A+ A A-

Sad Wings of Destiny

Oceń ten artykuł
(128 głosów)
(1976, album studyjny)

01. Prelude (2:01)   
02. Tyrant  (4:29)
03. Genocide  (5:46)
04 .Epitaph  (3:08)
05 .Island  Of Domination  (4:25)
06 .Victim Of Changes  (7:54)
07 .The Ripper  (2:51)
08 .Dreamer Deceiver  (5:54)
09 .Deceiver  (2:43)

Czas całkowity: 39:10

- Rob Halford (vocal)
- Glenn Tipton (guitar, piano, backing vocals)
- K.K. Downing (guitar)
- Ian Hill (bass)
- Alan Moore (drums)
Więcej w tej kategorii: « Rocka Rolla Sin After Sin »

1 komentarz

  • Mariusz Jaszczyk

    Wydana w 1976 roku płyta Sad Wings Of Destiny stanowi bezdyskusyjny krok do przodu w rozwoju muzycznym Judas Priest. Właściwie we wszystkim możemy się doszukać czegoś nowego. Zmieniło się zarówno brzmienie, kompozycje jak i gra muzyków. Oczywiście album ten nie odkrywała nowych horyzontów ówczesnej muzyki - nie taki był zresztą cel - lecz patrząc na całość dyskografii tego zespołu można usłyszeć innowacyjność tego materiału nawet po wielu latach.

    Kompozycje zawarte na płycie stały się bardziej rockowe i może tylko w utworze Victim Of Changes można doszukać się pewnych bluesowych naleciałości. Jednak utwór ten po części pochodzi jeszcze z początku lat 70. i jego bluesowa część stworzona została przez pierwszego wokalistę zespołu Ala Atkinsa. Pozostałe utwory zawarte na płycie to prawdziwe rockowe piosenki z pazurem. The Ripper to utwór przypominający pod pewnym względem Paranoid autorstwa Black Sabbath. To jedna z pierwszych piosenek Judas Priest, w której brzmi już metalowa nutka, taka, która zdominuje twórczość zespołu na całe lata. Świetnie wypada też reszta utworów. Ostry i duszny jest Deceiver, rockowy i przebojowy Tyrant, złowieszczy Genocide czy balladowy i nastrojowy Dreamer Deceiver. Jedynie Prelude wydaje się być męczące i bez pomysłu. Jednak utwór ten stanowił pierwotnie intro do winylowej wersji płyty.

    Niezwykle istotnym elementem albumu - kto wie czy nie najważniejszym - jest niesamowity, wręcz nieziemski głos Roba Halforda. Po raz pierwszy ukazuje on światu swoje niesamowite możliwości wokalne. Wystarczy posłuchać The Ripper, Deceiver czy wokaliz z ballady Dreamer Deceiver, aby przekonać się, że nie jest to zwykły rockowy wokalista. Potrafi on śpiewać w wysokich rejestrach nieosiągalnych dla innych wokalistów muzyki rockowej i metalowej. Niedługo stanie się on jednym z najbardziej rozpoznawalnych wokalistów wywierających olbrzymi wpływ na całe pokolenia muzyków. Talentem wykazali się też gitarzyści, pozwalając sobie na wiele więcej niż na debiucie. Oprócz genialnych riffów dostajemy pełen zestaw szybkich, a zarazem melodyjnych solówek zagranych w niemal wirtuozowski sposób. Sekcja rytmiczna, zwłaszcza bas brzmi bardzo dobrze i solidnie, jednak bez większych popisów ze strony Iana Hilla. Basista ten grał niezwykle oszczędnie i lakonicznie, nie zakłócając gry gitarzystów. Są na płycie także dwa utwory oparte na pianinie Glenna Tiptona - uroczysty i podniosły, instrumentalny Prelude oraz prawdopodobnie najmniej udany Epitaph, w dźwiękach którego można doszukać się wpływu zespołu Queen.

    Płytę tę polecieć można ze spokojnym sumieniem każdemu, kto chce sięgnąć do muzyki autorstwa Judas Priest. Zagorzali fani zespołu album ten na pewno znają na pamięć. Jest to bez wątpienia udana płyta i mimo pewnych niedociągnięć z pewnością należy do jednych z najciekawszych pozycji w dyskografii Judas Priest.

    Mariusz Jaszczyk czwartek, 12, styczeń 2012 20:12 Link do komentarza
Zaloguj się, by skomentować

Recenzje Heavy Prog

Komentarze

© Copyright 2007- 2023 - ProgRock.org.pl
16 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.