ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Church, The
Starfish
(1988, album studyjny)

01. Destination (5:52)
02. Under the Milky Way (4:58)
03. Blood Money (4:25)
04. Lost (4:48)
05. North, South, East and West (4:49)
06. Spark (3:45)
07. Antenna (3:50)
08. Reptile (4:56)
09. A New Season (2:57)
10. Hotel Womb (5:40)
- Steve Kilbey (bas, śpiew)
- Peter Koppes (gitary, śpiew)
- Marty Willson-Piper (gitary, śpiew)
- Richard Ploog (perkusja)
Wyświetlony 5671 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Arkadiusz Cieślak piątek, 09 styczeń 2009 20:52 napisane przez Arkadiusz Cieślak

    Australijska (roz)gwiazda.

    Postanowiłem sięgnąć tym razem po mniej chyba znany zespół, a mianowicie pochodzący z Australii The Church i ich wspaniałą płytę z 1988r. zatytułowaną "Starfish". Grupa powstała w 1980r. w Sydney i z większym lub mniejszym powodzeniem działa do dzisiaj. Ich muzyka to rock pomieszany z elementami neopsychodelii, bogaty w muzyczne tekstury i oryginalne melodie. Nigdy nie nagrali płyty stylistycznie takiej samej jak poprzednia, ale zawsze zachowali swój jedyny, wyjątkowy styl. Brzmi to dość enigmatycznie, ale chodzi o to, że zawsze poruszali się w pewnej wyznaczonej stylistyce rockowej, ale nie kopiowali swoich dokonań, a wręcz starali się poszerzać swój horyzont i światopogląd muzyczny.

    "Starfish" okazał się albumem przełomowym i niestety jedynym, który odniósł dość spory sukces nie tylko w Australii, ale również w Europie i Stanach Zjednoczonych, gdzie singiel 'Under the milky way' znalazł się w TOP 40. Przełom ten spowodowany jest przede wszystkim przez bardzo wysoki poziom wszystkich utworów na płycie. Jak nigdy dotąd zespół skomponował dziesięć świetnych, łączących się w znakomitą całość nagrań. Na poprzednich płytach znajdowało się mnóstwo ciekawych i intrygujących piosenek, ale jednak obok nich trafiały się kawałki słabsze i odstające od reszty. Na "Starfish" wszystko jest poukładane od pierwszej do ostatniej sekundy.

    Już od samego początku albumu, "Destination" wyznacza kierunek w jakim podążają muzycy. Spokojny gitarowy kawałek, pełen liryczności i niestety smutku.


    "To nie jest religia, lecz po prostu manipulacja
    Sposób, aby zmusić was do mówienia
    Odległość i prędkość oddaliły nas od siebie
    A nasz cel wydaje się strasznie posępny"

    "Under the milky way" to przepiękny przebój, zarażający wręcz swoją melodyjnością. Zaaranżowano go prawie akustycznie, dzięki czemu jest zwiewny, swobodny i lekki.

    "Chciałbym wiedzieć, czego szukasz
    Może dowiedziałbym się, co znajdziesz"

    "Blood money" jest bardziej dynamicznym utworem, z przepiękną grą na gitarze w środkowej części.

    "Oślepieni dolarami
    Kupujemy i sprzedajemy
    Płacimy za wszystko w złotej, twardej walucie"

    "Lost" wraca do bardziej balladowej konwencji, która tak naprawdę przewija się przez całą płytę. Gdzieś jednak straciliśmy ten cel, o którym była mowa w "Destination" i czujemy się tak strasznie zagubieni. Jednak nie tylko nam się to przydarza, każdy ma w swoim życiu takie chwile zagubienia, co w końcu niesie ze sobą pozytywną konkluzję, że nie jesteśmy sami i kiedyś się odnajdziemy.

    "Jeśli jesteś samotny i odczuwasz smutek,
    Pomyśl, że w Iranie pewnie wszyscy tak się czują"

    "North, South, East And West" to kolejny utwór z większym przytupem. Wszystko jest uniwersalne, nieważne w jakim kierunku podążysz. Wszędzie są wojny, wszędzie są ludzie, którzy starają się cię wykorzystać, wszędzie są myśliwi i jest zwierzyna. Być może jednak jest też gdzieś miejsce, w którym można odnaleźć swój azyl. Nieważne czy na północy, południu, wschodzie czy zachodzie.

    "Jest takie miejsce, albo tu albo tam,
    Na północy, południu, wschodzie czy zachodzie
    Nie czekajcie na mnie
    Zabieram zapłatę i udaję się sam
    Lecz może mnie kiedyś znajdziecie"

    "Spark" jest właśnie takim zapłonem, iskrą, która rozkręca płytę otwierając drugą stronę. Drugą stronę? Tak, kiedyś było coś takiego. To dynamiczny, rockowy utwór, jeden z żywszych na całym albumie.

    "Tam właśnie jest,
    Tam gdzie odległe rzeczy wydają się być tak blisko
    Nie potrzeba żadnych napraw, liczy się tylko zapłon"

    'Antenna" to ponownie spokojniejsze nagranie, z rewelacyjnymi gitarami i ciekawym tekstem. Te gitary to oczywiście nie żadne popisy czy fajerwerki, po prostu delikatne, wręcz półakustyczne granie.

    "Dlaczego zawsze błędnie zakładasz,
    że wiesz o co tu chodzi?
    Jesteś jak antena, jak przewód.
    W swoich uszach czujesz tysiące języków"

    "Reptile" to, nie ukrywam, mój faworyt na płycie, obok "Hotel womb". Świetny, dynamiczny kawałek, który według mnie mógłby być naprawdę wielkim przebojem. Został wprawdzie wydany na singlu, ale jednak nie powtórzył sukcesu 'Under the milky way'. Rozpoczyna się dźwiękami gitary tak zestrojonymi, że do złudzenia przypominają brzmienie klawiszy. Generalnie utwór ten utrzymany jest w stylistyce U2.

    "Owinęłaś się wokół mego ramienia
    Czy miałaś pojęcie
    Jak bardzo kochałem twe diamentowe oczy?
    To było tak bardzo dawno temu."

    "A new season" z kolei stanowi dla mnie najsłabsze ogniwo tej płyty. Sprawia troszkę wrażenie wypełniacza. Krótki, niespełna trzyminutowy utwór o bardzo ...ciekawym, aczkolwiek nie do końca dla mnie zrozumiałym tekście. Chyba zbyt poetyckim. Może ktoś z Was mi pomoże w tłumaczeniu?

    "Shaded crystal water, bathed in by God's daughter.
    Sighing whispers near, a new season pae cure to conquer loneliness.
    It's strange and wilder, ageless bechilder
    Saved by fire, touched and finer.
    Peaceful, blissful union is the priestess.
    Doubt flows the river into darkness"

    "Hotel womb" to naprawdę imponujące zakończenie "Starfish". Tak właśnie powinna się kończyć płyta: mocnym, wyszukanym, intrygującym i zapadającym w pamięć utworem. Być może czuję, że tak właśnie jest, gdyż dana grupa specjalnie zamieszcza na końcu utwór wyjątkowy, a być może po prostu się troszkę sugeruję. Tak czy inaczej 'Hotelowe łono' to dla mnie jeden z najwspanialszych fragmentów tej płyty. Doskonały tekst o dość dwuznacznym wyrazie, wspaniale opowiada o czymś bardzo intymnym, ale nawet na moment nie przekracza granicy dobrego smaku.

    "Marzę o tym, aby się znaleźć w hotelowym łonie
    W tym miękkim, utworzonym z duszy miejscu
    Tak bardzo chciałbym tam wrócić
    Wśliznąć się przez rozchylone drzwi
    Do tego jedynego w swoim rodzaju miejsca"

    Po raz pierwszy w swojej recenzji postawiłem bardziej na aspekt liryczny, na zawartość tekstową, na przekaz zawarty na płycie, niż na samą muzykę. Zrobiłem to głównie dlatego, że po prostu jest to w tym przypadku niezwykle ważne. Czasami zapominamy o tym, co twórca chce nam przekazać, co ma nam do powiedzenia, nie tylko za pomocą muzyki, ale również myśli i przekonań zawartych w tekstach piosenek. Często są to rzeczy bardzo ważne i do tego przekazywane w naprawdę oryginalny, poetycki i przemawiający do wyobraźni sposób. Tak jest niewątpliwie na "Starfish", płycie, która muzycznie nie jest niczym odkrywczym, chciałbym to podkreślić. Nowe i oryginalne jest tutaj przede wszystkim odnalezienie, skomponowanie i zagranie wspaniałych, naprawdę wyjątkowych melodii i wzbogacenie ich o intrygujące, wyrafinowane wręcz czasami teksty. Dzięki temu ten album lśni najjaśniejszym blaskiem nie tylko w dyskografii The Church, ale również wśród albumów rockowych, które powstawały pod koniec lat 80-tych i dawały zaczątek tego co miało nadejść w następnej dekadzie.

    4,5/5
    Arkadiusz Cieślak

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version