli z tamtych czasów. Jest elektroniczne intro a'la Pink Floyd (kłania się 'Shine On...'), jest soczysta gitara a'la Andrew Latimer, trochę iskier niczym Led Zeppelin, jest wreszcie zmienność rytmu rodem z Rush. Muzycy czują się jak ryby w wodzie, czerpiąc mądrość z nagrań sprzed dekad, a granie sprawia im wyraźnie ogromną przyjemność. Już samo rozwijanie się muzyki pokazuje jak ogromne możliwości twórcze tkwią w młodych muzykach Brain Connect. W czwartym utworze, zatytułowanym 'The Art Of Flying' usłyszymy wyraźną fascynację Camel z czasów 'Księżycowego Szaleństwa'. Muzyka, obok brzmienia rockowego chyli się ku jazzowi i bluesowi. W finałowym 'Compression' usłyszymy choćby hard-rockowo brzmiące organy. Nie da się ukryć, że muzycy zespołu nasłuchali się także Deep Purple.
    Mini-album 'Get On Time' należy póki co traktować jako muzyczną wizytówkę zespołu z Zawiercia. Jasne jest, że muzycy muszą jeszcze trochę popracować nad brzmieniem, choć trzeba przyznać, że już teraz jest ono dość dojrzałe. Jestem przekonany, że trzej młodzi ludzie z Brain Connect, wsiedli do pociągu, który obrał właściwy tor. Czas jest dla nich sprzymierzeńcem. Nie chcę wystawiać oceny za taką próbkę, napiszę tylko, że bardzo mocno trzymam kciuki za zespół, a to co usłyszałem na tym mini-albumie napawa mnie dużą dozą optymizmu. Polecam także występy na żywo zespołu.
    Pociąg przemknął, a ja zabrałem się do pierwszego wagonu. Konduktora nie ma, ale muzyka gra... Zacnie gra!

    Krzysztof Baran

  • Link do komentarza Paweł Bogdan sobota, 24 grudzień 2011 18:51 napisane przez Paweł Bogdan

    Zespół Brain Connect powstał w 2005 roku w Zawierciu. Musiało minąć 5 lat, bądź co bądź dla zespołu całkiem udanych patrząc z perspektywy wielu laurów, które formacja otrzymywała na rożnego rodzaju festiwalach, aby światło dzienne mógł ujrzeć debiutancki materiał grupy. Debiutancki, lecz jeszcze niepełnoprawny, bo Get on Time to minialbum czyli jedynie przedsmak pełnego dania i wstęp do obrania właściwego muzycznego kursu.

    Krążek składa się z pięciu, a właściwie trzech kompozycji, gdyż otwierająca krążek jest podzielona na trzy części. Wszystkie razem trwają niespełna pół godziny, co jak na materiał zespół promujący jest ilością dość sporą. Warto wspomnieć o bardzo ładnej, klimatycznej i w pewnym sensie symbolicznej oprawie graficznej krążka.

    Album rozpoczyna się bardzo zagadkowo i tajemniczo, zespół w sposób mozolny, konsekwentny i bądź co bądź udany buduje muzyczny klimat. Ja takie wstępy niesamowicie lubię, bo nie dość, że wzbudzają nastrój napięcia i oczekiwania, to pozwalają słuchaczowi wsiąknąć w muzyczną otoczkę całego wydawnictwa. Jak się wkrótce okazuje formacja zabiera nas w instrumentalną podróż pozbawioną prowadzącego wokalu. Tak, Brain Connect to zespół w całości instrumentalny opierający swą twórczość na mowie instrumentów, nie zaś ludzkiego głosu. Okazuje się, że instrumenty muzyków mówić potrafią i to dosyć dobrze, przy czym głośno oraz zdecydowanie wyrażają swoje zdanie i odczucia w języku fusion, rocka progresywnego i atmosferycznego.

    Koronną kompozycja albumu jest według mnie ta album rozpoczynająca pt. Bullet, w której formacja pokazuje swe prawdziwe kły i zasób możliwości. Utwór potrafi ukoić i zrelaksować, potrafi ugryźć i zabrać słuchacza w pogoń z paletą emocjonujących dźwięków, potrafi też zmusić niemal do płaczu. Aż ciężko uwierzyć, że Pocisk leci aż 15 minut, bo czas upływa nieubłaganie szybko nie pozostawiając słuchacza obojętnym na muzykę zespołu, która może i zbytnio odkrywcza nie jest, nowatorska też raczej nie, ale za to jest piękna i czarująca. Pozostałe dwie kompozycje pt. The Art Of Flying oraz Compression skupiają się raczej na szaleńczej i żwawej muzycznej pogoni, w której muzycy prowadzą ze sobą jakby instrumentalne pojedynki doprowadzając płytę do końca.

    Fakt braku wokalu prowadzącego od razu stawia zespół w trudnej pozycji, wymaga on od niego bowiem niesamowitego kunsztu kompozycyjnego. Nie zawsze udaje się jednak zespołowi wyjść obronną ręką, bo prócz naprawdę wyśmienitych momentów oraz wzlotów zdarzają się upadki i o ile naprawdę świetne Bullet oraz całkiem dobre Compression wypada pochwalić, to Art of Flying można by przemianować na Art of Deeping, bo w większości irytuje zamiast zachwycać. Czuć w nim jakby jazzowe improwizacje jakby żywcem wyciągnięte ze studyjnego jamingu, ale nie składają się one na przekonywującą i interesującą całość. Kompozycje Brain Connect czasem są barwne, szalone i dla słuchacza niemal nieokiełznane, niestety również dość schematyczne i niezbyt trzymające się całości (może niezbyt dokładnie przemyślane?).

    Można również ponarzekać na produkcję i brzmienie krążka. Słychać, że jest to materiał wydany tylko i wyłącznie własnym nakładem sił, a patrząc na niego z tej perspektywy to i tak jest bardzo dobrze. Jestem jednak przekonany, że profesjonalne ręce i obróbka nie tylko zdecydowanie ubarwiłyby i oszlifowałyby Get on Time, ale wyciągnęłyby z niego ukryte, drugie dno.

    Inspiracje? Z pewnością czuć w muzyce zespołu naprawdę sporo rozwiązań muzycznych przywodzących na myśl Riverside czy Pink Floyd. Co ważniejsze czuć również sporo Brain Connect. Sądzę jednak, że wszystkie głębsze i mniejsze, zamierzone czy też niezamierzone wzorowanie się na mistrzach z pewnością można zespołowi wybaczyć. Każdy z pewnością wie, jak ciężkim zadaniem jest wykreowanie swojego własnego, rozpoznawalnego stylu, a niektórym nigdy się to nie udaje. Przed Brain Connect jeszcze daleka muzyczna droga.

    Przyznam, że początkowo muzyka zespołu mnie nie zachwyciła. Z każdym kolejnym przesłuchaniem było jednak coraz lepiej. Formacja jak na materiał stworzony od A do Z własnym nakładem sił może nie zrzuciła mnie z krzesła, ale pokazała się z bardzo dobrej strony. Sam jestem ciekaw, w którą stronę pójdzie Brain Connect na swym kolejnym wydawnictwie - czy to będzie rock bardziej atmosferyczny jak w Bullet czy fusion jak w dwóch kolejnych kompozycjach. Ja z pewnością będę czekał na pełnowymiarowy materiał zespołu, bo ten przedpremierowy mi osobiście narobił tzw. smaka. Mam przeczucie, że przy wyeliminowaniu błędów na Get on Time, dopracowaniu i głębszym skupieniu się na kompozycjach oraz przy profesjonalnej muzycznej obróbce i być może z wokalistą (?) formacja pokaże naprawdę kawał solidnej, fascynującej i barwnej muzyki, bo potencjał czuć i to z daleka.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version