ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Iron Maiden
Flight 666
(2008, album koncertowy)

Disc 1 -

1. Churchill's Speech (Live In Mumbai 1/2/08)
2. Aces High (Live In Mumbai 1/2/08)
3. Minutes To Midnight (Live In Melbourne 7/2/08)
4. Revelations (Live In Sydney 9/2/08)
5. The Trooper (Live In Tokyo 16/2/08)
6. Wasted Years (Live In Monterrey 22/2/08)
7. The Number Of The Beast (Live In Los Angeles 19/2/08)
8. Can I Play With Madness (Live In Mexico City 24/2/08)
9. Rime Of The Ancient Mariner (Live In New Jersey 14/3/08)

Disc 2 -

1. Powerslave (Live In San Jose 26/2/08)
2. Heaven Can Wait (Live In Sao Paulo 2/3/08)
3. Run To The Hills (Live In Bogota 28/2/08)
4. Fear Of The Dark (Live In Buenos Aires 7/3/08)
5. Iron Maiden (Live In Santiago 9/3/08)
6. Moonchild (Live In San Juan 12/3/08)
7. The Clairvoyant (Live In Curitiba 4/3/08)
8. Hallowed Be Thy Name (Live In Toronto 16/3/08)
- Bruce Dickinson  ( vocals )
- Dave Murray  ( guitar )
- Janick Gers  ( guitar )
- Adrian Smith  ( guitar )
- Steve Harris  ( bass and keyboards )
- Nicko McBrain  ( drums )
Wyświetlony 3703 razy
Inne albumy wykonawcy: « Iron Maiden

1 komentarz

  • Link do komentarza Rafał Ziemba czwartek, 16 grudzień 2010 18:47 napisane przez Rafał Ziemba

    W dyskografii Iron Maiden płyt koncertowych jest bez liku. Od pewnego czasu wydawane są one co dwie, trzy trasy, czyli często, biorąc pod uwagę liczbę koncertów jakie Brytyjczycy grają co roku.

    Ostatnią koncertówką Maidenów, jest Flight 666, upamiętniający pierwszą część trasy Somewhere Back In Time Tour, i będący zarazem soundtrackiem z filmu dokumentalnego o tym samym tytule.

    Jako, że uczestniczyłem w 2008 roku w warszawskim koncercie Iron Maiden, a bootleg z niego jest bardzo słabej jakości, Flight 666 to płyta bardzo dla mnie ważna. Postaram się jednak od tego zdystansować i spróbuje ją ocenić tak obiektywnie jak tylko potrafię.


    Przede wszystkim słyszymy tu zespół w bardzo ciekawym repertuarze. Zero nowych numerów - same klasyki z pierwszych albumów. Niby wszystko ok, ale jest jeden zgrzyt. Maideni nie zagrali ani jednego utworu z Killers i No Prayer For The Dying, tylko jeden z debiutu i jedynie tytułowy utwór z wydanej w 1992 roku Fear Of The Dark. Choć z założenia ta trasa miała się koncentrować na płytach Powerslave, Somwhere In Time oraz Seventh Son Of A Seventh Son, to nic by się chyba złego nie stało, gdyby Killers otrzymała chociaż jednego reprezentanta (bo rozumiem, że trasa miała nie obejmować utworów z No Prayer For The Dying a Fear Of The Dark został dołączony w formie bonusu)
    Ale z drugiej strony, starając się patrzeć obiektywnie - mamy tu i tak same świetne numery, których od lat nie można było na koncercie Maiden usłyszeć, a wśród nich perełki takie jak Moonchild, The Clairvoyant Powerslave czy może przede wszystkim Rime Of The Ancient Mariner.
    Jak to w przypadku Iron Maiden - wykonanie stoi na najwyższym poziomie, choć po wokalu Bruce'a momentami słychać już, że to już 2008 a nie 1985 rok. Czasami niedociąga w Aces High a innym razem zrzuca część ciężaru na barki Adriana, który pomaga mu w refrenie Wasted Years. Choć to w zasadzie drobnostki, bo to co wyczynia w canto Run To The Hills to dalej mistrzostwo świata.

    Zdecydowanym plusem Flight 666 jest jego naturalność - może nie poraża brzmieniem tak jak Rock In Rio, ale z drugiej strony mam niemal pewność, że tym razem obyło się bez nakładek w studio.
    Kolejny punkt za chyba najlepsze wykonanie Fear Of The Dark jakie miało okazję się znaleźć na koncertówce Maiden. Wszyscy wiemy co podczas tego numeru wyczynia publika, a na tym nagraniu argentyńscy fani są tak głośni, że aż ciarki przechodzą po plecach.

    Z minusików wspomniałem już o małej luce w repertuarze, a teraz będzie o dziurze w nagraniach. Nie jest to nic strasznego, ale trochę drażni, że utwory nie są ze sobą połączone, i nie przechodzą płynnie jeden w drugi. Pomimo, że pochodzą one z różnych miejsc, to można przecież było z tego skleić jeden koncert - dzięki takiemu zabiegowi słuchałoby się go z dużo większą frajdą. Przy okazji tych cięć wykasowano większość gadek Dickinsona. Wielka szkoda, bo Bruce jest świetnym frontmanem i swoimi zapowiedziami również buduje rewelacyjną atmosferę na koncertach.

    I w zasadzie... co tu można napisać więcej? Jest to kolejna płyta koncertowa Iron Maiden, ale przecież to IRON MAIDEN, więc nie można tego nie mieć, nie można tego nie lubić i nie można tego nie słuchać.

    Gdybym miał to porównywać z innymi tego typu wydawnictwami Maidenów - Live Afetr Death czy Live At Donnington pozostają dalej poza zasięgiem, ale Flight 666 bije za to na głowę A Real Live One i A Real Dead One.

    Czy coś jeszcze trzeba dodawać?


    UP THE IRONS!!

    4/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version