ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Barry Cleveland
Hologramatron
(2010, album studyjny)

1. Lake of Fire (4:22)
2. Money Speaks (4:40)
3. You'll Just Have to See It to Believe (5:22)
4. Stars of Sayulita (6:12)
5. Warning (4:20)
6. What Have They Done to the Rain (4:56)
7. Abandoned Mines (5:45)
8. Suicide Train (4:23)
9. Telstar (3:55)
10. Dateless Oblivion & Divine Repose (1:54)
Bonus Tracks
11. Abandoned Mines Forest Fang Remix (8:26)
12. You'll Just Have to See It to Believe Alternate Mix (5:48)
13. Lake of Fire Evan Schiller Remix (4:21)
- Barry Cleveland / electric & acoustic guitar, electric & acoustic 12-string guitar, Moog Guitar, GuitarViol, sampled percussion, sampled Mellotron, voice (8), bass (8)
- Robert Powell / pedal-steel guitar (1-5, 7, 9, 11-13), lap-steel guitar (4)
- Michael Manring / bass (1-9, 11-13)
- Celso Alberti / drums, percussion (1-4, 6-9, 11-13)
- Amy X Neuburg / vocals (1, 2, 6, 9, 10 & 13).

With:
- Harry Manx / vocals (4)
- Deborah Holland / vocals (4)
- Artist General / voice (5)
- Erdem Helvacioglu / acoustic-electric guitar, electronics (3 & 13)
- Rick Walker / chain-link drums, teapot (5), congas (4), dumbec (7)
- Gino Robair / dumbec, kendang (6)
Wyświetlony 4072 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Mikołaj Grażul środa, 16 czerwiec 2010 15:22 napisane przez Mikołaj Grażul

    Hologramatron - najnowszy, prawie godzinny album amerykańskiego gitarzysty Barrego Clevelanda. Na dobry początek złowrogie dźwięki i wokalny wrzątek. Dwa stylistycznie przeciwstawne motywy. Pierwszy, tajemniczo pulsując, przetacza się w surową, nieokiełznaną suitę. Z drugiej strony - tęgie riffy gitary dają wrażenie niezłego bałaganu. Warto zwrócić uwagę na mały szczegół - perkusista nieustannie używając blachy /typu swish/ świetnie upycha ten brzmieniowy śmietnik. Diaboliczny, intrygujący wokal Amy X Neuburg splata obie części w niezłą całość. Protest song; psychodeliczny podgląd zachodniej rzeczywistości pozbawionej moralnej przytrzymanki. Jawi się nam wszak wizja nieuchronnie nadchodzącej samozagłady oplecionej zdewaluowaną świętością. Rzeczywistość zatracana w niewierze i odduchowiona z wartości wyższych, zmaterializowana polityką i żądzą pieniądza. Tytułowe jezioro ognia w końcu świata pochłonie wszystko razem z fałszywymi prorokami i niepotrzebnymi już 'apostołami'. Nieogarnięte rapowane wersy niezwykle odważnego i dobitnego tekstu dopełnia spokojne nucenie w funkowej ramie. Gra sekcji rytmicznej jest z pozoru prosta i bezcharakterna. Pozory jednak mylą. Skupienie całej uwagi na groove powoduje, że utwór buja nastrojem i słuchaczem. Obiecujący początek.

    Jesus won't be turning the other cheek, he can't relate the poor and the week, pity the righteous who hunger and thirst, Salvation's now indexed to personal worth, Jesus has traded his populist homilies, for the blessings of a free maket economy.


    Rozbujanie narasta zwłaszcza w utworze 'Money speaks' z ciekawie ujętym wersem tekstu: Money speaks, everyone listens. Dalej w instrumentalnym 'You'll just have to see it to believe' powoli tonie moje zaciekawienie muzyką. 'Stars of Sayulita' balladowo nie unosi, a usypia i gwiezdną kołdrą okrywa przestrzeń zawieszonych od niechcenia dźwięków. 'Warning' sieje grozą tekstu, a nie piłującego dźwięku. Niestety po tym ostrzeżeniu dalej bez wzlotów. Zagadkowy 'What have they done to the Rain' przez chwilę wciąga solówką gitary i przymula słodkim wokalem z jednostajnie w tle podbijaną na cztery perkusją. Porzucone kopalnie rozbrzmiewają smutkiem w pustych sztolniach dźwięków rozrzuconym echem gitary Roberta Powella i samplowanej perkusji, która mnie jako bębniarza zdecydowanie nie zadowala. Pociąg samobójstw leniwym wokalem złowieszczego konduktora na osłabionej trakcji /bez atrakcji/ pędzi przez krainę nudy. Co prawda wybrzmiewa na płycie cała paleta stylów muzycznych od rocka, jazzu, funky, fusion po skoczne disco. O ile jestem w stanie zrozumieć umieszczenie utworu 'What they have to the rain' protestującego przeciw polityce atomowej, to obecność numeru 'Telstar' wydaje mi się tu trochę dziwna. Co prawda, słychać tu Amy X Neuburg, która znów pokazuje swoje niewiarygodne umiejętności wokalne. Jest to jednak zapychanie płyty i brak mi tu ładunku. Podobnież moje odczucia mają się do bonusowych utworów. Po co? Dlaczego? Czy nie lepiej było wydać album w jego pierwotnej formie? Może jestem wścibski i kąśliwy? Zapanowała nuda. Słysząc ponownie niewiele różniące się wersje tych samych utworów (np. Lake of Fire) moje zauroczenie początkiem płyty ziewnie zwiewa i matowieje. Po kilkakrotnym przesłuchaniu albumu, nie znalazłem punktu zaczepienia do odsłuchań ponowienia. Pisząc wcześniej o płycie Percy Howarda Meridiem: A Pleasant Fiction byłem lekko zaskoczony ogólnym brzmieniem albumu. Inaczej jest teraz. Słuchając płyty, znajdowałem setki podobieństw. Może to kwestia amerykańskiego stylu? A może po prostu szare, przeciętne kompozycje nagrane w obu przypadkach przez świetnych muzyków. Dzięki temu zrozumiałem, iż od etykiety ważniejsze są priorytety. Wprawdzie inżynier dźwięku dopieścił ścieżki, ale zabrakło nowej, ciekawej nawierzchni. Płyta nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Być może wierny fan amerykańskiej sceny progowej znajdzie wśród 13 kompozycji więcej niż ja. Ja pozostanę przy swoich posmakach. Niefortunna trzynastka! Album monotonny i neutralny brzmieniowo. Teksty i wokal żeński ratują moją wycenę. 3/5
    Mikołaj Grażul

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version