ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Manfred Mann's Earth Band
Watch
(1978, album studyjny)

1. Circles (4:48)
2. Drowning on dry land / Fish soup (6:15)
3. Chicago institute (5:44)
4. California (5:10)
5. Davy's on the road again (5:52)
6. Martha's madman (4:50)
7. Quinn the Eskimo (The mighty Quinn) (6:15)

Czas całkowity: 38:54

Re-Mastered 1998 (4 Bonus Tracks) Mann 010
8. California (3:36)
9. Davy's On The Road Again (3:43)
10. Bouillabaisse (3:59)
11. The Mighty Quinn (3:36)
- Dave Flett ( guitars )
- Pat King ( bass, backing vocals )
- Manfred Mann ( keyboards, backing vocals )
- Chris Slade ( drums, percussion )
- Chris Hamlet Thompson ( lead vocals, guitar )

oraz:
- Doreen Chanter ( backing vocals )
- Irene Chanter ( backing vocals )
- Kim Goddy ( backing vocals )
- Stevie Lange ( backing vocals )
- Victy Silva ( backing vocals )
Wyświetlony 5863 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek poniedziałek, 01 sierpień 2011 18:27 napisane przez Michał Jurek

    'The Watch' to ósmy album, który ukazał się pod szyldem Manfred Mann Earth Band. Album, który - ku mojemu zdziwieniu - we wkładce do zremasterowanego CD określono mianem jednego z najlepszych dokonań MMEB. Dlaczego się tak dziwię? Bo choć 'The Watch' nie jest złą płytą, to jednak brakuje jej nieco do miana albumu wybitnego.

    Nie dziwi mnie natomiast, że - zgodnie z rzeczoną wkładką - 'The Watch' jest jednym z chętniej kupowanych albumów (zwłaszcza w Europie) w całej dyskografii MMEB. Płyta to bowiem bardzo przystępna. Gdzież jej do bluesowo-hard rockowych wypadów, jakie zespół urządzał sobie na poprzednich płytach... Na The Watch mamy zestaw miłych, kojących ucho piosenek, zanurzonych w syntezatorowej zalewie autorstwa pana Manna, a zaśpiewanych przez Chrisa Thompsona - najlepszego chyba wokalistę, który współpracował z MMEB. Na stronie Progarchives ktoś zgrabnie zdefiniował muzykę zawartą na 'The Watch' jako pop prog hard rock. Innymi słowy: dla każdego coś miłego.

    Cóż więc na 'The Watch' znajdziemy? Są tu i miłe, niemalże popowe piosenki, takie jak covery 'Circles' czy 'California', w których Manfred Mann łagodnie czaruje wstawkami na instrumentach klawiszowych, a gitara elektryczna delikatnie brzdęka w tle ('Circles') albo zdobi całość porywającymi solówkami ('California'). Jest też 'Chicago Institute', w którym zespół straszy nas wizją niczym z Orwella czy Dicka, ale muzycznie jest więcej niż dobrze - lubię zwłaszcza ogniste sola gitarowe i końcówkę, w której bardzo czujnie przerzucają się partiami gitarowymi panowie Fleet i Thompson. Albo może to zdublowana partia gitary samego Dave'a Fleeta? Tak czy inaczej, wypada bardzo okazale.

    Ale to jeszcze nie jest najlepszy fragment płyty. Stanowią go bowiem 'Drowning on Dry Land/Fish Soup' oraz 'Davy's on the Road Again'. Pierwszy utwór sklejono z dwóch części, co odzwierciedla już sam tytuł. Wpierw mamy melodyjny akustyczny wstępniak skomponowany przez perkusistę Chrisa Slade'a i świetnie zaśpiewany przez pana Thompsona:
    'Drowning on dry land,
    Cast adrift on an empty sea,
    Drowning on dry land,
    Put aside with the will to be'.
    A później, gdzieś tak w drugiej minucie, zespół odjeżdża, niesiony rozpędzającym się solem gitarowym, ozdobionym przemykającymi gdzieś w tle plamami dźwięków syntezatora. I tak aż do finału, w którym powraca motyw tekstowy z części pierwszej, tym razem wyśpiewany przez panie w chórkach. Bardzo ładny utwór, i na długo pozostający w pamięci. Udany jest też największy, choć dość nieoczekiwany przebój z tej płyty (na listy przebojów nie weszły wszak 'California' i 'Mighty Quinn'), czyli 'Davy's on the Road Again' - 6 miejsce na liście w Wielkiej Brytanii. Nagranie skomponowali panowie Simon i Robertson z zespołu The Band, a pierwotnie zawarto je w 1970 roku na solowej płycie tego pierwszego ('John Simon's Album'). W wersji MMEB nagranie zaczyna się jak rasowy rock'n'roll, ale później Manfred Mann gra chyba najbardziej odjechane klawiszowe solo na całej płycie. Bardzo udane nagranie. Nic dziwnego, że na stałe weszło do koncertowego repertuaru zespołu.

    I na tym w zasadzie album mógłby się skończyć. Dwa ostatnie nagrania, czyli 'Martha's Madman' i 'Mighty Quinn', są dość nijakie. W pierwszym z nich w pamięci zostaje jedynie ekspresyjna partia gitary basowej. Drugie zaś było próbą odcięcia kuponów, bo dylanowskie 'Mighty Quinn' było dużym przebojem MMEB w 1968 roku. Dziesięć lat później poddano je liftingowi - i nie za bardzo wiadomo, po co, choć partia instrumentów klawiszowych wciąż się broni. Czyżby zespołowi brakowało pomysłów?

    Na remasterze można też znaleźć garść bonusów, w postaci singlowych wersji nagrań zawartych na albumie. Ale to już materiał dla najzagorzalszych fanów i podstawa do zabawy w 'znajdź 10 różnic' między singlem i wersją albumową. Niestety, główna różnica polega na tym, że nagrania singlowe są po prostu stopniowo wyciszane w okolicy 3 minuty...

    Warto też zwrócić uwagę na bardzo fajną okładkę (zwłaszcza po rozłożeniu winyla lub wkładki do CD) autorstwa Michaela Sanza. Przeczytałem gdzieś (a konkretnie: tu*), że pan Sanz, jako wierny fan zespołu, dostał się raz za kulisy po koncercie w Sztokholmie w 1977 roku i pod pozorem chęci uzyskania autografów od członków zespołu zaprezentował swoje prace Manfredowi Mannowi. Nieco surrealistyczne w klimacie prace spodobały się panu Mannowi na tyle, że poprosił Michaela Sanza o wykonanie projektu okładki nowego albumu, co ten ostatni - po uzyskaniu dość szczegółowych instrukcji od lidera MMEB - uczynił. I tak powstała jedna z najlepszych okładek, zdobiących albumy zespołu.

    'The Watch' to jeden z ostatnich albumów zespołu, na którym MMEB utrzymali wysoki poziom. Kolejne płyty były już świadectwem pewnego zmęczenia materiału. Ciągłe trasy koncertowe przeplatane nagrywaniem kolejnych płyt okazały się na tyle wyczerpujące, że już w 1978 roku po tournee w USA Manfred Mann rozwiązał zespół. I choć wkrótce go reaktywował, to posypała się reszta składu. Gwoździem do trumny było odejście z zespołu Chrisa Thompsona, jak się bowiem okazało Manfredowi Mannowi nie udało się znaleźć godnego następcy na stanowisko wokalisty. Namówił więc Chrisa Thompsona na podjęcie z zespołem współpracy z przysłowiowego doskoku. Sam Manfred Mann nie udźwignął jednak ciężaru przewodzenia coraz bardziej rozproszonemu zespołowi, i MMEB zaczął nagrywać płyty bardzo przeciętne. I tak aż do płyty 'Plains Music', która jednakowoż była już dokonaniem projektu Manfred Mann's Plain Music, a i muzyka na niej zawarta z dawnym MMEB nie miała wiele wspólnego.

    *http://www.platform-end.co.uk/html/watchcover.html

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version