ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Maschine
Naturalis
(2016, album studyjny)

Naturalis
Oceń album
(4 głosów)

01. Resistance - 11:52
02. Night And Day - 5:08
03. Make Believe - 7:10
04. Hidden In Plain Sight - 7:01
05. A New Reality - 8:45
06. Megacyma - 11:46
07. Eyes Pt.2 (Live in Veruno) - 8:55
08. Rubidium (Live in Veruno) - 8:47


Czas całkowity - 1:09:24



- Luke Machine - wokal, gitara
- Elliot Fuller - gitara
- Marie-Eve de Gaultie - instrumenty klawiszowe, wokal
- Daniel Mash - gitara basowa, wokal
- James Stewart - perkusja



Media

Inne albumy wykonawcy: « Rubidium

1 recenzja

  • Link do recenzji Gabriel Koleński niedziela, 03 wrzesień 2017 15:46 napisane przez Gabriel Koleński

    Tak się już niestety czasem zdarza, że w natłoku pracy i różnych wydarzeń, jakaś płyta zagubi nam się w odmętach redakcyjnej skrzynki. Pół biedy, jeśli jest to słaba pyta nieznanych muzyków. Jednak szkoda, jeśli jest to bardzo dobry album, może nie najbardziej znanych, ale za to bardzo zdolnych muzyków.
    W zeszłym roku ukazała się druga płyta zespołu Maschine. Jest to poboczny projekt Luke’a Machina, obecnego gitarzysty The Tangent, którego wspiera między innymi śpiewająca i grająca na klawiszach Marie-Eve de Gaultier, również będąca w składzie aktualnego wcielenia zespołu Andy’ego Tillisona. Jak łatwo się domyślić, premiera nowej płyty The Tangent przypomniała nam o tym, że ten Machin przecież ma jakiś tam swój zespół i oni chyba nawet fajnie grają. Ciężko temu zaprzeczyć.
    Zawartość „Naturalis” to, ogólnie rzecz biorąc, szeroko pojęty rock progresywny, nieco zbliżony do twórczości The Tangent, co raczej nikogo nie powinno dziwić, ale muzyka ta ma w sobie wystarczający pierwiastek oryginalności, by nie można było mówić o kopiowaniu. Dźwięki tworzone przez Maschine są również bardziej nowoczesne niż klasycznie prog rockowa propozycja The Tangent. Jest również mniej skandynawskich skojarzeń, choć i one przewijają się na najnowszym albumie grupy Luke’a Machina, głównie w spokojnych zwrotkach. Niektóre partie w „Resistance”, „Night And Day”, czy „A New Reality” przywołują ten spokojny klimat starszych dokonań The Flower Kings czy Kaipy, choć Maschine nie pochodzi ze Skandynawii. Jednak te fragmenty nie powinny nikogo zmylić. „Naturalis” to zdecydowanie coś więcej niż tylko naśladowanie starszych stażem kolegów po fachu. Brzmienie stacjonującego w Wielkiej Brytanii zespołu przede wszystkim cechuje duży eklektyzm i różnorodność wykorzystywanych form aranżacyjnych i środków ekspresji. Muzycy nie boją się sięgać po ultra nowoczesne, syntetyczne klawisze, które otwierają pierwszy na płycie „Resistance” oraz ostatni „Megacyma”, czy ciężkie, odhumanizowane riffy, kojarzące się z muzyką industrialną, które słychać w obu wymienionych powyżej utworach. Zresztą, zamykająca płytę kompozycja „Megacyma” to generalnie ostra, prog metalowa jazda bez trzymanki, a zawartych w niej ciętych riffów prawdopodobnie nie powstydziłby się chociażby Mastodon. Podobnie jak świdrujących piruetów gitarowej melodii, która stanowi motyw przewodni „A New Reality”. Jeśli komuś wydaje się, że Luke Machin zaproponował jednoznacznie prog metalową płytę, to od razu odpowiadam, że nie, ale przyznaję, że miłośnicy ciężkich gitarowych brzmień znajdą tu trochę mięsa dla siebie. Podobnie jak fani jazzowo-funkowych podkładów rytmicznych, które tworzą tło dla wspaniałej, szybkiej partii w „Hidden In Plain Sight”, czy sympatycy nowoczesnych brzmień spod znaku drum’n’bass, ponieważ utrzymana w tej stylistyce rytmika jest podstawą długiej, złożonej i wysmakowanej solówki gitarowej, którą słychać pod koniec „A New Reality”. Generalnie, to co Machin wyprawia na gitarze przyprawia o zawrót głowy, ale to nie powinno dziwić biorąc pod uwagę jego życiorys i karierę muzyczną (zachęcam do zapoznania się, myślę, że będziecie równie zaskoczeni jak ja). Kończąc wątek skojarzeń i zapożyczeń, nie mogę nie wspomnieć o utworze „Make Believe”, który ze swoimi damsko-męskimi wokalami, chórami i symfonicznym rozmachem, być może lepiej sprawdziłby się na „Distant satellites” Anathemy niż niektóre kompozycje, które faktycznie się tam znalazły. Damsko-męska współpraca wokalna, o której przed chwilą wspomniałem, to zresztą temat na osobny pean, ze względu na tworzenie pięknego klimatu i emocjonalność, którą wnosi przede wszystkim głos Marie-Eve de Gaultier. Ostatnie na co chciałbym zwrócić uwagę to praca sekcji rytmicznej, ze szczególnym wskazaniem na perkusistę James’a Stewarta i wszystkie zakrętasy rytmiczne, które słychać zarówno w spokojniejszych, jak i szybszych partiach.
    Po ogromnej porcji ochów i achów, które zaserwowałem w tej recenzji, pewnie zastanawiacie się gdzie jest haczyk. Właściwie to go nie ma. „Naturalis” nie ma jednej, szczególnej wady, która mogłaby ten album zdyskwalifikować, ale są pewnie ogólne cechy, do których można się przyczepić. Łączny czas trwania tego materiału to 69 minut i 24 sekundy, co jak na dzisiejsze standardy, przede wszystkim ludzkiej koncentracji, stanowi bardzo dużo i może pokonać niejednego, nawet bardzo wytrwałego słuchacza, mimo że muzyka zawarta na tym krążku jest ciekawa i przez większość czasu trzyma w napięciu, to jednak jest wymagająca i intensywna. A co za dużo to i wiadomo kto nie chce. Wcześniej napisałem, że Maschine ma w sobie dużą dozę oryginalności i nadal tą opinię podtrzymuję, głównie ze względu na eklektyzm i stosowanie bardzo różnych środków i brzmień, które muzycy łączą ze sobą ze sporą fantazją i finezją. Nie zmienia to jednak faktu, że te środki i brzmienia zostały już kiedyś wymyślone, a zespół Luke’a Machina „tylko i aż” zapożyczył je i zgrabnie wykorzystał. Osobiście kompletnie mi to nie przeszkadza, bo obecnie ciężko jest cokolwiek nowego wymyślić, ale obiektywnie to może być odczytane jako wada.
    Na zakończenie powiem tylko, że warto czasem przekopać redakcyjną skrzynkę, zwłaszcza jeśli można w niej znaleźć tak miłe niespodzianki jak „Naturalis”. Widać, że muzycy z obozu The Tangent są w dobrej formie kompozytorskiej, co potwierdza nie tylko ten album, ale i nowe dokonanie macierzystej formacji Machina. Jeśli macie ochotę na muzykę zakorzenioną w rocku progresywnym, ale chętnie i odważnie sięgającą po bardziej nowoczesne środki wyrazu, nie straszny wam długi czas trwania albumu i wiążące się z tym pokaźne pasaże, solówki i mnogość przejść i zróżnicowanych partii oraz jesteście miłośnikami uroczych partii wokalnych rozpisanych na głosy damski i męski, to zdecydowanie polecam wam tą płytę.
    Gabriel „Gonzo” Koleński

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2019 - ProgRock.org.pl
12 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version