ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Wilson, Steven
Cover Versions
(2010, album kompilacyjny)

    CD-1
  1. Cover Version I (4:37)
  2. Moment I Lost (3:30)
    CD-2
  1. Cover Version II (5:07 )
  2. Please Come Home (3:33)
    CD-3
  1. Cover Version III (6:06)
  2. Four Trees Down (3:34)
    CD-4
  1. Cover Version IV (4:03)
  2. The Unquiet Grave (6:57)
    CD-5
  1. Cover Version V (3:57)
  2. Well You'Re Wrong (3:42)
    CD-6
  1. Cover Version VI (5:03)
  2. An End To End (5:12)
- Steven Wilson (All Instruments, Vocals)
Wyświetlony 3959 razy
Inne albumy wykonawcy: « NSRGNTS RMXS Insurgentes »

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek piątek, 01 październik 2010 16:16 napisane przez Michał Jurek

    Tak gdzieś w 2003 roku Steven Wilson zaczął ujawniać światu nagrania powstałe w zaciszu domowego studio. Schemat był taki: na singlach umieszczonych jedynie w foliowym opakowaniu można było znaleźć kower mniej lub bardziej znanego nagrania oraz jeden utwór autorski. W ten sposób pan Steven wydał pięć singli. Ostatni singiel został wydany zimą tego roku, razem z kartonowym boksem, do którego można było zapakować całość, a single 1-5 przełożyć z folii do tekturowych okładek. Ujawnił się tu cały merchandisingowy kunszt pana Stevena: za single 1-5 trzeba było wyłożyć po 3 i pół funciaka, a za boks z ostatnim singlem kilkanaście dodatkowych funciaków. Łatwo więc obliczyć, że na zakup całości trzeba było wydać ok. 150 złociszy. Czy było warto?
    Wydawane przez pana W. single zawierają razem niemal 56 minut w większości wyciszonej i akustycznej, kameralnej muzyki. Na początek dostajemy kower 'Thank U' Alanis Morisette, które to nagranie Steven Wilson lubi do tego stopnia, że grał je nawet na koncertach Blackfield. Dość to zabawne, zważywszy że jak sam przyznał w jednym z wywiadów, nie do końca zrozumiał oryginalny tekst. Ten akurat kower mnie jakoś szczególnie nie powala, raczej jest z rodzaju utworów 'pomruczymy nad gitarą i fortepianem, zobaczymy, co wyjdzie'. Może być, ale z pierwszego singla pozostaje w pamięci przede wszystkim Moment I Lost: z piękną, melodyjną partią fortepianu, nieco bardziej przekonującym śpiewem pana Stevena oraz z fajnym tekstem:


    Here is the moment,
    There's no need to pretend
    To think about the future
    When this moment ends.

    Drugi singiel otwiera kower ABBY 'The Day Before You Came'. Nie ukrywam, bardzo lubię to nagranie w wersji oryginalnej, także z uwagi na świetny tekst, ale i Steven Wilson obronił się w swojej interpretacji. Utwór, pozbawiony dyskotekowego bitu, zyskał bardziej nostalgiczny charakter. Świetnie się tego słucha, gdy za oknem szaleją deszcze, a jesienne klimaty podtrzymuje dodatkowo nieco energiczniej zaśpiewany, fortepianowy 'Please Come Home'.
    Trzeci singiel przynosi nieco bardziej mroczną muzykę. Na początek kower: 'The Forest' The Cure (z płyty 'Seventeen Seconds'). I choć wersja nie przytłacza tak brzmieniem jak oryginał, to jest chyba równie posępna. Steven Wilson zniekształconym głosem prowadzi nas do lasu w poszukiwaniu dziewczynki, która w swoim czasie dręczyła Roberta Smitha, a nastrój niesamowitości potęgują melotronowe chórki. Autorskie 'Four Trees Down' nie jest już tak grobowe muzycznie, ale to tylko kontrastuje z tekstem:

    Four trees down
    I will wait
    Underground
    I've got time.

    Czwartemu singlowi poświęcę nieco więcej uwagi. Pamiętam, gdy po raz pierwszy usłyszałem kower z tego singla: no wmurowało mnie w fotel po prostu. Spokojne akustyczne granie przeradzało się stopniowo w niesamowitą muzykę do jakiegoś horroru, miałem dalekie skojarzenia z klimatami a'la 'Twin Peaks'. Zacząłem więc poszukiwania: kto też nagrał oryginał i co to w ogóle za piosenka. No i nie powiem, żeby odpowiedź mnie usatysfakcjonowała. Otóż Steven Wilson popełnił kower nagrania The Guitar Lesson (z płyty 'Don't Stop the Night' z 1989 roku) artysty o pseudonimie Momus. Artysty dość awangardowego, rzekłbym eufemistycznie, i w muzyce, i w życiu codziennym. A słuchanie opowieści o pedofilu, nauczycielu gry na gitarze, gwałcącym i zabijającym swoją uczennicę (She comes into my lap, I turn her around) jakoś mnie nie pociąga. Mówiąc wprost: tekst jest obrzydliwy. Po co Steven W. nagrał akurat ten utwór? Nie wiem, i nie chcę wiedzieć. Na szczęście singiel czwarty zawiera też kolejne demoniczne, nieco ambientowe 'The Unquiet Grave' o dziewczynie przychodzącej na grób zabitego chłopaka, nie dając w ten sposób odejść jego duchowi: dobra ilustracja do jakiegoś opowiadania Poego.
    Piąty singiel rozpoczyna przeróbka 'Sign'O'Times' Prince'a. I moim zdaniem muzycznie to najsłabsza piosenka spośród omawianych dwunastu. Monotonny bit komputerowej perkusji jakoś mnie nie pociąga, a i melorecytacja pana Wilsona niezbyt zaciekawia. Na szczęście pod koniec utworu robi się nieco lepiej, pan Steven zaczyna śpiewać, a i gitara grzmi ciężkim riffem. Drugie na płytce 'Well You're Wrong' podoba mi się bardziej: proste, melodyjne, bezpretensjonalnie zagrane i zaśpiewane, z ładnymi syntezatorowymi plamami w tle.
    I na koniec szósty singiel. Według mnie - najlepszy. Najpierw przeróbka Donovana: 'Lord of the Reedy River' z 1971 roku* z przepiękną partią gitary. Wyciszone, melancholijne, niemalże wyszeptane, piękne nagranie! Ale prawdziwe opus magnum dopiero przed słuchaczami. 'An End to End'. Podniosłe, melotronowe chórki i takaż partia fortepianu budują niesamowity klimat. Co można dodać, to już naprawdę koniec...
    Powracając do pytania postawionego na początku: czy warto zapoznawać się z tym zestawem? Jako zagorzały fan odpowiem, że oczywiście, jak najbardziej. Pan Steven dostarczył po raz kolejny kilka wyśmienitych piosenek i pokazał się (który to już raz) z nowej, na tyle mrocznej strony, że niekiedy może i słuchacze woleliby o niej nie wiedzieć. Ale patrząc z perspektywy słabiej zdeklarowanych fanów, nie można nie dostrzec, że: 1) zestaw jest dość drogi; 2) warstwa graficzna pozostawia wiele do życzenia: we wkładce mamy coś na kształt gryzmołów kilkulatka, czyżby Steven W. publikował swoje rysunki z przedszkola? 3) nagrania powstały w zaciszu domowym, są więc dość oszczędne aranżacyjnie. Z tego też powodu:
    5/5 dla zagorzałych fanów (w tym i mnie)
    3/5 dla reszty świata ;-)
    *w swoim czasie piękną wersję tego nagrania popełniła też Kate Bush.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version