ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Black Sabbath
Live… Gathered in Their Masses
(2013, album koncertowy DVD/Blu-Ray)

Live… Gathered in Their Masses
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

01. War Pigs
02. Into The Void
03. Loner
04. Snowblind
05. Black Sabbath
06. Behind The Wall Of Sleep
07. N.I.B.
08. Methademic
09. Fairies Wear Boots
10. Symptom Of The Universe
11. Iron Man
12. End Of The Beginning
13. Children Of The Grave
14. God Is Dead?
15. Sabbath Bloody Sabbath (Intro) / Paranoid


- Ozzy Osbourne - wokal
- Tony Iommi - gitara
- Geezer Butler - gitara basowa
oraz:
- Adam Wakeman - instrumenty klawiszowe
- Tommy Clufetos - perkusja

 

Wyświetlony 2852 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « 13

1 komentarz

  • Link do komentarza Konrad Niemiec czwartek, 23 styczeń 2014 22:03 napisane przez Konrad Niemiec

    Pierwszy od długiego czasu (a właściwie od 1978 roku) oficjalny zapis koncertu Black Sabbath. I jak tak dalej pójdzie to może ostatni...Ale może Iommi wygra walkę którą już tylu (m.in Zappa, Dio) przegrało. Rak to cholerstwo jakich mało i w epoce lotów kosmicznych i najlepszych broni masowego rażenia jeszcze nie do okiełznania.
    Ale wróćmy do płyty.
    Nabyłem specjalne wydanie dwupłytowe (spece od marketingu wiedzą, że jest na świecie grupka szaleńców, którzy dadzą nie wiadomo jakie pieniądze za wersję BR+CD jako LIMITED EDITION). Wersja mieści się w zwykłym pudełku BR, więc szału nie ma - nie ma digipacka, plakatu czy innych szaleństw. Ot po prostu dwupłytowe pudełko BR plus marnawa książeczka.
    Koniec utyskiwań - wszak wielu ludzi czekało na tą płytę ponad 25 lat.
    Przeglądnąłem tą płytę kilkanaście razy i może dobrze się stało, że poczekałem z recenzją. Potrzebowałem kilkunastu przesłuchań i przeoglądań, żeby się do niej przekonać. Dlaczego?
    Bo wszystkie pierwsze odczucia były neutralne wpadające nawet w negatywne. Ot kolejna płyta starego zespołu który ogrywa swoje covery, a nie daje nic od siebie. Nawet tak to streściłem mojemu wielkiemu przyjacielowi, który na stałe siedzi za naszą zachodnią granicą. Więc może i spaprałem mu potencjalny odbiór???
    Doceniłem ta płytę kiedy zacząłem zauważać smaczki - to jedna z niewielu (jeśli nie jedyna w świecie) płyta BR z koncertu gdzie słyszymy fałsze i niedociągnięcia!! Bez czyszczenia i poprawek - ot walnął się i tak zostało... Walnął się Ozzy wchodząc tak nierówno w End Of The Beginning, że aż zęby bolą. Walnął się kilka razy Iommi....A ponieważ całą muzykę robi tu Iommi, więc on zbiera te cięgi. Wszelkie jego potknięcia są jak na widelcu, ale może dzięki temu nie jest to tak sterylne jak koncert LZ z 2007 roku, tylko czyste rockowe łomotanie.
    Z kawałka na kawałek mamy coraz bardziej uśmiechniętą gębę, bo wszystko znamy. I nawet nowe kawałki z płyty "13" brzmią jakby były nagrane w latach '70. Czysta symbioza.
    A do czego się pierwotnie tak czepiałem??
    - Do tego, że większość starych kawałków jest grana wolniej i bez znanej mi energii (mówię np. o wykonaniach z koncertów Ozziego, gdzie te utwory miały kompletnie inny pałer).
    - Do tego, że koncert jest bez dramaturgii.
    - Do tego, że Ozzy jest taki sam od 30 lat - nie widzi, drepcze po scenie i znów wylewa wiadra wody na pierwsze rzędy.
    - Do tego, że młody pałker gra oszczędnie, choć umie więcej - vide - jego solo.
    - Do tego, że bass grając oszczędnie czyli nie gęsto nie jest przestrojony o kilka oktaw w dół i nie robi mięcha jak bassmen Ozziego w Budokan.
    - Do tego, że jedyne znane słowa Ozziego to "I can't fucking hear you"....

    Ale to wszystko przestało być ważne gdy pewnego wieczora po prostu usiadłem, oglądnąłem i zrozumiałem. TAK MIAŁO BYĆ. Inaczej nie będzie. Ściągnąłem kolejne video z publiki z tej trasy, gdzie wszystko było podobne. Koncert bliźniaczy, nawet solo na garach...
    Nagle stare utwory zaczęły grać jakby żywiej, Iommi zyskał w moich oczach, bo nie można krytykować takiego artysty, który w tej chwili gra na krawędzi życia najlepiej jak potrafi.
    I tak w sumie z malkontenta przemieniłem się w pochlebcę...
    Ale Wy musicie tą opinie wyrobić sobie sami. Ja się na Sabbatah wychowałem więc każda moja ocena będzie skażona brakiem obiektywizmu..
    Pewnie modzi odbiorą ten koncert inaczej, starsi jeszcze inaczej, a Ci którzy będą na koncercie Sabbathów w Polsce jeszcze inaczej. I chwała im za to.
    Po prostu kupcie płytę, odlećcie i doceńcie, że goście 43 lata po swoim debiucie zrobili taką rzecz...

    A gdyby ktoś chciał ponarzekać jak ja, to polecam poszukać w necie koncertu Heaven And Hell z Dio z Rockpalast, gdzie w utworze H&H Iommi wywala taką solówkę, że jeszcze do dzisiaj szukam butów kiedy mi spadły. Były takie czasy...

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version