ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Lacrimosa
Einsamkeit
(1992, album studyjny)

1. Tränen der Sehnsucht (9:37)
2. Reissende Blicke (10:38)
3. Einsamkeit (5:10)
4. Diener eines Geistes (6:42)
5. Loblied auf die Zweisamkeit (9:38)
6. Bresso (5:01)

Czas całkowity: 46:26
- Tilo Wolff ( vocals, piano, keyboards, drums )
- Philippe Alioth ( piano, keyboards )
- Roland Thaler ( guitars )
- Eric The Phantom ( viola )
Wyświetlony 5987 razy
Inne albumy wykonawcy: « Elodia Satura »

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Seemann sobota, 10 maj 2008 12:34 napisane przez Michał Seemann

    Einsamkeit to drugi studyjny album Lacrimosy; i w moim odczuciu jest to absolutne arcydzieło muzyki gotyckiej. Mamy tu sześć przepięknych (jeśli ponure i smutne może być piękne) kompozycji; piszę kompozycji, bo nie są to piosenki w tradycyjnym tego słowa znaczeniu  niby są zwrotki, refreny itp., ale całość jest przesiąknięta jakąś dziwną - mroczną jak na gotyk przystało - aurą.
    Tränen der Sehnsucht rozpoczyna fortepian  bardzo klasyczny, a po chwili mamy mechaniczną perkusję, oszczędną (ale po prostu piękną) partię gitary i bardzo złowrogi śpiew (raczej melodeklamację); dochodzą jeszcze potężne kościelne organy. Refren jest niby weselszy i bardziej rockowy. Na zakończenie tego utworu Roland Thaler zaserwował nam solo na gotarze.
    Reissende Blicke  w tej monumentalnej ponad 10-minutowej wolno snującej się kompozycji mamy klawisze, w tle jakieś krzyki (cierpiących?, potępionych?), znowu wokal Wolffa jakby zza grobu. Odrobinę światła dają nam klawisze, które raz za razem przypominają barokowy klawesyn.
    Einsamkeit  tytułowy kawałek trochę dziwnie się prezentuje  motyw grany na dziecięcym keyboardzie (taki cyrkowy trochę) jest grany naprzemiennie z bardziej ludzkim wokalem.
    Diener eines Geistes  najbardziej konwencjonalny rockowy utwór (i przez to najmniej ciekawy).
    Loblied auf die Zweisamkeit  powrót do mroku  syntezatorowe buczenie, plamy ambientu, dziwne odgłosy; no i w środku mamy pewien zastój muzyczny  w miejsce którego Wolff wkłada szatańską mszę  jakieś recytacje, szumy& Piękne&
    Besso  tylko fortepian i skrzypce i rozpaczliwy wokal; ta kompozycja przypomina mi trochę niektóre z pieśni Petera Hammilla  taka pesymistyczna, oszczędna instrumentalnie, ale bardzo emocjonalna wokalnie&
    Gdyby oceniać tylko tę płytę (i wspaniałą okładkę) daję bez wahania 5, natomiast patrząc z szerszej perspektywy na późniejsze dokonania Lacrimosy z czystym sumieniem daję 4&

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version