ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Deep Purple
The Battle Rages On...
(1993, album studyjny)

 1. The Battle Rages On (5:48)
 2. Lick It Up (3:50)
 3. Anya (6:28)
 4. Talk About Love (4:05)
 5. Time To Kill (5:44)
 6. Ramshackle Man (5:32)
 7. A Twist In The Tale (4:12)
 8. Nasty Piece Of Work (4:34)
 9. Solitaire (4:35)
 10. One Man's Meat (4:38)
 Ritchie Blackmore - guitar
 Ian Gillan - vocals
 Roger Glover - bass guitar
 Jon Lord - organ, keyboards
 Ian Paice - drums
Wyświetlony 10823 razy
Inne albumy wykonawcy: « In Rock Purpendicular »

1 komentarz

  • Link do komentarza jacek chudzik poniedziałek, 14 styczeń 2008 22:10 napisane przez jacek chudzik

    Mocne uderzenie, utwór 'The Battle Rages On', otwiera album Deep Purple z 1993 i lepszego początku nie można sobie chyba wyobrazić. Taki początek śnił nam się po nocach, gdy czekaliśmy na ten album i gdy ocierając z czoła pot drżącą ręką naciskaliśmy przycisk 'play'. Agresywny, sprawnie zagrany utwór pozytywnie nastraja do dalszego słuchania płyty - chcemy jeszcze, chcemy więcej... a tymczasem zespół funduje nam zimny prysznic. Nasze nadzieje związane z krążkiem przygasają, ale jako oddani wielbiciele, patrzący na świat przez purpurowe okulary, nie panikujemy - nie tak łatwo przełamać nasz entuzjazm. Rozmemłane 'Lick It Up' bierzemy na przetrzymanie. To tylko niecałe cztery minuty. W sam raz by zrobić herbatkę. Z powrotem z kuchni musimy się jednak pospieszyć, bo usłyszymy intrygujące dźwięki klasycznej gitary. Zaciekawieni tym niespotykanym faktem przysuniemy fotel bliżej kolumny i opatulimy się w kocyk...i nie zauważymy nawet kiedy zaleje nas fala dźwięków tego majestatycznego utworu jakim jest 'Anya'. Tak! To się podoba się! Podoba bardzo bardzo! 'Talk About Love' przynosi kolejny udany riff, kolejną udaną mocną piosenkę. Błogość spływa na nas, czujemy ją w brzuszku, cieszą tak znajome dźwięki, tak rozpoznawalne solówki, tak dopracowane kompozycje. Czegóż chcieć więcej? Nasza euforia zostaje lekko trącona przez niestosownie lekki względem swojego tytułu 'Time To Kill', czy zbliżający się do bluesa 'Ramshackle Man', ale po chwili wszystko wraca do normy. I już nie pamiętamy zgrzytów, bo niesie nas 'A Twist in the Tale', z którego gładko przechodzimy do 'Nasty Piece Of Work'. Ten kawałek spokojnie mógłby pochodzić z 'Perfect Strangers', prawda? - pytamy sami siebie. I chociaż album kończą dziwne 'Solitaire' i bynajmniej nie genialne 'One Man's Meat', to ważne jest tak naprawdę to, że Deep Purple są znowu razem, w najsilniejszym składzie.

    '- Vincent, we happy?
    - We're happy.'

    Bitwa wciąż trwa...

    Coż...Jeśli ktoś lubi swoje muzyczne przyzwyczajenia, kosztem cenienia samej muzyki, niewątpliwie może ten album uznać nawet za całkiem udany. Znajdziemy tu ciekawe momenty, usłyszymy dobre utwory, jak 'The Battle Rages On', czy 'Anya'. Usłyszymy też świetne riffy, niestety często nie poparte idącą za nimi piosenką, jak 'Talk about love', czy będące zupełnym nieporozumieniem 'One Man's Meat'. Ale to co w tym albumie można uznać za najlepsze, może też być przekreślającą go wadą. Cieszyć bowiem może odzyskanie przez Purpli formy po najgorszym albumie w historii (choć i tak ślady 'Slaves&Masters' są tu obecne), można zachwycać się brzmieniem utworów zbliżonym do tego, które usłyszeć można było dekadę wcześniej, w chwili wielkiego reunion. Nie wątpię, iż można się zachłysnąć faktem, że klasyczny skład Deep Purple wydaje płytę, która przynosi nam tak dobrze znanego purplowskiego rocka. I w tym tkwi właśnie sęk. Jeśli Deep Purple nazwać dinozaurami rocka, to 'The Battle Rages On' jest średnio ciekawą skamienieliną.

    Niestety. To czego doświadczamy na 'The Battle Rages On' to agonia zespołu, który nie potrafi uwolnić się od duchów przeszłości i nie ma pomysłu na przyszłość. Płyta nudzi, nuży, męczy. Wszystkie te tricki znamy. Kolejny królik wyłania się z kolejnego kapelusza - riff, zwrotka, refren, solo, zwrotka, refren, solo, zwrotka, refren... Zespół chyba założył, że to, co znane i sprawdzone jest w stanie olśnić nas raz jeszcze. Tylko - do ilu razy sztuka?

    Zawsze zastanawiała mnie okładka tego albumu. Perfidna ironia losu? Czyjaś złośliwość? Smok zjadający własny ogon...

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version