ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Adrenaline Mob
Men Of Honor
(2014, album studyjny)

Men Of Honor
Oceń ten artykuł
(10 głosów)

01. Mob Is Back - 4:35
02. Come on Get Up - 4:13
03. Dearly Departed - 4:57
04. Behind These Eyes - 5:08
05. Let It Go - 3:54
06. Feel the Adrenaline - 5:57 
07. Men of Honor - 4:27
08. Crystal Clear  - 5:03
09. House of Lies - 3:56
10. Judgment Day - 4:06
11. Fallin’ to Pieces - 4:58

Czas całkowity - 51:14

- Russell Allen - wokal
- Mike Orlando - gitara
- John Moyer - gitara basowa
- AJ Pero - perkusja

 

Wyświetlony 5897 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « Covertá

1 komentarz

  • Link do komentarza Łukasz 'Geralt' Jakubiak poniedziałek, 10 luty 2014 21:20 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    Pojawienie się Adrenaline Mob wzbudziło sporo kontrowersji wśród słuchaczy. O co ten cały szum? Ci, którzy śledzili narodziny grupy wiedzą, że inicjatorami projektu są: Mike Portnoy, Russell Allen oraz Mike Orlando. Panowie chcieli stworzyć energiczny projekt oparty o prostsze, przebojowe formy, co nie do końca spodobało się ortodoksyjnym fanom ich wcześniejszych dokonań. Po wydaniu „Omerty” do formacji dołączył znany z Disturbed – John Moyer i wtedy też krąg zainteresowanych nieco się powiększył. Co dzieje się dalej? Adrenaline Mob wydaje „Covertę”, która przechodzi bez większego echa. Zresztą, nie ma się co dziwić. Covery w większości przypadków były średnich lotów, a krążek okazał się klasycznym przykładem „odcinania kuponów”. W 2013 roku z formacji odchodzi Mike Portnoy (zaczynając jednocześnie przygodę z The Winery Dogs), a jego miejsce zajmuje AJ Pero z Twisted Sister. Ich wspólne dziecko, kryjące się pod nazwą „Men Of Honor”, właśnie wyszło z paki.

    Powrót grupy zwiastuje „Mob Is Back”, który okazuje się być przyjemnym kawałkiem w klasycznej, mobowej konwencji. Niby niczym nie zaskakuje, ale nie ma się też do czego przyczepić. Niestety dalej jest nieco gorzej… Większość materiału na „Men Of Honor” to ciąg powtarzalnych, nudnych utworów („Come On Get Up”, „House Of Lies”) , które nie wnoszą nic do ich dyskografii. Wśród nich znalazło się też kilka zrzynek z „Omerty”. Akordy z „Behind These Eyes” przypominają te z „Angel Sky”, natomiast „Let It Go” powtarza riffy znane z „Believe Me”. Szczytem tandety okazuje się być „Feel The Adrenaline”, który nie tylko brzmi jak „Psychosane”, ale razi też tragiczną (dosłownie!) warstwą liryczną. Na dzień dobry trochę ponarzekałem, ale koniec końców „Men Of Honor” nie jest okropnym albumem. Utwór tytułowy to najmocniejszy punkt krążka – sporo tam chwytliwych melodii, które płynnie przechodzą w rewelacyjny refren. Numer ma dosyć spore szanse, by stać się ich koncertowym przebojem. Dobre wrażenie robi też pozytywny „Dearly Departed”, w którym zdecydowanie rządzi Russell Allen. Gość , swoim nieprzeciętnym wokalem, bezbłędnie zmienia niepohamowaną agresję w rockowy przebój. Pomimo wcześniejszych narzekań spodobał mi się też „Let It Go”, który powala refrenem i rozbudowanymi partiami solowymi (kapitalny Orlando). Świetnie wypada też „Fallin' To Pieces”, który będąc dynamiczną balladą, doskonale wieńczy ten – niestety bardzo nierówny – album.

    Słuchając „Men Of Honor” miałem wrażenie, że muzycy po raz kolejny chcą mi wcisnąć ten sam towar. Niby nowy perkusista, niby lepsza realizacja, ale utwory nie różnią się za bardzo od tych, które można było usłyszeć na „Omercie”. Powyższy zarzut byłbym w stanie im wybaczyć, gdyby nie jedna, poważna kwestia… Nowej płycie Mobów zabrakło kompozycyjnego luzu, który był bardzo odczuwalny na debiucie. Wszystko wydaje się być sterylne, przesadnie dokładne i – w konsekwencji – pozbawione muzycznej naturalności. Choć panowie nie cierpią na brak umiejętności, to w tym przypadku zabrakło im jednego, bardzo ważnego elementu – pasji. Mimo wszystko, nie należy stawiać krzyżyka na naszej, adrenalinowej paczce, tym bardziej, że koncertowo brzmią naprawdę świetnie! Miejmy nadzieję, że na następnym krążku sięgną po nowe pomysły i nie zamienią się w przysłowiową „maszynkę do robienia pieniędzy”.

    Mogą mnie uznać za zdrajcę. Mogą wyznaczyć za mnie nagrodę i ścigać aż po kres czasów... Nie uległem… Nie można mnie tak po prostu kupić. Podobno za sprawiedliwość nie ma kary, dlatego bez najmniejszych wyrzutów daję…

    2.5/5

    Z recenzją „Omerty” możecie się zapoznać na stronie serwisu ProgRock.org

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2022 - ProgRock.org.pl
15 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version