ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Electric Light Orchestra
Discovery
(1979, album studyjny)

1. Shine a little love (4:42)
2. Confusion (3:42)
3. Need her love (5:09)
4. The diary of Horace Wimp (4:17)
5. Last train to London (4:31)
6. Midnight blue (4:20)
7. On the run (3:56)
8. Wishing (4:14)
9. Don't bring me down (4:08)

Czas całkowity:  37:39

na reedycji CD znalazły się dodatkowo:
10. On the run (home demo)
11. Second time around
12. Little town flirt
- BEV BEVAN ( drums, roto toms, percussion )
- KELLY GROUCUTT ( bass guitar, vocals, backing vocals )
- JEFF LYNNE ( lead vocals, backing vocals, lead and rhythm guitars, piano and synthesizer, strings and choir arrangements )
- RICHARD TANDY ( grand piano, all synthesizers, electric piano and clavinet, strings and choir arrangements )
Wyświetlony 3736 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Michał Jurek wtorek, 04 maj 2010 17:21 napisane przez Michał Jurek

    Zrobiłem ostatnio porządki na półce z płytami i w me ręce wpadła płyta ELO - 'Discovery'. Większość progrockowych maniaków skrzywi się pewnie z niesmakiem: eee, ELO, żenua. No cóż, niewątpliwie nie był zespół Jeffa Lynna forpocztą progresywnej awangardy, ale całkiem sporo fajnej muzyki udało mu się stworzyć.
    Nie jest tajemnicą, że ukochany zespół Jeffa Lynna to The Beatles. I to słychać w zasadzie na każdej płycie ELO i nie inaczej jest na 'Discovery'. Te inspiracje są bardzo wyraźne np. w 'Midnight Blue' czy 'Need Her Love'. Ale ELO to przede wszystkim miodne partie smyczkowe wsparte instrumentami klawiszowymi, wsparte równie miodnym wokalem Jeffa Lynna i kolegów (trochę niżej od Bee Gees, ale tylko trochę ;-)). Teksty raczej zbawiania świata nie dotyczą, skupiając się przeważnie wokół kwestii damsko-męskich. Jest melodyjnie, zabawnie, czasem pastiszowo wręcz (vide: 'Pamiętnik Horacego Ofermy'). Nóżka sama chodzi.
    Jeśli więc ktoś chce odpocząć od progrockowych pasaży i wielominutowych ekspresyjnych solówek i posłuchać nieco nieskomplikowanej muzyki (choć bynajmniej nie prostej - utwory są tu zaaranżowane bardzo bogato i posiadają wiele smaczków), 'Discovery' się świetnie do tego nadaje. Warto poznać tę płytę zwłaszcza, że jest kopalnią hitów: 'Shine a Little Love' czy 'Don't Bring Me Down' (Piersi z Kukizem to w swoim czasie przerobiły na świetnie 'On nie jest cham') - to już klasyki. No i obowiązkowo trzeba poznać 'Last Train to London', które jest prawdziwą esencją dyskotekowego grania z lat siedemdziesiątych i więcej mówi o tej dekadzie niż całe sterty płyt wykonawców z tamtego okresu. Wtrącając odrobinę prywaty - to moje ulubiona płyta, jaką ELO kiedykolwiek nagrało.
    Podsumowując: 'Discovery' to bardzo fajna płyta na wiosenno/letnie wieczory i noce. Warto posłuchać, tym bardziej, że jest to chyba najlepsza płyta w dorobku ELO (no, może poza 'Time'). Bez wątpienia klasyka.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version