ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Aviv Geffen
Geffen Aviv
(2009, album studyjny)

01. Black & White
02. It Was Meant To Be A Love Song
03. Berlin
04. It’s Alright
05. Heroes
06. It’s Cloudy Now
07. October
08. Now Or Never
09. The One
10. Forest In My Heart
Aviv Geffen / Wokal, Instrumenty Klawiszowe, Gitara Elektryczna, Gitara Akustyczna
Trevor Horn / Gitara Basowa
Ash Saan / Perkusja
Phil Palmer / Gitara Akustyczna
Jamie Mahoubarac / Instrumenty Klawiszowe
Alex & Trevor Horn / Dodatkowy Wokal
David Andrew Sitek / Gitara Basowa, Gitara Elektryczna, Perkusja, Instrumenty Klawiszowe
Dan Brown / Dodatkowy Wokal
Alex / Dodatkowy wokal
Eran Mitelman / Instrumenty Klawiszowe
Seffy Efrati / Gitara Basowa
Tomer Z / Perkusja
Mike Garson / Instrumenty klawiszowe



Wyświetlony 3005 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Mikołaj Grażul piątek, 11 grudzień 2009 00:22 napisane przez Mikołaj Grażul

    Geffen Aviv - to album izraelskiego muzyka o polskich korzeniach. Zarazem też młody multiinstrumentalista, którego dotychczasowa twórczość obejmuje głównie problemy związane z rodzimym Izraelem. Wygląda jak wygląda - jego zdjęcia swojej babci bym raczej nie pokazywał. Szerszej publice jego sylwetka znana jest głównie za sprawą Blackfield, którego Aviv jest "prawie" połową. Czemu prawie? Nie oszukujmy się. Wilson na przełomie ostatnich kilkunastu lat za sprawą Porcupine Tree stał się ikoną współczesnego rocka progresywnego. Dzięki dwóm kultowym albumom nagranym razem ze Stevenem, Aviv przekroczył nie tylko rzekę Jordan. Można pomyśleć, że Geffen - doświadczony w branży muzycznej biznesmen, wykorzysta swój status w celach komercyjnych. W swoim kraju jest gwiazdą kochaną przez zaślepionych jego urokiem fanów, czego efektem jest ogromna sprzedaż jego płyt. Wydanie solowego albumu w języku uniwersalnym także było świadomym posunięciem marketingowym. Głównym "docelem" była Europa i rynek brytyjski, gdzie sprzedawana jest wersja płyty z dodatkowymi utworami. Odnośnie samej płyty muszę stwierdzić, iż na początku miałem nie lada problem by coś o niej powiedzieć. Doszukiwałem się czegokolwiek, co pozwoliłoby mi zakwalifikować ją do rodziny progresywnych. Niestety nic nie znalazłem. Tym razem postąpię inaczej niż zwykle i oj! oj! nagnę skalę porównawczą. Skupmy się na zawartości.

    „Black & White”, to utwór utrzymany w klimacie pop rocka. Hicior! Jest krótki i może to dziwnie zabrzmi, ale najdłuższy na płycie. Chwytliwa melodia wolna od smaczków mogących w jakiś sposób zmęczyć ucho słuchacza. Instrumentaliści starają się, by ich nie zauważono. Przy openerze (i później) nie wychylają się za bardzo grając prosto, a wręcz: elementarnie. W tej sytuacji taka postawa jest w pełni zrozumiała.

    „It Was Meant To Be A Love Song” - kolejny utwór, którego charakterystyczne brzmienie schyłku XX wieku od razu przywołuje na myśl zespół Depeche Mode. Nie jest to osobisty krąg moich zainteresowań. Resztkami naciągniętemu obiektywizmu stwierdzam, iż jest to bardzo słaby utwór. Może i wpada w ucho? Może... Do czego piję? Przez cały utwór przewija się wciąż jeden, jedyny motyw. Basista gra monotonne szestnastki, przesuwając jeden palec na gryfie co dwa takty. Perkusja - z wiejskiej przytupajki. Pomyłka! Czy aby i oby artysta obrał dobry kierunek na solową płytę? W końcu głównym targetem są ludzie znający jego poprzednie dokonania. Cóż, mainstream kusi...
    „Berlin” - trzecia w kolejności kompozycja rozgoniła w końcu "czarne chmury" zbierające się powoli nad Avivem. Po nijakim poprzedniku usłyszałem przepiękną melodię idealnie nadająca się do filmu. Takie było moje pierwsze skojarzenie. Ballada z udziałem Stevena Wilsona (udzielającego się także w dwóch innych utworach) wzbogacona o świetnie wkomponowane symfoniczne brzmienie. Po chwili melancholii wracamy do Geffenowskiej rzeczywistości.

    „It's Allright”, to utwór pełen życia oraz pozytywnej energii. Z samej nazwy - optymizm
    w odbiorze w tej porze. Wstęp w stylu Bosa Nova, akustyczna gitara i dodatkowy wokal w tle. Fajne to-to. Aviv Geffen jest osobą bardzo rozpoznawaną na terenie swojego kraju za sprawą muzyki, którą wykonuje. Jest podziwiany m.in ze względu na swojskie teksty traktujące o wielu ważnych sprawach Izraela. Nie oszczędza krytyki działaczom politycznym a "Heroes" jest utworem, który najbardziej przypomina Aviva Geffena w czystej postaci. Udało mu się zawrzeć ogrom treści przez dwie minuty z kawałkiem. Super robota.


    So many heroes after they're die, After all they're plastic soliders melting in the fireline, they're calling them heroes after all.


    Utwór ”It Was Meant To Be A Love Song” również sprawia, że płyta robi się z czasem coraz ciekawsza. "Geffen Aviv" jest płytą złożona z autorskich kompozycji z wyjątkiem jednego – „It's Cloudy Now” ( Blackfield - Blackfield I ). Super utwór.

    W siódmym kawałku „October” – „siódme niebo", gdyż mamy piękną melodię, melancholijny klimat i symfoniczną otoczkę. Czyżby małe deja vu? Porównując go do utworu „Berlin” znalazłem kilka podobieństw. Nie wpływa to negatywnie na mój odbiór, bo oba posiadają swoisty klimat i słucha się je z ochotą. Płyta zawiera utwory odmienne pod względem dynamiki jak i stylu, dzięki czemu słuchacz ma zapewniony większy komfort odbioru. Monotonia game over!

    Nie inaczej jest z kolejnym „Now or Never”. Prosty utwór w odcieniu soft-rockowym kontrastuje z poprzednikiem. A propos kontrastów, design okładki - czarno-biała postać Aviva w palecie barw idealnie pasujących do zawartości albumu.

    „The One oraz Forest in My Heart” - dwa ostatnie utwory solowej płyty Izraelczyka. Wdzięczne orientalne intro rozpędza się powoli racząc harmonijnym rockowym odcieniem. Drugi utwór klawiszem przenosi nas w klimat przeuroczej ballady. Spokojna, stonowana i urokliwa kompozycja. Czy przypadkiem nie za spokojna na finisz? Koniec w końcu mógłby być lepszy.



    Reasumując. Przyszło mi oceniać płytę muzyka znanego mi z innej strony - Aviva wykonującego utwory przepełnione pesymizmem i Blackfieldowskim buntem. Przyznam szczerze, że takiego oblicza nie spodziewałem się. I przez to się szczerze szczerzę.

    Płytę oceniam pozytywnie 3,5/5.



    Mikołaj Grażul

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version