ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Love De Vice
Dreamland
(2009, album studyjny)

Dreamland
Oceń ten artykuł
(42 głosów)

01. Intro (1:06)
02. Once You Were (a Giant) (5:53)
03. Foggy Future (4:49)
04. Kiss Goodbye (7:50)
05. One More Chance (4:26)
06. Sleepless Nights (7:06)
07. Mission (4:43)
08. Dreamland (5:51)

Czas całkowity: 41:35

- Andrzej 'Messi' Archanowicz (gitary)
- Robert 'Robur' Wieczorek (gitary)
- Paweł 'Ozzie' Granecki (śpiew)
- Robert 'RiP' Pełka (bas)
- Krzysztof 'Krzychu' Słaby (instrumenty klawiszowe)
- Tomasz 'Kudel' Kudelski (perkusja)

Wyświetlony 7291 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: Numaterial »

1 komentarz

  • Link do komentarza Krzysztof Michalczewski niedziela, 21 czerwiec 2009 01:31 napisane przez Krzysztof Michalczewski

    Istnieją na tym świecie zjawiska, procesy, rzeczy i pojęcia, które łatwiej opisać przez to czym one nie są, niż tym czym one są. Podobnie jest z muzyką Love De Vice - prościej jest powiedzieć o niej jaką ona nie jest, niż jaką ona jest. Nie jest ona rockiem progresywnym.
    Kompozycje z tej płyty są dość proste, trwają one stosunkowo krótko ( wyjątkiem są dwie nieco dłuższe ballady, co jednak jest typowe dla rocka jako takiego ), brakuje w nich tak charakterystycznych dla progresu zmian rytmu i tempa, napisano je według schematu zwrotka, refren, a czas trwania partii instrumentalnych, zwłaszcza klawiszowych, nie odbiega od przeciętnego dla rocka. Najchętniej muzykę zespołu określiłbym terminem hard rock - dzisiaj rzadko używanym, a jeśli, to w odniesieniu do wykonawców z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Zgodzę się jednak na określenie jej inną nazwą, a mianowicie prog related. To, że tak trudno jest zaklasyfikować muzykę z omawianej płyty, nie jest zarzutem pod adresem jej autorów, a zarazem wykonawców.
    Na oficjalnej stronie zespołu można przeczytać o muzycznych inspiracjach jego członków i są to: Deep Purple, Metallica, Black Sabbath, Pearl Jam, The Cure, Guns & Roses, Pink Floyd, King Crimson, Jethro Tull, Queen. Na szczęście, większości tych wpływów zupełnie nie słychać w muzyce Love De Vice, wydaje się być ona wystarczająco oryginalną. Słyszę w niej jedynie subtelne odniesienia do muzyki Deep Purple i Metalliki.

    Po rozłożeniu okładki albumu ( digipack ) ukazują się fragmenty obrazu ' Bitwa Aleksandra Wielkiego z Dariuszem III pod Issos ' Albrechta Altdorfera, niemieckiego malarza batalisty, żyjącego na przełomie XV i XVI stulecia. Ten obraz w całej krasie można obejrzeć w Starej Pinakotece w Monachium. Tak jak obrazy mistrza Altdorfera, tak i okładka debiutanckiej płyty Love De Vice ma nieco baśniowy, poetycki i romantyczny charakter. Jak pamiętamy z lekcji historii, zwycięstwo pod Issos ( starożytne miasto nad zatoką Iskenderum w Syrii, na pograniczu z Cylicją ) w 333 p.n.e otworzyło Aleksandrowi Macedońskiemu drogę do Azji i jej bogactw ( Dreamland ).
    ' Dreamland ' to krótka płyta, trwa ona 41 minut z okładem. Złożyło się na nią siedem piosenek i jeden utwór instrumentalny. Czas trwania piosenek waha się od czterech do siedmiu minut z sekundami. Pięć z nich utrzymanych jest w wolnym tempie, a dwie w średnioszybkim. Praca nad tym krążkiem trwała ponad rok. Po zarejestrowaniu wersji instrumentalnych utworów zaproszono Pawła Graneckiego do napisania tekstów i nagrania partii wokalnych. Wymieniony spisał się tak dobrze, że w konsekwencji został pełnoprawnym członkiem grupy ( informacja z oficjalnej strony LDV ). Ten wybór wokalisty okazał się być znakomitym pomysłem, ale o tym później.
    Płytę otwiera krótki, bo trwający około jedną minutę, przeciętny i niczym nie wyróżniający się instrumentalny ' Return To Issos ' - na okładce jest on opisany jako ' Intro '. Zwyciężając pod Issos Aleksander Wielki otworzył sobie bramy do Azji i jej skarbów. Zapewne ten instrumentalny wstęp odwołuje się do tego wydarzenia sprzed wieków i podobnie jak wspomniana wyżej wiktoria, otwiera on drogę do klejnotów zgromadzonych na ' Dreamland ', a jest ich tu bez liku. Mienią się one oraz lśnią, jak te, które ujrzał Aleksander w pałacu Dariusza III.

    Pierwszy z nich to ' Once You Were( A Giant )' - utrzymany w średnim tempie, z prawdziwie hardrockowymi riffami, śpiew Pawła Graneckiego przypomina sposób, w jaki muezini nawołują wiernych do modlitwy.

    ' Foggy Future ' to wolniejszy od porzedniego, z efektownie brzmiącymi instrumentami klawiszowymi, eleganckimi partiami gitar i fajnymi głosowymi nakładkami.

    Kolejny to ' Kiss Goodbye ' - prawdziwa perełka, najdłuższy utwór na płycie, niezwykle melodyjna i klasyczna rockowa ballada, z akustycznym wstępem, dźwiękami przypominającymi brzmienie fortepianu elektrycznego Fendera, przejmującym i chwytającym za serce śpiewem oraz biciem żałobnego dzwonu na zakończenie, to piosenka poświęcona pani Agacie Mróz.

    Następny z nich to ' One More Chance ' - rozpoczyna sie od odgłosów, jakie powstają przy poszukiwaniu stacji radiowej, dość szybki, mocny, rockowy utwór, z jazgoczącymi gitarami i wyraźnie słyszalnym basem, ostrym solem gitarowymi, jakimiś rozmowami w tle.

    Kolejny klejnot to ' Sleepless Nights ' - cudowna ballada, bardzo klasyczna, akustyczny wstęp, melodia chwilami przypominająca tę znaną z ' Nothing Else Matters ' Metalliki, przepiękne solo gitarowe, z początku wolne, a następnie szybkie, a wszystko to zagrane w taki sposób, w jaki robił to Ritchie Blackmore w swoich najlepszych czasach w Deep Purple, moja ulubiona piosenka z tego krążka.

    Następny to ' Mission' - szybki i drapieżny hardrockowy klasyk, wypełnionymi ostrymi riffami, takim też solem gitarowym, z twardo i gęsto grającą sekcją rytmiczną, świetny do grania na żywo.

    Ostatnim klejnotem w tej kolekcji jest ' Dreamland ' - kolejna ballada, ta w odróżnieniu od poprzednich jest bardziej eklektyczna, fortepianowy wstęp, po nim melodyjne partie gitary, wreszcie słyszalne brzmienie przypominające organy Hammonda ( szkoda, że tak ich mało na tym krążku ), wokalista w pełni pokazuje swoje wielkie możliwośći i umiejętności, na koniec dżwięki imitujące bicie serca.

    To bardzo skrótowy opis utworów jakie złożyły się na ' Dreamland ' - wymieniłem tylko ich najbardziej charakterystyczne cechy. Wszystkie piosenki z tej płyty są bardzo melodyjne, łatwo wpadają w ucho i na długo zapadają w pamięć.

    Wydaje się, że najmocniejszą stroną zespołu jest jego wokalista. Paweł Granecki, bo o niego tu chodzi, ma szczęście - natura obdarzyła go mocnym i melodyjnym głosem. ' Ozzie ' śpiewa lekko i bez wysiłku, świetnie interpretuje teksty; wydaje się, że może on zaśpiewać wszystko co w rocku wymyślono.
    Dobrze wypadają również obaj gitarzyści. Robert Wieczorek i Andrzej Archanowicz znakomicie się uzupełniają, ich riffy oraz solówki są melodyjne, lekkie, swobodne, niewymuszone, grane z polotem i dużą wyobraźnią muzyczną.
    Słuchając płyt, dyskutując o nich i recenzując je, często zapominany o sekcji rytmicznej. A przecież wiadomo powszechnie, że jest ona motorem napędzającym rockową maszynerię i bez dobrego basisty oraz perkusisty nie ma dobrego zespołu rockowego. Obaj panowie tworzący sekcję rytmiczną w Love De Vice ze swoich zadań wywiązali się bardzo dobrze. Bas Roberta Pełki brzmi sucho i twardo - tak jak lubię. Od czasu do czasu ' R.i P.' gra na nim z taką fantazją i swadą, że można odnieść wrażenie, iż jest to czwarty, obok obu gitar i klawiszy, instrument solowy. Sądząc po zdjęciach zamieszczonych na stronie zespołu i na okładce płyty, Tomasz Kudelski gra na dość skoromnym zestawie perkusyjnym. Zupełnie mu to jednak nie przeszkadza i dobrze wie jak go używać - kiedy jest to potrzebne gra twardo i gęsto, innym znów razem lekko i delikatnie. Szkoda tylko, że sekcja rytmiczna jest tak głęboko schowana i tak słabo ją słychać. Co do instrumentów klawiszowych obsługiwanych przez Krzysztofa Słabego, to nie zawsze odpowiada mi ich brzmienie. Zdarza się, że brzmią one zbyt metalicznie ( ' Intro ' i ' Once You Were ' ), ale może to być zabieg świadomy. Za to bardzo podobają mi się fortepianowe pasaże.

    Od czterech dni słucham tej płyty bardzo często i nadal odczuwam niedosyt słuchania. Namawiam Was gorąco - posłuchajcie tej płyty, choć jeden raz, bo naprawdę warto. Moim zdaniem, ' Dreamland' Love De Vice jest jedną z najlepszych polskich płyt spośród tych, które miałem przyjemność słuchać w ostatnich latach.
    Przyszedł czas na ocenę końcową - jej wartość obniża przeciętne i zbyt krótkie wprowadzenie, tj. ' Return To Issos '. Mogłoby być ono dłuższe, bardziej melodyjne i bardziej wyraziste. Ocena - 4,5/5.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version