ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Żmij
Ekstaza
(2010, album studyjny)


01. Podczas burzy (4:40)
02. Virgini intactae (1:54)
03. Ironia (4:38)
04. Evviva l'arte (4:18)
05. Ekstaza (3:45)
06. Lubię kiedy kobieta (3:09)
07. Konaj me serce (3:51)
08. To gra śmierć (3:00)
09. Na moczarach (3:03)
10. Hymn do nirwany (5:10)
11.Mów do mnie jeszcze (4:34)
12. Outro (0:34)

- Jakub Zielina  (vocal, guitar, bass, drums)
- Michał Zawadzki  (drums  (1)
- Kuba Sieńczyk  (bass (1)
- Piotr Zaborowski  (guitar (1-3)
- Małgorzata Kowalczyk  (flute (1.4)
- Dagna Ziółkowska  (vocal (6-7)
Wyświetlony 4138 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba środa, 02 luty 2011 23:31 napisane przez Paweł Tryba

    Szacunek do własnej kultury (w tym również poezji) to rzecz wbrew pozorom wcale u polskich rockmanów nie rzadka. Może to kwestia doświadczeń dziejowych, ale nasi w odróżnieniu od tych z Zachodu do spuścizny przodków odnoszą się z atencją. No dobra, nie mówię o różnych Behemothach i Azarathach, ci to w ogóle chcieliby anihilacji kultury w dzisiejszym kształcie. Ale na szczęście nie mają do tego odpowiednich narzędzi. A z drugiej strony, sami popatrzcie na całkiem świeże przykłady - Gajcy i Herbert brani na warsztat przez rodzimych twórców. Norwid w wykonaniu De Press. Naprawdę poruszająca wersja hymnu Boże, coś Polskę w wykonaniu Poise Rite - taka zupełnie na serio, bez żadnej zgrywy (która zresztą przy tym utworze byłaby niewybaczalna!). Edukację mamy w Polsce taką jaką mamy (czyli: do luftu), chwała więc naszym muzykom, że przynajmniej oni chcą swoich słuchaczy edukować. Wcale nie uważam takich działań za granie pod publiczkę czy próbę oswojenia środowisk ultrakonserwatywnych (bo Rydzyk, Nowak i jeden z drugim Giertych i tak w każdym akordzie elektrycznej gitary usłyszą diabła nie hańbiąc się czytaniem słów)! Znakomita liryka ma siłę, którą gitarowy hałas może tylko wzmocnić. W ten nurt wpisuje się także Jakub Żmij Zielina, do którego zaufanie mam duże - jego Bajki z ciemnego lasu były naprawdę ciekawym mariażem rocka i darkfolku. Żmij jednak nie uderza w ton narodowo-patriotyczny, biorąc na warsztat Kazimierza Przerwę-Tetmajera - na pewno najwybitniejszego poetę Młodej Polski i drugiego czołowego literackiego dekadenta tamtych czasów (Przybyszewskiego w tym względzie przebić się nie da!). Żmij skomponował te utwory na potrzeby przedstawienia Ekstaza poświęconego Tetmajerowi.

    Jak prezentuje się ten album na tle dotychczasowych dokonań Żmija? Zaskakująco eklektycznie! Owszem, zdarzają się piosenki mogące spokojnie znaleźć się na Bajkach z ciemnego lasu (Podczas burzy, wzbogacone samplami zaczerpniętymi z muzyki góralskiej, Konaj me serce, kiedy już wybrzmi orientalizujacy wstęp), ale są też nader liczne wycieczki w inne rejony. Virgini intactae to ni mniej ni więcej tylko bossa nova, Evviva l'arte dzięki użyciu Hammonda i lekko swingującemu rytmowi brzmi jak rozklekotane songi Toma Waitsa. Podobny klimat ma Na moczarach (hardrockowego finału nie licząc). W ogóle Żmij potrafi używać instrumentów klawiszowych. Kolejne przykłady to Ekstaza i Mów do mnie jeszcze. Żadnych podniosłych solówek, raczej delikatne, psychodeliczne tło. Ale już oparty na syntezatorowych brzmieniach Hymn do nirwany trochę psuje mi przyjemność odbioru. Nigdy nie przepadałem za Rhapsody Of Fire czy innym Nightwish. Lubię, kiedy kobieta czaruje fletem wyjętym z produkcji fusion z lat 70tych (kierunek - stare soundtracki Lalo Schiffrina). Nie do końca przekonuje mnie ewidentnie triphopowe To gra śmierć z wokalnym udziałem Dagny Ziółkowskiej.

    Jak ma się muzyka do słów wielkiego poety? Najczęściej jest całkiem trafioną oprawą. Kiedy trzeba, robi się patetycznie, by uwypuklić majestat gór (Podczas burzy), kiedy trzeba - zmysłowo (Lubię, kiedy kobieta). A przez większość czasu artystowski spleen Tetmajera zostaje wepchnięty w ramy swojskiego rocka w starym stylu. Nie za ostrego, z bluesowym posmakiem - w sam raz, by trochę odrzeć Tetmajera z chmurnej powagi i przybliżyć ludziom, którzy lubią wspomnianego Waitsa czy piosenki taty Kazika.

    A wiecie co w tym wszystkim najlepsze? Mimo stylistycznych zakrętów to jest całkiem spójna płyta! Nie tylko dzięki stylowi tekściarza, ale także wokalowi Żmija. Poza tym - Ekstazę wypełniają po prostu udane piosenki. Jakub Zielina znowu się popisał. I znowu udostępnił album do darmowego ściągnięcia. Mam się cieszyć czy wkurzać na rodzimych wydawców? Tak czy inaczej - zasłużona czwórka.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2022 - ProgRock.org.pl
15 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version