ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Mayall, John
Jazz Blues Fusion
(1972, album koncertowy)

1. Country Road (7:17)
2. Mess Around (2:50)
3. Good Times Boogie (8:52)
4. Change Your Ways (3:41)
5. Dry Throat (6:40)
6. Exercise in C Major for Harmonica (8:33)
7. Got To Be This Way (6:52)

Czas całkowity: 45:20
- John Mayall (harmonica, guitar, piano)
- Blue Mitchell (trumpet)
- Clifford Solomon (saxes)
- Larry Taylor (bass)
- Ron Selico (percussion)
- Freddy Robinson (guitar)
Wyświetlony 4852 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Bartosz Michalewski wtorek, 29 czerwiec 2010 22:34 napisane przez Bartosz Michalewski

    Nie będę ukrywał, że twórczość Johna Mayalla znam bardzo słabo. Nie jestem wielkim fanem bluesa, więc po zaznajomieniu się ze słynnym albumem Bluesbreakers z Erikiem Claptonem, dziele bez wątpienia wybitnym, ale - jak cały blues - nie do końca trafiającym w mój gust dałem Panu Mayallowi spokój. Oczywiście planowałem poznać kiedyś także inne jego płyty, tylko że zupełnie się z tym nie śpieszyłem. Ale kiedyś, przez przypadek dowiedziałem się, że Mayall miał w swojej karierze okres, w którym dość intensywnie mieszał blues z jazzem. Postanowiłem spróbować. Na RYM sprawdziłem który album w takim stylu ma najlepsze noty - jak słusznie zgadujecie padło na 'Jazz Blues Fusion' - ściągnąłem go sobie z sieci, przesłuchałem... a parę dni później oryginalna i błyszcząca CD rozgościła się u mnie na półce.

    Pomyślałem o napisaniu recenzji tego albumu, kiedy zobaczyłem, że ze wszystkich grup jazzrockowych największym zainteresowaniem na naszym portalu cieszy się Colosseum. Całkiem niedawno pojawiła się nawet recenzja ich płyty 'Live'. Otóż ten album Mayalla mieści się w pokrewnej stylistyce. Nie tej samej co zespół Jona Hisemana, bo na 'Jazz Blues Fusion' rocka praktycznie nie ma, ale podobieństw pomiędzy nim a wspomnianym 'Colosseum Live' jest wiele. Podobny, żywiołowy, knajpiany klimat, blues i jazz zmieszane są ze sobą w zbliżonych proporcjach, i tu i tam znakomicie prezentują się instrumentaliści. Oczywiście podśpiewywanie Mayalla trudno nawet porównywać do tego, co pokazuje Farlowe, ale jakoś tak się w muzyce zawsze układało, że wokalni herosi, którzy poza samymi umiejętnościami nie mieli żadnych wielkich rzeczy do pokazania w ostatecznym rozrachunku zawsze ustępowali skrzeczącemu Dylanowi, gadającemu Cohenowi, czy piejącemu Osbourne'owi, którzy może i nie są w stanie wyjść poza jedną oktawę, ale ich wyobraźnia i charyzma sprawiły, że to właśnie oni stoją dziś w pierwszym szeregu zasłużonych.

    Na 'Jazz Blues Fusion' znajduje się siedem utworów, z których pierwsze cztery zostały zarejestrowane w Bostonie pod koniec Listopada 1971 roku, zaś kolejne trzy pochodzą z dwóch koncertów z Nowojorskiego Hunter College, które odbyły się dwa tygodnie później. W zespole, który gra na tym albumie poza Johnem Mayallem i basistą Larrym Taylorem wszyscy muzycy są afroamerykanami. I w muzyce bardzo mocno to słychać. Biali jazzmani, nawet jeżeli są geniuszami z reguły wywracają jazz do góry nogami, dostosowując go do swojej wrażliwości i rozumienia muzyki. Czarny jazz, czy blues - na tej płycie i jedno i drugie - jest bardziej korzenny, mniej intelektualnie wymyślny, ale przez to dużo bardziej naturalny. Słuchając go ma się wrażenie jakby muzycy po prostu komunikowali się w innym języku niż zazwyczaj, nie zaś prezentowali swoje idee artystyczne. Ten album przez to, że czarnoskórych muzyków jest tu więcej ma sporo z tej właśnie naturalności i autentyczności, ale też nie rezygnuje całkiem ze swojej europejskości, słychać że jakaś część tej muzyki pochodzi z głowy, nie - jak by to ujęli szamani - z lędźwi. To połączenie dwóch kultur, ale też dwóch zupełnie innych sposobów grania daje efekt niezwykły, który mnie osobiście oczarował od pierwszej chwili.

    Trudno mi wyróżnić którąkolwiek z piosenek, bo ten album to całość, rewelacyjna fuzja czarno-białego bluesa i jazzu od hard bopu po fusion, która z pełnym powodzeniem mogłaby być wydana jako jeden, wielowątkowy utwór. Ale jeżeli jednak miałbym komuś puścić z tej płyty jeden numer na zachętę to myślę, że wybrałbym 'Change Your Ways'. Ta piosenka posiada wspaniały, łatwy do zapamiętania temat i chyba najbardziej ją lubię, a tak się akurat złożyło, że o ile w innych numerach z tej płyty bez trudu da się znaleźć momenty, w których panowie grają raczej jazz, albo raczej bluesa, o tyle na Change Your Ways to wszystko zlane jest w sposób nierozerwalny. Chociaż tak naprawdę mógłbym wyróżnić którykolwiek z tych numerów: 'Exercise in C Major for Harmonica' za cudną jazzową grę gitary, 'Dry Throat' za bogactwo pomysłów czy 'Good Times Boogie' za niezwykłego kopa (ale nie takiego jak u jakichś grindcore'owców, to chyba jasne, prawda?).

    'Jazz Blues Fusion: Performed and Recorded Live in Boston and New York' to nie jest żadna lektura obowiązkowa dla fana prog rocka jak 'MDK' Magmy, które opisałem wczoraj. Ale jeżeli ktoś lubi Colosseum, albo po prostu chciałby poznać coś innego, wykraczającego poza progres powinien się tą płytą zainteresować. Zdecydowanie warto. 5 gwiazdek.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version