ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Asia
Gravitas
(2014, album studyjny)

1. Valkyrie  5:25

2. Gravitas  7:59

3. The Closer I Get To You 6:38

4. Nyctophobia  5:11

5. Russian Dolls  5:05

6. Heaven Help Me Now  5:38

7. I Would Die For You  3:11

8. Joe Di Maggio's Glove  4:30

9. Till We Meet Again  4:03

10. The Closer I Get To You (Acoustic) (Deluxe Edition bonus track)

11. Joe Di Maggio's Glove (Acoustic) (Deluxe Edition issue bonus track)

12. Russian Dolls (Acoustic) (Japanese CD issue bonus track)

 

Geoff Downes – keyboards

Carl Palmer – drums

John Wetton – bass, vocals

Sam Coulson – guitars

Wyświetlony 4807 razy
Inne albumy wykonawcy: « Live in Philadelphia

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek poniedziałek, 28 kwiecień 2014 16:15 napisane przez Michał Jurek

    Minęło zaledwie kilka tygodni od ukazania się tego albumu, a już wylano na niego kubły pomyj. Że nudny, że przewidywalny, że piosenki na jedno kopyto i że 'Gravitas' to dewaluacja nazwy Asia. A w ogóle muzycy już dawno powinni iść na emeryturę, bo od tuzów rocka progresywnego wymaga się więcej.

    No cóż, ilu słuchaczy, tyle opinii. Nie mogę jednak wyjść ze zdziwienia, że mimo upływu od debiutu grupy 30 lat z okładem część fanów wciąż ma pretensje, że Asia nie gra rocka progresywnego. No nie gra. Ale też i od samego początku Geoff Downes i spółka stawiali sprawę jasno, proponując zgrabne piosenki spod znaku AOR-u czy nawet pop rocka. I to w tej kategorii powinno się albumy Asii oceniać. Domagać się od grupy płyt na miarę 'Going For The One' czy 'Larks Tongues In Aspic' to tak jakby oczekiwać od jakiegoś boksera wagi muszej, że zleje braci Kliczków. Najlepiej obu jednocześnie.

    A jak wypada 'Gravitas', gdy już odrzuci się nierealistyczne i w gruncie rzeczy nieuzasadnione oczekiwania? Dwie rzeczy wydają się pewne już po kilku przesłuchaniach. Otóż 'Gravitas' jest wyraźnie słabszy od poprzednich propozycji zespołu, np. 'XXX' czy 'Phoenixa'. Z drugiej jednak strony, nie jest to album tak słaby, jak można by oczekiwać po lekturze niektórych recenzji. W moim prywatnym rankingu 'Gravitas' lokuje się gdzieś między poziomem 'solidnym' i 'dobrym'. Solidnym - bo płyta wpada w ucho i da się jej wysłuchać bez bólu. Dobrym - bo znajduje się na niej kilka naprawdę udanych utworów, do których chce się wracać po wielokroć.

    I tak się dziwnie składa, że te udane utwory, które podobają mi się szczególnie, to pierwsza piątka otwierająca album. 'Valkyrie' to bardzo nośna piosenka, ze stadionowym wręcz refrenem, świetnie wyśpiewana przez Johna Wettona. Nic dziwnego, że pierwotnie cała płyta miała mieć taki właśnie tytuł. Swoją drogą, jak Wetton to robi, że mimo upływu lat wciąż jest w tak dobrej formie wokalnej? Równie motoryczne a zarazem melodyjne jest tytułowe nagranie 'Gravitas' - całkiem udanie wypadające w kategorii 'melodyjny refren'. Sroce spod ogona nie wypadła też dramatyczna wettonowska ballada 'The Closer I Get To You' z ognistymi solówkami gitarowymi, choć tekst jest, hm... Takie strofy to mógłby wyśpiewywać David Coverdale, znany piewca uroków niewieścich i komplikacji uczuciowych. Ale niech tam, wpada 'The Closer I Get To You' w ucho i już, zresztą to nagranie usłyszałem z całej płyty jako pierwsze i to ono zachęciło mnie do sięgnięcia po 'Gravitas' bo - jako się rzekło - muzycznie mucha nie siada. Dalej też jest przyjemnie. 'Nyctophobia' proponuje fajne rytmiczne łamańce i - dla odmiany - intrygujący tekst o strachu przed ciemnością traktujący. Zaś pierwszą piątkę zamyka urokliwa ballada o miłości niemożliwej w czasach zimnej wojny ('Russian Dolls').

    Potem jest już słabiej. Pewne patenty zaczynają się powtarzać, wyraźny staje się też brak jakiegoś urozmaicenia, np. tempa utworów. Można odnieść wrażenie, że artystom zabrakło pomysłów na całą płytę. John Wetton słodzi do przesady ('Joe Di Maggio's Glove'), a Geoff Downes na siłę usymfonicznia piosenki, którym to wcale na lepsze nie wychodzi ('Heaven Help Me Now'). Panowie proponują też utwór, który powstał już w 1987 roku, ale na żadną regularną płytę Asii się nie załapał ('I Would Die For You'). Naprawdę, ciekawe dlaczego. Z tego grona broni się jedynie zamykający całość utwór 'Till We Meet Again', dobry do chóralnego odśpiewania na zakończenie jakiegoś spotkania z kompanami, zakrapianego napojami niekoniecznie bezalkoholowymi.

    Nie da się ukryć, że na nowym albumie Asii wyraźne piętno odcisnęła zmiana w składzie. Odszedł Steve Howe, a dokooptowany na jego miejsce młodzik - Sam Coulson - nie był w stanie wypełnić tej luki. I nie chodzi nawet o to, że jest gorszym gitarzystą od Steve'a Howe'a, bo to żadna ujma. Choć oczywiście żal, że nie udało się zrealizować pomysłu Johna Wettona, o którym ten pisze we wkładce do płyty, by do nagrań zaprosić Steve'a Lukathera z Toto. Gdyby się powiodło, to rzeczywiście skład Asii byłby bardzo mocny.

    Nie udało się jednak i po odejściu Howe'a cała działalność kompozytorsko-producencka została zmonopolizowana przez duet Downess-Wetton. To ci panowie skomponowali wszystkie piosenki i nagrali ich dema. Sam Coulson miał więc za zadanie wypełnić konkretne miejsca w utworach zagrywkami gitarowymi (często schowanymi na drugim planie za instrumentami klawiszowymi), i wywiązał się z niego zadowalająco. Niektóre solówki wypadły naprawdę nieźle - czy to w nagraniu tytułowym, czy to w 'The Closer I Get To You'. A że panowie Downess i Wetton nie dali gitarzyście okazji, żeby się wykazać w szerszym zakresie, to już całkiem inna sprawa. Gdyby tak się stało, z pewnością wyszłoby to płycie na dobre, czyniąc ją bardziej różnorodną. Inna sprawa, że utworom na 'Gravitas' nie pomogła też jakoś szczególnie gra trzeciego z wielkich - Carla Palmera. W większości nagrań pan Palmer okłada zestaw perkusyjny w sposób zupełnie beznamiętny. Po takim perkusiście można byłoby się spodziewać więcej polotu. Choć może i jego partie musiały zostać przycięte do wymogów duetu Downess-Wetton, kto wie...

    Mimo tych krytycznych uwag nie uważam zakupu 'Gravitas' za nietrafiony. Jako się rzekło, parę wpadających w ucho, bogato zaaranżowanych piosenek na omawianym albumie się jednak znalazło. Choć muzykom nie udało się utrzymać równego poziomu na całej płycie, słucha się jej z przyjemnością. Warto dać temu składowi szansę - może za jakiś czas, gdy panowie się już lepiej zgrają i poznają, stać ich będzie na lepsze albumy?

    Aha, z kronikarskiego obowiązku dodam, że oprócz podstawowej wersji płyty jest też wersja limitowana, z dwoma (a w wersji japońskiej - trzema) akustycznymi wersjami nagrań znajdujących się w zestawie podstawowym. Miałem okazję ich posłuchać - nic szczególnego. Rzecz tylko dla najbardziej oddanych fanów i kolekcjonerów.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version