ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Maqama
Maqamat
(2009, album studyjny)

Maqamat
Oceń ten artykuł
(20 głosów)
01. Exile - 3:46 
02. Ile sił - 5:08 
03. Czas nie leczy ran - 6:33
04. Uciekaj - 5:32 
05. Darfur - 4:19
06. Kartki na wietrze - 4:36 
07. Alaska - 4:57
08. Opium - 3:32 
09. Tears - 8:08

 Czas całkowity - 46:35

- Kamil Haidar - wokal
- Krzysztof Staluszka - gitara
- Tom Krzeminski - gitara basowa, dodatkowy wokal
- Piotr Podgórski - perkusja

Wyświetlony 4126 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: Gospel Of Judas »

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba wtorek, 02 marzec 2010 16:58 napisane przez Paweł Tryba

    Oto płyta, na której wszystko do siebie pasuje. Przynajmniej dla niżej podpisanego. Lubię granie transowe, mantryczne. Lubię, jak elektronika mądrze uzupełnia gitary. Lubię wplatanie do rocka orientalizmów. A nade wszystko - cenię muzykę, która opatrzona jest znaczącym coś tekstem. Wszystkie te składniki 'Maqamat' zawiera w proporcji idealnie wyważonej.

    Maqama powstała w 2008 roku i album ten jest jej oficjalnym debiutem, ale grupuje muzyków 'po przejściach', praktykujących wcześniej choćby w Neumie i Frog Off. Mistrzem ceremonii jest jednak Kamil Haidar - mający na koncie współpracę ze Sweet Noise i płytę 'Sumud' wydaną w 2004. roku pod szyldem Shahid. Maqama wydaje się stanowić rozwinięcie formuły Shahid - to nowoczesna krzyżówka metalowych riffów, elektroniki i elementów muzyki arabskiej - Haidar, wychowany na styku świata zachodniego i Islamu, mądrze połączył ich muzyczne zdobycze. Zaznaczmy od razu - nie chodzi wyłącznie o użycie instrumentów etnicznych (choć znalazło się miejsce na oud i lirę korbową). Za orientalny wydźwięk w równej mierze odpowiadają gitarowe zagrywki, przestrzenna - chwilami wręcz ambientalna - elektronika czy interpretacja wokalna. Efektem jest album, który chwyta za gardło od pierwszego przesłuchania, a każde kolejne odtworzenie ujawnia coś nowego. A przy tym - co szalenie ważne - 'Maqamat' przez cały czas trwania ma odpowiedniego rockowego kopa!
    'Maqamat' to monolit. Album jednorodny pod względem atmosfery, powstały według konkretnego zamysłu. Ale na ten monolit składa się dziewięć odmiennych klocków - piosenek, z których każda ma własną tożsamość. 'Exile' rozpoczyna się jakby zaśpiewem muezzina (kontrapunktowanym przez szepty podsłuchane chyba u Mariusza Dudy). 'Kartki na wietrze', spory już przebój (opatrzony z resztą pierwszorzędnym teledyskiem, odszukajcie go na Youtube!), porywają melodią. Świetnie sprawdzają się harmonie wokalne w refrenach 'Uciekaj' i 'Czas nie leczy ran'. No i mamy jeszcze markowych gości, którzy zostali zaproszeni w konkretnym celu, a nie tylko po to, żeby zespół 'odfajkował' współpracę z dużym nazwiskiem. W dusznym, gniotącym 'Darfurze' mroczniej niż kiedykolwiek wcześniej zaśpiewał Piotr Gutkowski (naraz ksywa Gutek wydaje się niestosowna dla kogoś, kto tak plastycznie potrafi odmalować głosem grozę ludobójstwa). Ewa Jabłońska, skrzypaczka Indukti, produkuje się w dwóch utworach. O ile 'Alaskę' tylko ubarwia krótką wstawką, o tyle w długim, finałowym 'Tears' to jej partie decydują o charakterze piosenki - zwodniczo spokojnym, odrealnionym.

    Generalnie 'Maqamat' powinien być płytą przyjemną do słuchania, tymczasem okazuje się... bolesny. Bo równie ważny jak muzyka Maqamy jest jej przekaz. Teksty Haidara dotyczą stosunków pomiędzy dwoma kręgami kulturowymi ('Kartki na wietrze', 'Darfur'), ale w większości można je interpretować szerzej. To niezgoda na zastany świat, na kłamstwa rządzących ( Nie będę bał się krat, mądrości kurew, proroków fałszywych...), ale i bierność rządzonych (Czas nie leczy ran! Zmysły tępi, tłumi strach.). To prawda o ludzkiej kondycji w tych czasach, ale podana bez punkowej buty i tromtadracji. Haidar wie, że za życie w zgodzie ze sobą trzeba płacić wysoką cenę (I nie wygra ze mną strach, że kiedyś tam zdechnę tak.). Tak zupełnie na marginesie - teksty Kamila mogą zrozumieć w pełni chyba tylko ludzie dojrzali, którzy doznali już w życiu rozczarowań, których ideały zderzyły się z szarą od brudu rzeczywistością. Ale te ideały nadal żyją - słychać je w emocjach targających wysokim, pozornie wycofanym śpiewem Haidara.

    Nie potrafię tej płyty obiektywnie ocenić. Muzycznie - to wspaniały moment rocka, niekoniecznie tylko polskiego. Tekstowo - to najczystszy brylant. Mam tylko nadzieję, że Maqama przetrwa dłużej niż efemeryczny Shahid.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version