ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Who, The
Tommy
(1969, album studyjny)

Dysk 1:
1. Overture (5:20)
2. It's A Boy (0:38)
3. 1921 (2:48)
4. Amazing Journey (5:04)
5. Sparks (2:05)
6. Eyesight To The Blind (The Hawker) (2:14)
7. Christmas (4:32)
8. Cousin Kevin (4:06)
9. The Acid Queen (3:34)
10. Underture (10:04)
11. Do You Think It's Alright? (0:24)
12. Fiddle About (1:31)
13. Pinball Wizard (3:01)
14. There's A Doctor (0:23)
15. Go To The Mirror! (3:47)
16. Tommy Can You Hear Me? (1:35)
17. Smash The Mirror (1:34)
18. Sensation (2:28)
19. Miracle Cure (0:12)
20. Sally Simpson (4:10)
21. I'm Free (2:39)
22. Welcome (4:32)
23. Tommy's Holiday Camp (0:57)
24. We're Not Gonna Take It (3:28)
25. See Me, Feel Me/ Listening To You* [Deluxe Edition: Split From Track 24] (3:41)

Czas całkowity: 74:47


Dysk 2 (Deluxe Edition)

1. I Was (0:17)
2. Christmas [Outtake 3] (4:44)
3. Cousin Kevin Model Child (1:26)
4. Young Man Blues [Version 1] (2:53)
5. Tommy Can You Hear Me? [Alternate Version] (2:00)
6. Trying To Get Through (2:51)
7. Sally Simpson [Outtake] (4:10)
8. Miss Simpson (4:20)
9. Welcome (3:44)
10. Tommy's Holiday Camp [Band's Version] (1:09)
11. We're Not Gonna Take It [Alternate Version] (6:12)
12. Dogs (Part 2) (2:30)
13. It's A Boy [Stereo Demo] (0:44)
14. Amazing Journey [Stereo Demo] (3:43)
15. Christmas [Stereo Demo] (1:58)
16. Do You Think It's Alright? [Stereo Demo] (0:29)
17. Pinball Wizard [Stereo Demo] (3:47)

Czas całkowity: 46:57
- Roger Daltrey ( lead vocals, harmonica )
- Pete Townshend ( guitars, keyboards, vocals )
- John Entwistle ( bass guitar, horns, vocals )
- Keith Moon ( drums, percussion, vocals )
- Paul Townshend ( backing vocals )
- Simon Townshend ( backing vocals )
Wyświetlony 3572 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Mariusz Jaszczyk piątek, 25 listopad 2011 20:15 napisane przez Mariusz Jaszczyk

    Zamiar stworzenia przez The Who rockowej opery zrodził się w głowie Pete'a Townshenda, gitarzysty zespołu, już w 1966 roku. Napisał on wówczas kilka utworów z myślą o pierwszym koncepcyjnym albumie w historii rocka i zarazem pierwszej rock-operze. Do realizacji pomysłu doszło jednak dopiero kilka lat później. Był to niezbyt pomyślny okres w historii grupy, słynącej głównie ze skandali i nie mającej w swym dorobku artystycznym ani jednej równej, dobrej płyty, nie mówiąc już o płycie wybitnej, wybijającej się ponad przeciętność, po prostu płyty ponadczasowej. Zespół kojarzony był głównie z garstką świetnych pojedynczych utworów, w tym hymn modsów My generation. Już niedługo miało to się jednak zmienić, głównie za sprawą ambicji wspomnianego już Townshenda, który jako człowiek o dosyć szerokich horyzontach interesował się wieloma rzeczami, tak wówczas zainteresował się naukami i życiem indyjskiego mistrza duchowego Meher Baby. Był to niezwykle interesujący człowiek, który od 10 lipca 1925 aż do swojej śmierci w 1969 roku zachowywał absolutną ciszę nigdy nie wypowiadając nawet najmniejszej i najcichszej głoski. Początkowo komunikował się z ludźmi używając tabliczki z alfabetem, a później przy pomocy gestów. Tłumaczył on, iż jego zachowywanie ciszy nie było ślubem milczenia, lecz było podejmowane w związku z jego pracą duchową. To właśnie pod wpływem nauk i życia tego indyjskiego duchownego powstał album Tommy, który okazał się być przełomowym w historii zespołu.

    Ukazał się on w 1969 roku i choć był dobrze przyjęty w Stanach Zjednoczonych to już w Wielkiej Brytanii nie cieszył się wielkim powodzeniem. Niestety wcześniejsze dokonania zespołu pozostawiły swe niezatarte - przynajmniej początkowo - piętno. Wielu bowiem sądziło, że zespół, który nagrał album nosi taką samą nazwę, czyli właśnie Tommy. Nikomu nie przyszło wówczas do głowy, że to The Who są autorami tego dzieła. Tommy z czasem zaczął jednak żyć własnym życiem. Odgrywano go w salach teatralnych jako spektakl, po czym doczekał się nawet ekranizacji filmowej. W 1975 roku Tommy został przeniesiony na ekran, a za kamerą stanął Ken Russell. W rolę Tommy'ego wcielił się sam Roger Daltrey wokalista The Who. W filmie zagrała także reszta zespołu oraz m.in. Ann-Margret jako matka Tommy'ego oraz Oliver Reed jako jej partner. Na planie w epizodach pojawili się też tacy artyści jak Elton John, Tina Turner, Eric Clapton, Arthur Brown oraz sam Jack Nicholson. Może to świadczyć o tym jak dużą wagę przywiązywano do ekranizacji tego dzieła. Wówczas The Who nie byli już tylko skandalizującymi rock menami, lecz wspięli się na wyższą półkę z napisem Artyści.

    Sama płyta stanowi bezsprzeczną całość i tak należy ją potraktować, jako nierozłączną, spójną opowieść, która od samego początku do końca wciąga nas swą magią i urokiem. Oznacza to również tyle, że płytę tę należy słuchać od początku do końca, bowiem tylko wówczas można zrozumieć jej sens i znaczenie. Trzeba pozwolić by muzyka zabrała nas w świat, prawie tak samo jak filmowego seansu, którego głównym bohaterem jest tytułowy Tommy. Poznajemy go jako dziecko, które obecne jest przy śmierci swego ojca z rąk matki i jej kochanka. W wyniku tego traumatycznego przeżycia traci wzrok i słuch i mowę . Jego Zycie przypomina więc trochę życie wspomnianego Meher Baby, który jak już wspomniano był swego rodzaju pierwowzorem jego postaci. Jest tak do momentu, gdy wychodzi na jaw, że chłopak jest mistrzem flippera, czyli automatu do gry, w którym gracz za pomocą ruchomych płetw odbija kulkę poruszającą się po nachylonej w jego kierunku planszy. Grając intuicyjnie osiąga mistrzostwo w tej grze, co skwapliwie wykorzystuje jego ojczym by zbudować wokół chłopca fan klub a w rzeczywistości coś na kształt religijnej sekty. Przełomem całej opowieści jest moment, kiedy zazdrosna matka wpycha Tommyego w lustro. Chłopak przenika przez nie i odnajduje się w innym świecie, gdzie odzyskuje słuch, wzrok i dostaje nowe życie! Cała ta historia ma wspaniałą oprawę muzyczną, na którą składają się wyłącznie instrumenty typowo rockowe. Nie ma tu zbędnych ozdobników ani wystylizowanej aranżacji, jest tylko jedna wspaniała muzyczna uczta! Muzyka płynie momentami wolniutko, by za chwilę podnieść dramaturgię poprzez świetne gitarowe dźwięki i znakomitą grę perkusji, przy której siedział jeden z najlepszych perkusistów w historii, czyli Keith Moon. Jednym słowem dzieło dopracowane w każdym calu, sięgające daleko poza ramy muzycznych doświadczeń i będące zupełnie na innym poziomie rockowego grania. Wspaniała muzyczna, i nie tylko, opowieść którą polecam wszystkim.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version