ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Klimt
Agape
(2011, album studyjny)

1. Agape (2:53)      
2. Dusza Jordana (2:36)     
3. Skażeni przeszłością (4:09)      
4. Wanilia (4:14)      
5. Kiedyś będziesz przenosić góry chłopcze (3:52)      
6. Chodzenie po wodzie (3:25)      
7. Na krańcach twojego wszechświata (2:19)      
8. Ostatnie chwile dzieciństwa (3:46)      
9. Lucid (1:21)      
10. 16:16 (4:24)      
11. Na dobry sen (4:29)      
12. Latanie (4:28)      
13. Pożegnanie (4:03)      
14. W razie gdybyśmy się już nigdy nie spotkali (4:04)

   Czas całkowity: 50:05 

Antoni Budziński: vocal, all instruments
Wyświetlony 4359 razy
Inne albumy wykonawcy: « Jesienne odcienie melancholii

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba piątek, 04 marzec 2011 20:12 napisane przez Paweł Tryba

    Każda polska post rockowa płyta, która nie wpisuje się w obowiązujący ostatnio schemat: obieramy kierunek na Neurosis/ Pelican i jedziemy! - to cenne urozmaicenie. Ukrywający się pod szyldem Klimt Antoni Budziński na pewno nie inspiruje się wspomnianymi brutalistami, wzorce ma szlachetniejsze. Lubicie klimaty shoegaze'owe? Takie z rejonów Slowdive? Albo esencjonalną dla post rockowego mainstreamu (jeśli coś takiego istnieje) twórczość God Is An Astronaut? Ja osobiście uwielbiam, więc i na twórczość Budzińskiego nie mogę pozostać obojętny. Przyznaję, z pierwszej płyty Klimt, Jesiennych odcieni melancholii z 2008 roku, słyszałem tylko fragmenty prezentowane w Trójkowych audycjach, ale dowiedziawszy się o wydaniu Agape puknąłem się w głowę i popędziłem do sklepu w dniu premiery.

    Czternaście nie za długich utworów - to już pewne odejście od standardów. Postrockowcy nader często nie uznają żadnych limitów czasowych. Nie zawsze wychodzą na tym dobrze, bo to, co przez trzy minuty czaruje, w dawce ośmiominutowej może już stać się po prostu monotonne. Klimt stawia na kawałki krótsze, ale czymś się wyróżniające, nie nagrywa na jedno kopyto. A i w tych ograniczonych ramach potrafi oczarować. Podstawę brzmienia stanowi oczywiście lejący się gitarowy sound, w zasadzie obowiązkowy u większości kapel z tego nurtu. Kompozycje instrumentalne przeplatają się z wokalnymi, które od biedy można nazwać piosenkami. Sam śpiew Budzińskiego, dobywający się zza ściany pogłosu, ma wiele wspólnego Neilem Halsteadem. W żadnym jednak razie nie nazwałbym Klimt czyimkolwiek klonem, bo jest na to zwyczajnie za dobry. Budziński czuje tę stylistykę, płynnie się w niej porusza, a porównań do bardziej utytułowanych kolegów i tak nie da się uniknąć.

    Żeby dokładnie opisać co dzieje się na Agape, musiałbym opisać każdy utwór z osobna, bo każdy ma jakiś smaczek. Tylko po co uprawiać takie aptekarstwo? Przytoczmy tylko kilka przykładów, które wystarczą by stwierdzić, że Klimt ma masę fajnych pomysłów. Już otwierający stawkę utwór tytułowy brzmi nietypowo - jak na post rockowe standardy jest bardzo dynamiczny, żeby nie powiedzieć: jazgotliwy. Co ciekawe: urywa się nagle ni z tego ni z owego, a następująca po nim Dusza Jordana to rzecz z zupełnie innej bajki - delikatna fortepianowo-syntezatorowa etiuda. Rockowy żywioł pojawia się jeszcze w kilku miejscach, choćby w Skażonych przeszłością czy Na krańcach twojego wszechświata. Chodzenie po wodzie dzięki użyciu fletu ma zdecydowanie etniczny posmak, podobnie zresztą jak Lucid trącący chińską muzyką ludową. Klasycznie brzmi 16:16. Takie natchnione powłóczyste solówki mogliby nagrać God Is An Astronaut albo Mono. Pożegnanie to jednolity ambientowy nokturn. Ale jest też na Agape miejsce na brzdąkany na akustyku, niemal ogniskowy utwór Wanilia, któremu shoegaze'owego szlifu dodaje tylko produkcja. Teksty? Podnoszą na duchu, mają zdecydowanie pozytywne przesłanie - wystarczy zresztą spojrzeć na tytuły utworów - ale ich wyłuskanie zza dźwiękowych efektów wymaga trochę cierpliwości.

    Lubię takie płyty. Klimat mają lekki, wręcz oniryczny, ale wypełnia je wartościowa muzyczna treść, a nie bezsensowne plumkanie. Przy słuchaniu Agape czuję się zrelaksowany, jakbym na moment oderwał się od rzeczywistości, ale w tej błogiej nirwanie nie zanika aktywność moich szarych komórek. Klimt funduje zachwyt, ale nie zwalnia słuchacza od myślenia. I za to daję panu Budzińskiemu solidną czwórkę.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version