ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

RSC
RSC "fly rock"
(1984, album studyjny)

   1. "Jeśli czekasz" (P.Spychalski – Z.Działa) (4:28)
   2. "W ucieczce przed sobą" (A.Wiśniowski, P.Spychalski – Z.Działa) (3:03)
   3. "Aneks do snu" (A.Wiśniowski, P.Spychalski – Z.Działa) (4:57)
   4. "Pralnia mózgów" (A.Wiśniowski – Z.Działa) – 4:29)
   5. "Kradniesz mi moją duszę" (A.Wiśniowski – Z.Działa) (4:56)
   6. "Na długie pożegnania" (A.Wiśniowski, P.Spychalski – Z.Działa) (3:31)
   7. "Dzień na który czekam" (A.Wiśniowski, P.Spychalski) – 5:33)
   8. "Z kroniki wypadków" (A.Wiśniowski, P.Spychalski – Z.Działa) (4:36)

Czas całkowity: 35:40
- Andrzej Wiśniowski (gitara akustyczna, gitara elektryczna, lider, śpiew)
- Piotr Spychalski (fortepian, moog, Farfisa)
- Zbigniew Działa (śpiew solo)
- Wiesław Bawor (skrzypce, śpiew)
- Andrzej Szczypek (gitara basowa)
- Wiktor Kucaj (Farfisa)
- Michał Kochmański (perkusja)
Wyświetlony 8537 razy
Inne albumy wykonawcy: Parakletos »

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba wtorek, 18 listopad 2008 18:36 napisane przez Paweł Tryba

    Zgłębianie historii rodzimego rocka bywa ekscytujące. Jak wspaniale jest odkryć, że Polacy nagrywali utwory, które bez kompleksów można postawić obok dokonań zachodnich luminarzy. Oto jeden z przykładów. Bądźmy szczerzy - RSC jest zespołem nieco zapomnianym, nawet mimo niedawnej reaktywacji. Zespoły z nurtu Muzyki Młodej Generacji w ogóle jakoś zginęły w świadomości słuchaczy, no, może z wyjątkiem Kombi. Chyba rozumiem dlaczego. Grały muzykę dość skomplikowaną, siłą rzeczy zostały więc wyparte z rynku przez komercyjne potęgi w rodzaju Lady Pank, Perfectu czy Turbo. Młoda generacja jak widać łaknęła w większości muzyki prostszej, a karmienie jej art rockiem, przynajmniej moim zdaniem, mogło służyć odwróceniu uwagi od rodzącego się buntowniczego punku. Tylko co z tego, skoro ta muzyka świetnie broni się po latach?

    Fly rock jako gatunek się nie upowszechnił, bo... nigdy go nie było. Debiut RSC to nic innego jak nawiązanie do melodyjnego rocka w rodzaju Styx, Kansas czy E.L.O.. Tak głosi okaładka wydania winylowego i trzeba się z nią zgodzić. Cała bateria instrumentów klawiszowych, skrzypce (stąd etykietka  polskiego Kansas), kwartet smyczkowy  RSC dba o efektowne, bogate aranżacje. A i kompozycje są udane. Formuła, podobnie jak u tuzów zza Żelaznej Kurtyny, była wybitnie piosenkowa, choć zespół zostawiał sobie miejsce na solowe popisy. W większości mamy do czynienia z szybkimi tempami, czasem wręcz galopadami. Skrzypce Wiesława Bawora tylko podkreślają dynamikę  w większości utworów kontrapunktują żywiołową grę reszty zespołu. Gdyby płyta składała się tylko z szybkich piosenek, jak Jeśli czekasz czy Na długie pożegnania - wcale bym się nie obraził. RSC unika jednak monotonii dzięki bardziej nastrojowym fragmentom  klimatycznej, minorowej balladzie Aneks do snu i instrumentalnemu pejzażowi Dzień na który czekam. W kategoriach przeboju nalezy natomiast rozpatrywać Kradniesz mi moją duszę - zawadiackie wejście Mooga, melodia prosta i skoczna, w refrenie zaśpiew przeplatany pianinem - niby nic wielkiego, ale wpada w ucho. Nawet dziś. Koleżanka lubująca się w tzw. piosenkach radiowych (na początku XXI wieku niestety określenie to jest obelgą), usłyszawszy u mnie Kradniesz mi moją duszę od razu zapytała kto tak fajnie gra. Kto wie? Może sięgnie po ich płyty (a ja będę miał zasługę w niebie)? Wyróżnia się też Z kroniki wypadków, nie tylko dzięki dźwiękowi syreny pogotowia, ale też umiejętnemu budowaniu napięcia przez instrumentalistów, melancholijnej kodzie i nawiązaniu w warstwie lirycznej do opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza Ikar. W ogóle poetyka tekstów Zbigniewa Działy bardzo mi odpowiada. Tematy mocno wyświechtane, jak miłosne perypetie czy emocjonalne rozchwianie, potrafi on przedstawić w sposób nieco bardziej wyszukany niż brylujący wówczas tekściarze, jak Mogielnicki czy Olewicz.

    Całość składa się na płytę może nie wybitną, ale bardzo przyjemną w odbiorze. Takie granie jest dziś w zaniku, samo RSC zdążyło w międzyczasie przejść kilkakrotną stylistyczną transformację. RSC pozostaje najbardziej przystępnym spośród ich dzieł. Wartym poznania i powracania od czasu do czasu. W sam raz na początek przygody z zespołem, który zasłużył na więcej, niż osiągnął. 3,5/5.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version