ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Swans
The Seer
(2012, Album studyjny)

 

CD 1

1. "Lunacy" (featuring Alan Sparhawk and Mimi Parker)(6:09)

2. "Mother of the World"  (9:57)

3. "The Wolf"  (1:35)

4. "The Seer"  (32:14)

5. "The Seer Returns" (featuring Jarboe)(6:17)

6. "93 Ave. B Blues"  (5:21)

7. "The Daughter Brings the Water"  (2:40)

CD 2

8. "Song for a Warrior" (featuring Karen O)(3:58)

9. "Avatar"  (8:51)

10. "A Piece of the Sky" (featuring Jarboe and Akron/Family)(19:10)

11. "The Apostate"  (23:01)

 

Michael Gira – vocals, guitar, harmonica

Kristof Hahn – lap steel guitar

Thor Harris – percussion, chimes, vibraphone, piano, clarinet

William Rieflin – piano, organ, synthesizer

Christopher Pravdica – bass guitar

Phil Puleo – percussion, hammered dulcimer

Norman Westberg – guitar

 

Wyświetlony 3386 razy

2 komentarzy

  • Link do komentarza Krzysztof Pabis poniedziałek, 27 maj 2013 16:28 napisane przez Krzysztof Pabis

    Patrząc na wszystkie dotychczasowe płyty zespołu Swans trudno jest zaklasyfikować tworzoną przez jego członków muzykę jako rock progresywny w znaczeniu przyjmowanym przez większość osób, które rocka progresywnego słuchają. Kierowany przez charyzmatycznego Michaela Girę zespół przeszedł niewątpliwie pewną ewolucję od początku lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy to powstał pierwszy album tej formacji. Z drugiej strony podstawowy zakres wykorzystywanych środków wyrazu nie zmienił się przez te 30 lat. Z tego też powodu określenia takie jak post punk czy industrial nadal są do pewnego stopnia aktualne, jednak Swans już dawno wymknęli się z ram jakichkolwiek ścisłych kategorii i nagrywali już także płyty niemal ocierające się o muzykę pop, jak chociażby The Burning World.
    The Seer to chyba najlepsza płyta tego zespołu od czasu słynnego Children Of God. Muzyka na nim zawarta jest mroczna i hipnotyczna. Poza fanami twórczości Giry, dla których jest to niewątpliwie pozycja obowiązkowa najbardziej zainteresuje ona wielbicieli krautrocka. Z drugiej strony jest to jednak album, który może mieć znacznie szersze grono odbiorców. Utwory, takie jak Mother Of The World czy Avatar urzekają wokalem i nastrojem budowanym przez pozostałych członków zespołu. Główną częścią pierwszej z dwóch płyt jest jednak ponad trzydziestominutowy utwór tytułowy. Rozpoczyna się od industrialnych pomruków i pełnej pogłosów perkusji by następnie wciągnąć nas w rytualną, instrumentalną improwizację, od czasu do czasu wspomaganą przypominającym mantrę śpiewem. Następna część tego utworu mogłaby ilustrować sceny z opisu piekła Dantego, a dominująca w niej potężna perkusja wciska nas coraz głębiej w fotel. W dalszej części pojawiają się obłędne wstawki zagrane na harmonijce ustnej przez lidera grupy. Zakończenie jest bardziej melodyjne, ale przez ten fragment prowadzi nas mroczny, zachrypnięty wokal. Następny na płycie The Seer Returns jest zdominowany chrapliwą melorecytacją i delikatniejszymi zaśpiewami w tle. Po nim następuje schizoidalny, ocierający się o hałas 93 Ave. B. Blues, który kojarzy sie z niektórymi dokonaniami kierowanego przez Mike'a Pattona zespołu Fantomas. Pierwszą płytę zamyka jednak delikatny, niemal balladowy, akustyczny The Daughter Brings The Water.
    Pomimo pewnej pozornej prostoty tej muzyki tworzy ją bardzo liczna grupa muzyków, grających na wielu różnych instrumentach. Pojawiają się tu między innymi: skrzypce, mandolina, wibrafon, dzwonki orkiestrowe, kobza, akordeon i klarnet. Gira zaprosił też kilku różnych wokalistów, z których na szczególną uwagę zasługuje Karen O związana na co dzień z zespołem Yeah Yeah Yeahs, a także dobrze znana miłośnikom Swans Jarboe. Obu pań możemy posłuchać na drugiej płycie tego albumu. Pierwsza z nich przynosi ukojenie w pięknym Song For A Warrior. Natomiast Jarboe przenosi nas w klimat plemiennych ognisk swoimi zaśpiewami w A Piece Of The Sky. Jej udział nie jest już jednak tak znaczący jak na starszych projektach Swans i wydaje się, że jej obecność to raczej kurtuazyjny ukłon w stronę zagorzałych fanów. Kończący album The Apostate jest gęsty niczym mgła. Uwagę zwraca tu zwłaszcza demoniczna gitara i po raz kolejny potężna perkusja. Co ciekawe, jest to jednocześnie utwór, który można określić w dużej części jako wyciszający i nastrojowy.
    Bardzo istotne jest to, że pomimo znacznej objętości materiału przygotowanego na tę płytę nie odnosi się wrażenia, że czegoś jest tu za dużo, a muzyka nie powoduje uczucia znużenia. Nawet wspomniany wcześniej 93 Ave. B. Blues jest dawką hałasu, która nie powinna zniechęcić słuchacza do pozostałych kompozycji w tym zestawie. Warto jednak pamiętać, że nie jest to album na szybkie przesłuchanie. To jedna z tych płyt, w które trzeba się wgryźć, osłuchać się z każdym dźwiękiem. Nie jest to też z pewnością propozycja do słuchania na każdy dzień. Album na specjalne okazje, chłodne wieczory, okresy wyciszenia. Nie mniej jednak warto zagłębić się w tę muzykę gdyż po lepszym poznaniu odkrywa przed słuchaczem wiele wspaniałych pomysłów i sprawia, że coraz trudniej się od niej oderwać. Z pewnością jest to jeden z kilku najlepszych albumów roku 2012, a na pewno album najbardziej oryginalny. Wbrew niektórym opiniom nie jest to także płyta trudna czy przesadnie hermetyczna. Prawdziwy kawał dobrej muzyki, zajmującej w sumie prawie 120 minut. Polecam.

  • Link do komentarza Rafał Warniełło wtorek, 08 styczeń 2013 23:02 napisane przez Rafał Warniełło

    Dwie godziny muzyki na jednym albumie? Gdyby taki album nagrała Ewa Farna, można byłoby oszaleć, ale na szczęście zrobił to Michael Gira i formacja Swans.

    Najnowszy krążek „The Seer” to, jak podkreśla kompozytor, podsumowanie jego 30-letniej pracy artystycznej. Nie miałem wcześniejszej styczności z twórczością Swans, więc nie będę odwoływał się do poprzednich płyt, ale jeżeli to co mówi Gira jest prawdą, to cały dorobek muzyczny musi być szalenie dobry. O zawartości płyty można wiele wywnioskować z samej okładki. Głęboka czerń, z której wyłania się kudłata bestia szczerząca potworne kły - chciałoby się powiedzieć, że swoje, ale jest to uzębienie samego Michaela Giry. Taka jak okładka jest muzyka – mroczna, tajemnicza, intrygująca, porywcza i miejscami bardzo agreswyna.

    „The Seer” może z powodzeniem służyć w zastępstwie filmu grozy. Jest to bowiem dwugodzinny seans w krainie ciemności w której nic nie jest pewne. Jest to opowieść, w której główne skrzypce gra sam kompozytor, przedstawiając słuchaczowi jego chory i pokręcony świat. Świat w którym pełno czarnej magii i przerażających rytuałów, w których rolę kultystów wcielają się muzycy grupy. Nad tym wszystkim góruje monumentalny, zbasowany głos Giry, wypowiadający częstokroć kwestie niczym mantry, tym samym opanowując ciało i umysł odbiorcy. Słuchając muzyki nie jest ciężko zobaczyć te obrazy oczami wyobraźni. Ponadto transowe rytmy ściskają trzewia jak w imadle, psychodeliczne dysonanse rozsadzają głowę... Dźwięki różnego pochodzenia - począwszy od gitar akustycznych i elektrycznych, przez akordeon, dudy, skrzypce, po rozmaite instrumenty perkusyjne, syntezatory i fortepian - tworzą niezwykłe bogactwo brzmieniowe, które zachwyca. Zamiłowanie kompozytora do instrumentów akustycznych jest ogromne, toteż wszystkie stworzone dźwięki są w tym demonicznym świecie Swans zdumiewająco realne, tak bardzo, że w pewnym momencie miałem wrażenie, jakby ten horror rozgrywał się w znanej mi rzeczywistości.

    Jak w każdym filmie, nawet największym dreszczowcu, zawsze jest scena pozytywna, przywracająca nadzieję na happy end. Tak też jest i na „The Seer”. Więcej jednak nie zdradzę – musicie posłuchać. Do stworzenia tak wyjątkowej płyty Michael Gira zaprosił wielu gości, m.in. współpracującą z nim dawniej Jarboe, wokalistkę Karen O oraz członków grup Low, Acron/Family i Mercure Rev. Do swojej twórczości Amerykanin odnosi się bardzo krytycznie, bowiem twierdzi, że nie nagrał jeszcze w swoim życiu najlepszego albumu, a tymczasem wielu ogłosiłoby „The Seer” albumem roku 2012. Bez wątpienia Gira może być z siebie dumny. Stworzył muzykę ambitną, która wystawia słuchacza na wielką próbę wytrzymałości, ale jest przy tym niesamowitą sztuką samą w sobie.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version