ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Lou Reed & Metallica
Lulu
(2011, album studyjny)


CD1


"Brandenburg Gate" – 4:19

"The View" – 5:17

"Pumping Blood" – 7:24

"Mistress Dread" – 6:52

"Iced Honey" – 4:36

"Cheat on Me" – 11:26


CD2


"Frustration" – 8:33

"Little Dog" – 8:01

"Dragon" – 11:08

"Junior Dad" – 19:28


Zespół:

     Lou Reed – wokal, gitara, continuum

     James Hetfield – wokal, gitara rytmiczna

     Lars Ulrich – perkusja

     Kirk Hammett – gitara prowadząca

     Robert Trujillo – gitara basowa 


Inni muzycy:

       Sarth Calhoun - elektronika

       Jenny Scheinman - skrzypce

       Megan Gould - skrzypce

       Ron Lawrence - skrzypce

       Marika Hughes - wiolonczela

       Ulrich Maas - wiolonczela w "Little Dog" i "Frustration"

       Rob Wasserman - kontrabas elektryczny w "Junior Dad"   

       Jessica Troy - wiolonczela w "Junior Dad"

       


Wyświetlony 3825 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Bartosz Michalewski piątek, 28 październik 2011 18:25 napisane przez Bartosz Michalewski

    Zastanawiałem się dzisiaj, czy aby na pewno jestem odpowiednim człowiekiem do tej recenzji. Czy muzyczną adaptację książki może zrecenzować facet, dla którego tekst w muzyce w zasadzie nie istnieje? Nie, raczej nie - toteż mam nadzieję, że po mnie tym albumem zajmą się inni. Ja chciałbym napisać o nim z trochę innej perspektywy.

    Na pewno wszyscy znacie Cliva Staplesa Lewisa. Ten brytyjski pisarz zdobył wielka sławę dzięki swoim Opowieściom z Narnii - arcydziełu literatury młodzieżowej. Tenże sam Lewis miał jednak na swoim koncie nie tylko książki dla dzieci. Bezpośrednio po sadze narnijskiej powstała książka Till We Have Faces (Póki mamy twarze - Mit opowiedziany na nowo), skierowana do czytelnika nie tylko dorosłego, ale też posiadającego elementarną przynajmniej wiedzę z zakresu religioznawstwa i historii filozofii. Po co o tym piszę? Bo Lulu jest niemal dokładnie tym samym, czym było Till We Have Faces - adresowanym do dorosłych dziełem autora sztuki młodzieżowej.

    Kiedy będę miał dzieci chętnie przeczytam im opowiadania Lewisa o Narnii bo są ładne, urokliwe i wypełnione mądrym chrześcijańskim przesłaniem. Ale Póki mamy twarze im nie przeczytam, bo język będzie dla nich za trudy, treść zbyt mroczna, a jej wydźwięk kompletnie niezrozumiały. Otóż z Lulu jest identycznie. Fani zespołu Metallica to w większości albo dzieciarnia, która dopiero uczy się co w sztuce wartościowe, a co próżne, albo ludzie, którzy muzyką interesują się o tyle o ile - aby coś koło ucha brzęczało w samochodzie. No, są jeszcze tacy, którzy świadomie zdeklarowali się jako fani grania prostego, ciężkiego i przyjemnego. Dla nich jak na płycie napisano 'Metallica' to znaczy, że ma być ostro i do przodu. To zdecydowana mniejszość, ale są też tacy, nie będę ich pomijał. Rzecz w tym, że dla tego typu słuchacza kolaboracja Reeda z Metachą jest za trudna. I nie zrozumieją z tej muzyki zupełnie nic, nawet gdyby słuchali jej przez miesiąc na pętli. Dlatego trzeba im jasno powiedzieć - poniechajcie, to nie jest album dla was.

    To, co zaprezentowali Lou Reed i Metallica to muzyka ponura i brutalna. Stylistycznie jak najdalsza od tego, co Meta gra na co dzień. Brzmi to jak Velvet Underground XXI wieku. A więc jest to muzyka wyzwolona, poszukująca, głośna i hałaśliwa - ale w kompletnie inny sposób niż thrash metalowcy.

    Zanim zasiadłem do pisania tego tekstu buszowałem po Internecie w poszukiwaniu opinii. I czułem się, jakbym czytał komentarze ludzi, którzy omyłkowo zamiast na film z Van Dammem poszli do kina na komedie Emira Kusturicy. I teraz narzekają, że wybuchy były nie dość efektowne, a aktorki miały brzydkie cycki. Czyli zasadniczo, wszystko to, co zarzucają Lulu fani Metalliki to są dla takiego grania założenia programowe.

    A, bo nie dopracowane, nie dokończone, nie doszlifowane - a słyszał jeden z drugim Velvet Underground? Nie? No to wam powiem, że w tym dokładnie o to chodzi, żeby było nie dopracowane. I tak się jakoś składa, że od ponad czterdziestu lat każdy, kto wie, że poza muzyką popularną też jest życie to nie doszlifowanie, bardzo sobie ceni. Zresztą nie tylko u Reeda, ale u setek znakomitych twórców, którzy na nim się wzorują.

    A, bo grają jeden i ten sam motyw przez dziesięć minut, a Reed gada zamiast śpiewać - otóż chciałbym Wam, Moi Mili, uświadomić, że na świecie oprócz muzyki rozrywkowej istnieje też coś, co można nazwać awangardą, czy muzyka poważną - chociaż to drugie określenie ma w języku polskim niepotrzebnie duży kaliber. I o ile w muzyce rozrywkowej ma być fajnie, melodyjnie - jak jest metal to ma być ogień, jak jest rock, czy pop maja być emocje - o tyle w muzyce awangardowej to twórca, nie jego publika, decyduje co chce robić. Na Lulu muzycy tworzą ponury, psychotyczny nastrój przesycony - zarówno w warstwie testowej, jak i muzycznej - seksem, przemocą i smutkiem. Robią to w sposób na wskroś reedowki, stosując środki fanom heavy metalu zapewne nieznane, ale w świecie muzycznego podziemia zupełnie normalne. Jeśli komuś wydaje się, że to jest trudny album, polecam zespół Metal Machine Reeda. Proszę mi wierzyć - do zrozumienia zawartej na Lulu muzyki nie trzeba być fanem awangardy. Wystarczy tylko umieć i chcieć choć trochę wychylić nos poza maintsreamową muzykę popularną.

    Można dyskutować o tym czy album jest zły czy dobry - a moim zdaniem jest znakomity! - z ludźmi, którzy wiedzą o czym mówią. Natomiast z zabetonowanymi w jednym gatunku metalowcami dyskutować nie ma po co. Jeżeli ktoś mówi, że Lulu jest okropna, bo jest mało solówek, nie ma fajnych riffów i nic efektownego się nie dzieję, to radziłbym mu załatać choćby część luk w swojej muzycznej edukacji, a póki co zamilknąć. Żeby po prostu nie gadać pierdół i się nie ośmieszać.

    Wiem, że już gadam za długo, ale jeszcze jedno chciałbym dodać. Ten album to najlepsze co Metallica nagrała od 25 lat. To także dowód, że dobijający pięćdziesiątki panowie w końcu wydorośleli. Bardzo mi miło z tego powodu. Mam tylko nadzieję, że zalani falami szczylęcej krytyki nie zniechęcą się i ich najbliższy album będzie, podobnie jak Lulu prawdziwym dziełem sztuki, a nie - jak Death Magnetic - zbiorem piosenek dla dzieci.

    Świetny album - 4/5.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version