ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Rush
Snakes & Arrows
(2007, album studyjny)

1. Far Cry (5:21)
2. Armor And Sword (6:36)
3. Workin' Them Angels (4:47)
4. The Larger Bowl (4:07)
5. Spindrift (5:24)
6. The Main Monkey Business (instrumental)(6:01)
7. The Way The Wind Blows (6:28)
8. Hope (instrumental 2:02)
9. Faithless (5:31)
10. Bravest Face (5:12)
11. Good News First (4:51)
12. Malignant Narcissism (instrumental 2:17)
13. We Hold On (4:13)

Czas całkowity: 62:50
- Geddy Lee ( bass guitar, bass pedals, mellotron, vocals )
- Alex Lifeson ( guitars, mandola, mandolin, bouzouki )
- Neil Peart ( drums, cymbals, electronic percussion, tambourine )
Wyświetlony 6137 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Marek Przepióra poniedziałek, 25 luty 2008 12:04 napisane przez Marek Przepióra

    Moje spotkanie z Rush rozpoczęło się kilkanaście lat temu. Wydanie albumu Roll The Bones i jego zmasowana krytyka, jaka miała miejsce w ówczesnym czasie, spowodowały, że na przekór wszystkim recenzjom, jako kilkunastoletni chłopak sięgnąłem po coś, co miało być początkiem upadku Wielkiej Muzyki Wielkiej Trójki. Sama muzyka nie wstrząsnęła mną aż tak bardzo. Nie znając dokonań Rush nijak nie mogłem dołączyć do grona wieszczących upadek zespołu. Może to i dobrze. Bo kierowany głosami krytyki mogłem stracić wiele. Z rzadka sięgałem po płytę z chłopcem kopiącym czaszkę na okładce. Do czasu kiedy dwa lata później otworzyłem jeden z numerów Tylko Rock i przeczytałem recenzję kolejnej płyty zespołu - Counterparts napisaną przez Piotra Kaczkowskiego. Śmiało mogę napisać, że to właśnie jego słowa przyczyniły się do tego, że moje spotkanie z muzyką tria z Kanady stało się prawdziwą, muzyczną przygodą trwającą do dziś. Przypomniały mi o stojącej na półce, zakurzonej Roll The Bones ale przede wszystkim wyznaczyły kierunek muzyczny, który obrałem dla swojej własnej, słuchacza przyjemności. Warto przypomnieć te słowa: 'Counterparts - jak śrubka i nakrętka. Jak awers i rewers. Jak czerwone, żółte i zielone na skrzyżowaniu. Jak gitara, bas i perkusja na tej płycie. Jak Rush.' Genialne Counterparts.

    Dla fanów Rush pierwszomajowe święto ubiegłego roku miało wyjątkowy wymiar . Ukazał się kolejny, długo wyczekiwany album, którego namiastkę w postaci utworu promującego - Far Cry można było słuchać otwierając po raz kolejny wirtualną wizytówkę grupy. Codziennie rano zaczynałem swój biurowy żywot od kubka mocnej czarnej kawy i dźwięków płynących z komputera. Zapowiadało się wyśmienicie, tym bardziej z wypiekami na twarzy rozfoliowywałem ładnie wydany digipack Snakes & Arrows.

    Na pewno wydając ten album, zespół nikomu niczego nie musiał udowadniać. Ich pozycja i tak od wielu lat jest niezagrożona. Solidne, prawdziwie rockowe granie, momentami ocierające się o progresywną stylistykę. Jak za najlepszych lat. W tej kwestii nie mam najmniejszych wątpliwości. Rush to jedna z najlepszych grup rockowych z jaką mam przyjemność obcować. Charakterystyczne brzmienie, niekwestionowane umiejętności muzyczne, znakomita produkcja, melodyjność. Czyli tak jak być powinno. Ale czy na pewno? Wspomniany świetny, energetyczny Far Cry na początek. Dalej płyta może nie powala na kolana ale jest obiecująco. Nie jest to płyta odkrywcza jak Counterparts. Fan grupy nie znajdzie tutaj żadnej rewolucji. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest kontynuacją tego co mogliśmy usłyszeć na Vapor Trail przed pięcioma laty. Monolit, skała, taka jest ich muzyka. Taka jak oni sami. Bez oglądania się na modę zawsze robili swoje. I tak jest też dzisiaj. Nie chodzi o to by zdobyć nowych fanów. Uznanie wśród wiernych wielbicieli i tak mają. Ci, co Rush znają, szanują ale nie kochają, dzięki tej płycie swoich uczuć na pewno nie zmienią. Nawet po przesłuchaniu perełki jaką jest Spindrift. Swoją drogą nie pozostają w muzycznej próżni, nie odcinają kuponów od poprzednich dokonań. Dla mnie ogarniają całość muzyki, sens rocka. 'Jeżeli będziesz kiedyś chciał komuś opornemu wytłumaczyć, jaki jest dzisiejszy rock, a nie będziesz potrafił, nastaw tę płytę i daj pooglądać książeczkę' - taka jest muzyka Pearta, Lifesona i Lee.

    Miał być powrót do korzeni i do wielkiej formy. Powrót do korzeni jest. Do wielkiej formy wracać nie musieli. Rush bowiem nigdy nie zszedł poniżej określonego poziomu. Chociaż spotkałem się z opiniami przeciwnymi. Jeśli więc ktoś oczekuje po Snakes & Arrows powrotu do 2112, Hemispheres, Moving Pictures czy Signals niech lepiej tej płyty nie słucha. Ale jeśli ktoś zna zawartość EPki Feedback będzie wiedział, o czym myślę. Bluesowe zagrywki w The Way the Wind Blows czy Good News First, rockandrollowy pazur kojarzący się z Pete Townshedem z The Who w Far Cry, świetny Faithless pokazują, gdzie teraz jest zespół, skąd pochodzi i chyba dokąd zmierza. Mam nadzieję, że jeszcze nie na muzyczną emeryturę.

    PS. Przytoczone cytaty pochodzą z artykułu (w:)Tylko Rock, nr 2/94, s. 55-56

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version