ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Truth and Janey
Erupts!
(1976, album koncertowy)

Erupts!
Oceń ten artykuł
(6 głosów)
1. No Rest for the Wicked
2. Birth of the Heart
3. Universal Light
4. A Child
5. Building Walls
6. Tunnel of Tomorrow
7. The Light
8. One Down One to Go
9. White Bread
10. My Mind
11. As I Am
12. Ain't No Tellin'
Wyświetlony 3764 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « No Rest for the Wicked

1 komentarz

  • Link do komentarza Aleksander Król poniedziałek, 29 październik 2012 15:53 napisane przez Aleksander Król

    Czasami lubię posłuchać łojenia. Takiego klasycznego, z początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Historia nazwała to hard rockiem. Kochamy Budgie, wczesny Rush, Led Zeppelin, Black Sabbath… Niektórzy wymienią jeszcze 3-4 inne kapele. Dla słuchaczy była to po prostu świetna muza, ale dla muzyków już nie. Gdzieś tak koło 1973 roku nagranie TAKIEJ płyty było wręcz hańbą, no bo jak można całą płytę nagrać w 4/4 i na trzech akordach…???! Ano można… Tylko trzeba wiedzieć co z instrumentem zrobić, żeby publiczność nie usnęła po trzecim numerze. Pamiętam słynne spotkanie wielkiego Erica Claptona z mało znanym wówczas Angusem Youngiem (AC/DC). Clapton, strasznie zadufany w sobie i w swojej technice gry spytał Agnusa z lekką pogardą w głosie, czy to prawda że grasz tylko na trzech akordach...? I dostał cudowną ripostę, za którą pokochałem lidera AC/DC – owszem prawda, ale uczę się jeszcze dwóch następnych… Siła tych grup polegała na prostocie stylu, ale wykonawczo już nie było tak prosto. Trzeba było być naprawdę wielkim muzykiem, żeby to TAK zagrać… I tu dochodzimy do absolutnie cudownej perełki czystego hard rocka – amerykańskiej TRUTH and JANEY. Trio. Płyta „Erupts!” z 1976 roku – genialny koncert z Davenport w stanie Iowa.
    13 utworów i ani sekundy nudy. Połączenie wczesnego Budgie z Hendrixem. Bez przestojów, bez ballad, cały czas ostra jazda. Potęga! Tak hartowała się stal… W „epoce” było to prywatne tłoczenie, debiut ukazał się w powalającym nakładzie 999 sztuk. Dziś jest wart majątek. I nie ma się co dziwić, bo to naprawdę jedna z najlepszych hard-rockowych płyt w historii mocnego rocka. W USA – mieści się w pierwszej piątce, a widziałem już rankingi gdzie była numerem jeden… Polecam tą płytę wszystkim (nawet Konradowi…) kochającym brudne, chropowate dźwięki z tamtej epoki. Amatorzy neoproga powinni uciekać na sam widok okładki, bo być może to jest zaraźliwe… Oczywiście moim, jak zwykle cholernie subiektywnym zdaniem…

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version