ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Black Sabbath
Volume Four
(1972, album studyjny)

1. Wheels of Confusion / The Straightener 08:14
2. Tomorrow's Dream 03:12
3. Changes 04:46
4. FX 1:43
5. Supernaut 04:45
6. Snowblind 05:31
7. Cornucopia 03:54
8. Laguna Sunrise 02:53
9. St. Vitus Dance 02:29
10. Under the Sun / Every Day Comes and Goes 05:50

Czas całkowity: 43:17
- Ozzy Osbourne ( vocals )
- Tony Iommi ( guitar, keyboards )
- Geezer Butler ( bass )
- Bill Ward ( drums )
Wyświetlony 7301 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Rafał Ziemba wtorek, 27 listopad 2007 18:34 napisane przez Rafał Ziemba

    Już 4 płyta, a Sabbs dalej w formie. Nie często zdarza się, żeby kapela tak długo utrzymywała wysoki poziom. I dodajmy, nie zmieniając jakoś radykalnie swojej muzyki. Bo zmiany są tu tylko kosmetyczne, ewentualnie zespół uwypukla pewne elementy, które już stosował wcześniej. Wiadomo, że jakieś odświeżenie formy powinno od czasu do czasu nastąpić. I tak rozpoczynam całość utworem Wheels Of Confusion. To jest taka Sabbathowa jazda jaką lubię najbardziej. Ładny wstęp, potem ciężkie wolne grani, przyspieszenie, zamotanie trochę w aranżacji i solo na koniec. Niby 8 minut a wydaje się jakby 4 co najwyżej. Tomorrows Dream to z kolei krótki rockowy utwór. Ot, typowy BS. Kawałek bez rewelacji, ale i tu pojawia się już w połowie utworu nietypowa jak na Sabbath aranżacja. Powoli zaczyna być słychać, że chłopaki uczą się komponować coraz lepiej, a w każdym razie coraz sprawniej i nie boją się eksperymentów. Takim na pewno jet Changes. Bardzo ładna balladka w której główną rolę odgrywa fortepian, bas i wokal Ozzyego. Aż przykro myśleć że za jakieś 30 lat Ozzy nagra go ze swoją nieutalentowaną córeczką. No, ale nie od dziś wiadomo, że show biznes rządzi się swoimi prawami, których tym bardziej trzeba przestrzegać, jeśli się w niego tak głęboko wsiąknie jak Ozzy. Po Changes rozbrzmiewa nam w głośnikach FX. Taki eksperyment. Podobno powstał w ten sposób że naćpany Iommi ganiał po studiu z gitarą o którą się obijał metalowy krzyż. Można traktować chyba w kategorii żartu. Potem mamy Supernaut. Choć wita nas bardziej skomplikowany riff, i ciekawy dialog basowo gitarowy w zwrotce i nawet pomimo długiego przejścia perkusyjnego z towarzyszeniem gitary, cały czas nie możemy wątpić w to, że słuchamy Black Sabbath. Przewracamy płytę na drugą stronę (no, chyba że się ma cd:D)i wita nas Snowblind. Bardzo ciężki, mięsisty utwór. Iommi gra trochę nietypwo ja na siebie na gitarze. Tym razem chłopaki namieszali trochę w końcówce utworu. Ale to chyba tylko po to żeby nas zaskoczyć jeszcze cięższym riffem w następnym utworze. Cornucopia jest wyznacznikiem stylu który obecnie nazywamy stoner rock. Wystarczy posłuchać kapel takich jak Orange Goblin. Momentami ten kawałek zbliża się do Led Zeppelin, ale biorąc pod uwagę, ze oba zespoły pretendują do miana 'pierwszej heavy metalowej kapeli na świecie' to chyba nie dziwne. Natomiast Laguna Sunrise to już całkiem inna para kaloszy. Lekki, zwiewny i w ogóle nie pasujący do płyty instrumentalny kawałek. Najwyraźniej chłopakom zabrakło trochę materiału, albo Iommi się postawił i powiedział, że musi to nagrać. Nie wierzę, że którykolwiek z reszty muzyków dołożył tu coś od siebie, ale skoro na okładce jak byk stoi napisane: 'All tracks composed by Iommi, Ward, Butler and Osbourne'... Kto wie. Po te niespodziance mamy kolejną... niespodziankę. Bo St.Vitus Dance tylko w połowie jest Sabbathowy. Bo w zwrotkach mamy ciężkie rytmy, ale tak poza tym to ten główny riff, i cała reszta... Wszystko jest jakieś takie wesołe w tym kawałku. Na szczęście trwa to krótko i już możemy na koniec się rozkoszować Under The Sun. W którym słońca wcale nie widać, widać za to ciemność (jak w Seksmisji:D). Prawie 6 minut typowego Black Sabbathowego młócenia. Ciekawe czy tylko mi szybszy fragment przypomina Flight Of The Rat (oczywiście autorstwa Deep Purple)? Pewnie przypadek. Mnie osobiście na łopatki kładzie końcówka tego utworu. Świetny riff i typowe Sabbathowe solo gitarowe. Poza Laguna Sunrise i St. Vitus Dance świetna płyta. Ale dam 4 anie pięć, bo jednak dwa słabe utwory i jeden eksperyment to za dużo :D

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version