ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Blank Faces
A Course Of Infinite Escape
(2013, EP)

01.Adrift - 1:14
02.Exit: Me - 8:01
03.Degradation - 5:56
04.The Cleansing Tide - 7:25
05.Where To? - 3:24

Czas całkowity - 26:00


- M. Blaine - gitara
- W. Maslet - gitara
- K. Qbz - elektronika, wokal
- M. Koala - gitara basowa
- P. Docent - perkusja

Wyświetlony 2133 razy
Inne albumy wykonawcy: « Freefall

1 komentarz

  • Link do komentarza Gabriel Koleński piątek, 07 marzec 2014 13:23 napisane przez Gabriel Koleński

    Blank Faces. Puste twarze. Szary tłum, morze ludzi, hałas, zgiełk. I puste twarze. "Adrift" to tylko krótki wstęp. Pojedyncze dźwięki pianina na tle syku, może skwierczenia. Może to ludzkość dogasa. "Exit: Me". Nie wiem czy ja jestem wyjściem, czy każdy z nas jest wyjściem dla samego siebie. Z odrętwienia wyrywa mnie motyw gitarowy, transowe dźwięki na podkładzie monotonnej perkusji. Mam szybkie skojarzenie z God is an astronaut. W końcu uderza mocny riff, coś się zaczyna dziać. Wreszcie głos wokalisty. Od razu pomyślałem o Davidzie Gahanie z Depeche Mode. Znowu wraca trans, ale zaklęty w innej partii, choć znów gitarowej, tym razem brzmi bardziej...nierealnie? Żeby nie powiedzieć psychodelicznie. I oczywiście powraca szybka hipnotyzująca partia gitarowa (tym razem słyszę Tides From Nebula). I ponownie wokal. Cały utwór naszpikowany jest różnymi ciekawymi motywami, nie ma dłużyzn. "Degradation" zaczyna mocno przesterowany wokal, szybko wchodzi połamany rytm i kolejne faktury gitar. Mocno nacechowane emocjonalnie, narastające, budują klimat aż do ekspresywnego finału. Generalnie wszystkie utwory na "A course of infinite escape" są bardzo inteligentnie skomponowane, aranżacje są bogate i przemyślane. Mam też wrażenie że muzycy nie chcą się powtarzać. Udowadniają to partie wokalne. Raz czyste, raz przesterowane. W "The cleansing tide" mamy z kolei do czynienia z szeptem. Znajdzie się tu również kolejna szybka partia wysokich dźwięków gitar (czyli jednak coś się czasem powtórzy) i świetne numetalowe riffy, które doskonale tu pasują brzmieniowo. Utwór ma dość posępny, mroczny klimat, ale niewymuszony, nic na siłę. Pod koniec "The cleansing tide" słychać jeszcze coś na kształt chóru (choć obstawiam, że wygenerowano go z klawiszy) i bardzo dobrą, intensywną solówkę gitarową. "Where to?" to zakończenie całego materiału, w dodatku klamrowe - powracają delikatne dźwięki pianina i trzeszczenie, jak dogasający ogień albo stara płyta winylowa. I spokojny śpiew wokalisty powtarzającego jedno kluczowe zdanie ("I set out on an infinite course of escape"). To bardzo krótki materiał, mini album, ale bardzo przyjemnie się go słucha (mam nadzieję że tak trywialne określenie nie jest obraźliwe dla zespołu). Muzyka jest intensywna, nie ma miejsca na przestoje, cały czas coś się dzieje. Nie ma efektu przytłoczenia, bo
    motywy często się zmieniają, są różnorodne. Choć twórczość Blank Faces jest głównie instrumentalna, wokal pojawia się właściwie w każdym utworze, na krótko, by rzucić kilka zdań i znowu zniknąć (teksty są całkiem interesujące, wszystkie po angielsku). Do tego wszystkiego trzeba dodać bardzo fachowe brzmienie i intrygującą okładkę pozwalającą na własną interpretację (świetny pomysł i rysunek!) i otrzymujemy krótką acz treściwą pozycję, budzącą apetyt na więcej.

    Gabriel "Gonzo" Koleński

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version