ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Iron Maiden
The Number Of The Beast
(1982, album studyjny)

1. Invaders (3:25)
2. Children Of The Damned (4:35)
3. The Prisoner (6:04)
4. 22 Acacia Avenue (6:37)
5. The Number Of The Beast (4:52)
6. Run To The Hills (3:54)
7. Gangland (3:48)
8. Total Eclipse (4:26)
9. Hallowed Be Thy Name (7:14)

Czas całkowity: 43:35
- Bruce Dickinson ( vocals )
- Steve Harris ( bass )
- Dave Murray ( guitars )
- Adrian Smith ( guitars )
- Clive Burr ( drums )
Wyświetlony 4475 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Mariusz Jaszczyk czwartek, 23 luty 2012 13:07 napisane przez Mariusz Jaszczyk

    'The Number of the Beast' to trzeci studyjny album Iron Maiden, wydany dokładnie 29 marca 1982 roku. To jednocześnie pierwszy album zespołu nagrany z nowym wokalistą Brucem Dickinsonem, a zarazem ostatni, w którego tworzeniu brał udział perkusista Clive Burr. W porównaniu z dwoma poprzednimi albumami, czyli z 'Iron Maiden' i 'Killers', zmienił się styl grania Żelaznej Dziewicy. Stał się nieco mniej szalony i improwizowany, a bardziej dojrzały, mroczny i ostry. Niewątpliwie wielką zasługę w tym miała zmiana wokalisty. Jak już bowiem wspomniałem Paula Di'Anno zastąpił Bruce Dickinson, bez wątpienia lepszy wokalista i co tu dużo pisać, jeden z najlepszych heavymetalowych wokalistów na świecie. Wielka skala głosu oraz niesamowita siła w płucach, o której zresztą dobrze świadczy pseudonim 'Air Raid Siren' i oczywiście znakomite warunki do występu na żywo, czynią go jak już wspomniałem jednym z najlepszych wokalistów heavymetalowych w historii. Zanim przejdę do opisu i oceny utworów znajdujących się na płycie, jeszcze słowo o okładce albumu. Widać bowiem na niej diabła, który trzyma w dłoni sznurki, wyzwalając ruchy jakiegoś nieszczęsnego człowieka. Diabeł czuje swoją siłę i potęgę, ma szaleńczo zadowolony wyraz twarzy. Tyle, że Bestia nie zdaje sobie sprawy, że jej ruchy animuje znacznie silniejsza i o wiele groźniejsza postać. To, plus wypisany krwią tytuł 'The Number Of The Beast', wiele mówi o klimacie płyty. I dopiero teraz przyjrzymy się jej nieco uważniej.

    Otwierający płytę utwór 'Invaders' opowiada o najeździe Wikingów na Anglię. Całość rozpoczyna wyśmienity wstęp oparty na duecie basu i perkusji, po którym piosenka nabiera szaleńczego tempa; bardzo dynamiczny i szybki utwór znakomicie zaśpiewany przez Brucea Dickinsona, który od samego początku pokazuje jakie niesamowite możliwości w nim drzemią. Dalej mamy cudowny utwór 'Children Of The Damned'. W pierwszej części, rozpoczynającej się delikatną gitarą i perkusją, jest to wspaniała ballada ze świetnym tekstem z przejęciem wyśpiewana przez Brucea Dickinsona:

    On kroczy jak dziecko
    Lecz spójrz jego oczy wypalają cię
    Czarne dziury w jego złotym wzroku
    Bóg wie, że chce do domu
    Wyklęte dzieci

    On kroczy jak trup
    Gdyby był żywy to by nas zaklinał
    Teraz czyni ostatni krok
    Myśli 'zapomnienie' - to dotyczy nas wszystkich
    Wyklęte dzieci

    Teraz gdy płonie jego dłoń on zaczyna się śmiać
    Uśmiecha się jak płomień liże jego ciało
    Wykrzywiając twarz, krzycząc z bólu
    Wyłuskując skórę z jego oczu
    Patrz jak umiera zgodnie z planem
    Jest prochem na ziemi, czego się nauczyliśmy

    Jesteś wyklętym dzieckiem
    Jesteś plecami do ściany
    Zwracasz się ku światłu
    Jesteś wyklętym dzieckiem
    Jak świeczki - patrz jak umiera
    Płonąc w świetle
    Spłoniesz dzisiaj
    Jesteś wyklętym dzieckiem


    Po chwili jednak tempo rośnie, zmienia się też styl wokalu, słowa wypadają z głośników ze złością, a w tle słychać znakomite riffy gitarowe; do tego jeszcze wspaniałe solo. Całość jest wspaniałą i monumentalną kompozycją należącą do klasyków gatunku. Prawdziwe mistrzostwo.

    'The Prisoner' to kolejny utwór na płycie, nawiązujący do serialu z lat sześćdziesiątych, którego bohater zostaje uśpiony i trafia do miejsca zwanego 'The Village', w którym ludziom przyporządkowano numery, im niższy, tym wyższe miejsce w hierarchii społecznej. Rozpoczyna się on spokojnie ze świetnym riffem i basem Steve'a, po którym mamy szaleńcze tempo i wspaniały wokal Bruce'a, który ze złością wyrzuca z siebie kolejne wersy; genialny refren i powalająca na kolana część instrumentalna dopełnia obrazu tego wspaniałego utworu.

    Czwarty w kolejności utwór to '22 Acacia Avenue', klimatyczne i niesamowicie naładowane energią nagranie ze znakomita partią perkusji i wibrującym, przejmującym basem; do tego wszystkiego dochodzi po kilku minutach genialny, jątrzący riff, a w refrenie świetna perkusja; w pierwszej części solówki mamy uspokojenie, po którym znów atakuje nas wspaniały riff gitarowy, oprócz tego wszystko okraszone jest znakomitym basem Harisa. Reasumując mamy do czynienia z częstymi zmianami tempa i popisami instrumentalnymi poszczególnych muzyków, w skrócie - jest to jeden z najlepszych kawałków w historii zespołu i oczywiście muzyki heavymetalowej. W końcu doczekaliśmy się także na utwór tytułowy - 'The Number Of The Beast'. Utwór rozpoczyna się od biblijnego cytatu z Apokalipsy św. Jana, przytoczonego w prawdziwie diabelski sposób, znakomicie wprowadzający w klimat całej kompozycji:


    Biada wam na ziemi i morzu,
    Bo Diabeł wysłał gniewną bestię,
    Ponieważ on wie, że czas jest krótki...
    Bowiem kto to rozumie niech wyliczy liczbę bestii,
    Jest to ludzka liczba,
    A liczbą tą jest sześćset sześćdziesiąt sześć


    Świetne gitary na początek i coś na wzór melorecytacji Bruce'a Dickinsona, przechodzącej z czasem w przerażający krzyk, tak, że można niemal poczuć na plecach oddech sięgającego po duszę diabła; a to przecież dopiero początek znakomitego tekstu, któremu towarzyszy świetne solo gitarowe i znakomita sekcja rytmiczna. Absolutna klasyka.

    'Run To The Hills' to piosenka o starciach białych ludzi z Indianami. Pierwsza część utworu jest spojrzeniem na sytuację od strony Indian, a druga - białych; muzyka świetnie to ilustruje - w pierwszej części otrzymujemy przeciągłe, poruszające riffy gitary, a w drugiej oszałamiające tempo, opisujące galopującą kawalerię; pierwszy singiel z płyty i bez wątpienia dobra piosenka, ale na pewno nienależąca do najlepszych na płycie.

    'Gangland', kolejny utwór to świetny dialog perkusji i wokalu Bruce'a Dickinsona, do tego dołączyć trzeba także świetne solo gitarowe, schodzące na coraz to niższe dźwięki. Dobre dynamiczne nagranie, ale znów - nienajlepsze na albumie. Prawdziwą perełkę stanowi za to 'Hallowed By Thy Name'. Niesamowicie klimatyczny początek, gdy słyszymy odległe dzwony wybijające ostatnie minuty życia skazańca i jego przepełniony bólem, pogodzony z losem głos; niemal czuć jego samotność i cierpienie. Nie można nie wspomnieć o znakomitym tekście, jednocześnie przepełnionym bólem i nadzieją:


    Czekam w swej zimnej celi gdy dzwon zaczyna bić
    Rozważając swoją przeszłość i nie mając wiele czasu
    Gdyż o 5 zabiorą mnie na szubienicę
    Piaski czasu dla mnie wyczerpują się

    Kiedy ksiądz przychodzi odczytać mi ostatnie słowa
    Spoglądam przez kraty by zobaczyć ostatnie widoki
    Świata który odszedł dla mnie bardzo źle

    Czy to może być jakiś błąd
    Trudno zatrzymać przezwyciężający terror
    Czy to naprawdę koniec, nie jakiś zwariowany sen

    Niech ktoś mi proszę powie, że ja śnię
    To nie łatwe przestać krzyczeć
    Ale słowa uciekają gdy próbuję przemówić
    Łzy płyną ale dlaczego ja płaczę
    Tak naprawdę przecież nie boję się śmierci
    Czyż nie wierzę, że to nigdy nie jest koniec?

    Gdy straże wyprowadzają mnie na podwórze
    Ktoś woła z celi: Bóg z tobą
    Jeśli jest bóg to dlaczego pozwolił mi umrzeć?

    Gdy idę moje życie dryfuje przede mną,
    Mimo iż koniec jest blisko nie jest mi przykro,
    Złap mą duszę, gotowa jest odlecieć.

    Zwarz me słowa, uwierz ma dusza żyje nadal,
    Nie martw się gdy już mnie nie ma,
    Odszedłem na drugą stronę by zobaczyć prawdę.

    Gdy wiesz że twój czas właśnie dobiega końca
    Może wtedy zaczniesz rozumieć
    Życie tu na dole to tylko dziwna iluzja


    Do tego dochodzi rewelacyjna część instrumentalna, a na końcu przeszywający krzyk. Kolejny genialny utwór. Dodatkowo na reedycji płyty z 1998 roku umieszczony został utwór 'Total Eclipse'. Odbiór albumu nie uległ przez to zmianie, a sam utwór jest ciekawą kompozycją, jak zwykle w przypadku Iron Maiden dynamiczną i interesującą, z ciekawymi riffami, świetną współpracą basu i perkusji, przejmującym wokalem Dickinsona, zmianami tempa i świetną mini solówką gitarową. Po prostu bardzo dobry utwór.

    Podsumowując jest to naprawdę wielka płyta, która jest dopracowana od początku do końca, bez słabszych momentów. Dynamiką, energia bijącą z każdego nagrania, klasyka metalu, która nawet po upływie wielu lat od wydania ciągle jest świetna. Dla fanów zespołu i miłośników ciężkich dźwięków pozycja obowiązkowa, dla miłośników dobrej muzyki zresztą również.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version