ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Led Zeppelin
Celebration Day
(2012, DVD, Blu-ray)

01. Good Times Bad Times (3:10)
02. Ramble On (5:44)
03. Black Dog (5:53)
04. In My Time of Dying (11:08)
05. For Your Life (6:42)
06. Trampled Under Foot (6:19)
07. Nobody's Fault But Mine (6:43)
08. No Quarter (9:19)
09. Since I've Been Loving You (7:51)
10. Dazed And Confused (11:43)
11. Stairway To Heaven (8:49)
12. The Song Remains The Same (5:46)
13. Misty Mountain Hop (5:08)
14. Kashmir (9:06)
15. Whole Lotta Love (7:26)
16. Rock And Roll (4:33)

Czas całkowity: 1:55:20

- Robert Plant (vocals, harmonica (7)
- Jimmy Page (guitars)
- John Paul Jones (bass, keyboards)
- Jason Bonham (drums, backing vocals (1,13)

 

Wyświetlony 2957 razy
Inne albumy wykonawcy: « Celebration Day

1 komentarz

  • Link do komentarza Konrad Niemiec wtorek, 29 styczeń 2013 22:08 napisane przez Konrad Niemiec

    Dlaczego?? Tylko to słowo w różnych konfiguracjach ciśnie mi się na usta po oglądnięciu ostatniego „dzieła” Led Zeppelin.
    Ale od początku.
    Zacznę od tego, że jestem wielkim fanem tego zespołu, oczywiście mam wszystkie płyty, kilkaset bootlegów, kilkadziesiąt płyt DVD z różnymi koncertami i zapisami wideo… więc mógłbym śmiało powiedzieć, że słyszałem już wszystko.
    Do wydawnictwa Celebration Day od razu podchodziłem jak do jeża. Bałem się tego co tam będzie i moje obawy w całości się sprawdziły.
    Garść historii.
    Decyzja o zagraniu tego jedynego koncertu będącego hołdem dla Ahmeta Erteguna, założyciela wytwórni Atlantic Records zapadła na początku 2007 roku, a od połowy roku trwały próby. Zespół który sprzedał 300 milionów płyt próbuje pół roku?? Dlaczego – to pierwsze dlaczego, ale nie ostatnie.
    20 milionów ludzi chciało kupić bilety, a dostało się tylko 18 tysięcy. Dlaczego zagrali tylko jeden koncert, gdy przy tym popycie mogliby grać codziennie przez 120 dni, aby zadowolić wszystkich którzy bilety kupić chcieli?
    Po półrocznych próbach i szlifach brzmienia w Shepperton, dnia 10 grudnia 2007 roku zespół dał jeden jedyny i jak myślę ostatni koncert w swojej karierze.
    Jak pisałem jestem wielkim fanem zespołu i wiem, że nie powinienem się czepiać bo to już starzy goście, którzy chyba w ten sposób chcieli zamknąć księgę pod nazwą Led Zeppelin, ale Na Boga – Dlaczego w tak marny sposób??
    Będę narzekał, bo muszę. Zresztą już pożarłem się o to z liderem Hipgnosis, który podobnie jak ja jest maniakiem zeppelinowym i dla którego ten koncert to świętość. Dla mnie nie.
    A dlaczego NIE???
    Może dlatego, że już kilkanaście dni po tym wydarzeniu ściągnąłem z netu znakomicie zrealizowaną na 4 kamery wersję tego koncertu z bardzo dobrym dźwiękiem. To co zobaczyłem i usłyszałem obnażyło wszystko. Głównym winowajcą w tym przypadku był Page, któremu rzadko się zdarzało nie fałszować na koncertach, ale w tym przypadku te fałsze raziły bardzo. Na wersji oficjalnej już tego nie znajdziecie. Dlaczego? Bo wszędzie gdzie Page się gubił lub walił lewe dźwięki gitara się rozmywa, robi się hałas i pogłos, który skutecznie gubi niedociągnięcia. W tym szaleństwie jest metoda. Tak sterylnego koncertu Zeppów nigdy nie słyszałem.
    O sile koncertowej Zeppelinów stanowiło dwóch frontmanów Page i Plant. Grudzień 2007 pokazał, że już ich nie ma. Jakby przygaszeni, bez energii, staruszkowie rock’n’rolla nie skupiali już na sobie uwagi. Page nie wywijał niestworzonych pasaży. Nie brylował na gitarze i nawet już nie przewodził. Plant, któremu już wyraźnie brakuje rejestrów tez nie silił się na ekwilibrystykę, ale przez to zespół stracił. Legenda niewytrzymała w konfrontacji z rzeczywistością. Ostatnia znakomita wspólna trasa Pagea i Plant to były lata 1998/1999 – czyli druga trasa duetu. Tam Page znów był w swoim żywiole. Grał znakomite solówki, przyciągał uwagę, elektryzował. A tutaj – bateryjki się wyczerpały i energia poszła w kąt. Ale wreszcie na pierwszy plan wysunął się ten, który zawsze był w cieniu. Jonsey pokazał, że ząb czasu obszedł się z nim najłagodniej, a i muzykiem w dalszym ciągu jest wspaniałym. Wyeksponowanie basu zmieniło ciężar ich muzyki w stronę pulsu, a nie w stronę melodyki, której zawsze hołdował Page. Zresztą sekcja była naprawdę rewelacyjna i to oni stanowili w tym kwartecie dwójkę frontmenów, choć schowanych z tyłu. Młody Bonham radził sobie fenomenalnie.
    Dlaczego zagrali tylko jeden koncert? Czy byli już tak zmęczeni?? Pół roku przygotowań dla 120 minut LIVE??
    John Paul Jones powiedział, że kiedy zaczynali poczuł się jak na pierwszym koncercie kolejnego tournee!!! Ale to czuć, że to pierwszy koncert. Może gdyby w tej hali zagrali ich kilka i następnie podobnie jak w przypadku The Song Remains The Same złożyli z tych występów jeden film, to może wtedy to tak bardzo by nie raziło. Bo tu słychać, że dopiero sie rozkręcali. Dlaczego zaczęło „żreć” dopiero w Kashmir??? Dlaczego dopiero po 90 minutach grania zaczęli się znowu rozumieć??? Przecież mieli na to pół roku.
    Myślę, że pomimo tego, że są tak wielkimi wyjadaczami zżarła ich trema. Wiedzieli, że to jedyny i ostatni koncert. Chcieli aby wypadł świetnie. Nie udało się. I dlatego przez 5 lat Page wahał się czy to wydać. Namówili go spece od marketingu, został szefem od „Soundu”, więc działamy. I faktem jest, że marketing w przypadku tego wydawnictwa zadziałał najsprawniej. Jako jedyny chyba na świecie koncert został wydany w tak wielu wersjach: 2CD, 2CD+DVD, 2CD+BR, DVD, BR, BR-AUDIO, 2CD+BR+DVD…, pokazy przedpremierowe w kinach dla dziennikarzy, pokazy premierowe w kinach dla zwykłych zjadaczy chleba i wreszcie godzinne wersje dla TV.
    Czas na ostanie „DLACZEGO”.
    Dlaczego nie zagrali tak w Shepperton Studios??? Tam 4 dni przed występem ćwiczyli na wielkiej scenie brzmienie i tam zagrali cały koncert. Nuta w nutę bez fałszów. Fakt, że Plant śpiewał tam bez energii, bez krzyku, na „pół gardła”, ale była to próba na miarę wielkiego zespołu. I ten koncert znajdziemy na dodatkowym DVD w zestawie 2CD+BR+DVD. On rekompensuje wszystko, bo pokazuje, że umieli, że byli przygotowani, tylko dlaczego nie wyszło???
    Dla mnie to nie był Celebration Day lecz niestety Disaster Day.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version