ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Leprous
Pitfalls
(2019, album studyjny)

01. Below - 5:52

02. I Lose Hope - 4:44

03. Observe The Train - 5:08

04. By My Throne - 5:45

05. Alleviate - 3:42

06. At The Bottom - 7:21

07. Distant Bells - 7:23

08. Foreigner - 3:52

09. The Sky Is Red - 11:21

 

Skład zespołu:

- Einar Solberg - wokal, instrumenty klawiszowe

- Simen Daniel Børven - gitara basowa

- Baard Kolstad - perkusja

- Robin Ognedal - gitara

- Tor Oddmund Suhrke - gitara

 

Gościnnie:

- Chris Baum - wiolonczela

Wyświetlony 645 razy
Inne albumy wykonawcy: « Malina

1 komentarz

  • Link do komentarza Bartek Musielak niedziela, 27 październik 2019 19:19 napisane przez Bartek Musielak

    Mam problem z tym nowym albumem Leprous. Stoję w rozdarciu pomiędzy uwielbieniem, a znienawidzeniem i - co może najgorsze w tym wszystkim - wcale nie znaczy to, że stoję w miejscu zwanym "obojętnością". Bo oto z jednej strony Einar i spółka prezentują najdojrzalszy muzycznie materiał na jaki mogli sobie pozwolić, a z drugiej brakuje w nim tego młodzieńczego szaleństwa.

    "Pitfalls" od początku zapowiadane było jak coś nowego w dyskografii norweskiej kapeli. Dlatego też do albumu podszedłem z dość sporym dystansem i ostrożnością. Po pierwszym przesłuchaniu, które przyznaję było dosyć nieuważne, stwierdziłem, że panowie przegięli pałę jeśli chodzi o to "coś nowego". Po drugim, już w większym skupieniu, zasiało się we mnie (ot tak, samo z siebie) jakieś ziarno niepewności. Bo gdzież podział się ten zapatrzony w norweski metal, ultra-progresywny Leprous? Gdzie te połamane riffy, dźwiękowe bombardowania, ostrzał z bębnów? Gdzie to się wszystko podziało? Co to za przesada z tymi smyczkami, elektroniką, jakąś jazzującą perkusją? PANOWIE! O CO CHODZI? I dlaczego, do cholery, aż tak mi się to nowe oblicze podoba?!

    Po poprzednim akapicie możecie już się domyślić z jakimi skrajnymi emocjami wiąże się przesłuchanie "Pitfalls" dla zagorzałego fana dotychczasowej twórczości Leprous. Album jest zdecydowanie inny i odstaje od poprzedników na kilka, jak nie kilkanaście gatunkowych skoków. Metalu nie ma tu ani trochę, a całości zdecydowanie bliżej momentami do popu, albo - żeby nie odstraszyć w tym momencie wszystkich zgorzkniałych metalowco-rock-and-rollowców - do alternatywnego rocka. Gdybym miał posłuchać bez świadomości, że to Leprous (wiem wiem, musiałbym nie znać głosu Einara) to mógłbym śmiało powiedzieć, że to Muse zaczęło grać trochę bardziej progresywnie niż dotychczas.

    Na krążku mamy całą masę znakomitych utworów. Krążek rozpoczyna singlowe "Below", do którego już pewnie większość fanów zdążyła się przyzwyczaić, bo był to jeden z singli promujących album (ciekawostka: teledysk powstał we Wrocławiu!). Już ten utwór zasługuje spokojnie na piątkę z plusem w skali szkolnej. A potem jeszcze kilka perełek, ale na pierwszy plan wysuwa się (znów singiel) "Alleviate" z po prostu genialnym refrenem. Jak to jest zagrane i zaśpiewane to ja nie wiem, ale po tych kilku przesłuchaniam nadal mnie porywa i wywołuje ciarki. Fajnie wypada też "By My Throne" z bujającym basem i niemal taneczną rytmiką - tu przyrównanie do Muse przyszło mi do głowy niemal od razu. Zaskakujące na plus jest też "At The Bottom", w którym jeden z niewielu razy na całym albumie możemy sobie przypomnieć o tym, jaką muzykę grał Leprous na ostatnim, przedostatnim i jeszcze wcześniejszych wydawnictwach. Świetny jest w tym numerze bridge przed finałem, który buduje niesamowity klimat i tutaj w rzeczywistości symfoniczne dźwięki wiolonczeli i skrzypiec się znakomicie sprawdzają. Podobnie jest z finałem "The Sky Is Red", ale...

    No właśnie, przechodzimy do "ale". Symfonicznych dźwięków jak dla mnie na tym albumie jest zdecydowanie za dużo. Domyślam się, że po pewnych eksperymentach, bardzo udanych zresztą, które miały miejsce na "Malinie" i w późniejszej trasie promującej album, Einar rozkochał się w dźwiękach smyczków, ale trochę z ich wykorzystaniem na "Pitfalls" przesadził. Dla przykładu w "By My Throne" są momentami aż zbyt natrętne i odwracają uwagę (a w zasadzie miały chyba stanowić tło) od zasadniczej części utworu. Dłuższy oddech od smyczków dostajemy dopiero w przeostatnim (!) "Foreigner". Druga rzecz, która mnie trochę w tym albumie razi to znaczne wyjście na pierwszy plan samego Einara. Tak, wiem, że to główna postać w całym zespole i jego lider. Tak, wiem też, że jest wokalistą wybitnym, ze znakomitym, charakterystycznym głosem i znakomitymi umiejętnościami jego wykorzystania. Tak, wiem także, że dotychczas Einara w utworach Leprous też było bardzo dużo. Ale wcześniej tej muzyki było więcej i wokal nie wychodził aż tak bardzo na przód. Natomist na "Pitfalls" muzycznie jest dosyć... oszczędnie. Wspomniany, przebojowy i gitarowy "Foreigner" jest chyba jedyną tak wyraźną odskocznią. Poza tym utwory są raczej mroczne i spokojniejsze.

    Ale to wyjaśnić może geneza powstania albumu. "Pitfalls" miało być ucieczką Einara od problemów związanych z depresją, czego sam nie ukrywał w wywiadach. Dlatego też może jest on wokalnie tak bardzo "na przedzie". Mam nadzieję, że już z chorobą sobie poradził, poukładał w głowie co musiał, a dzięki temu albumowi wyszedł na prostą. To, że krążek jest pisany w mrocznym dla muzyka okresie - słychać. Przez to też uważam, że znaczną różnicę w stosunku do poprzednich wydawnictw można, a nawet trzeba temu albumowi wybaczyć. Każdy fan tak postąpi, a jeśli nie, to niech się... no wiecie. To wciąż ten sam Leprous, ale trochę smutniejszy, nostalgiczny i bardziej kontemplacyjny. Widocznie tego potrzebowali. Myślę, że jeszcze długo przyjdzie mi się z "Pitfalls" oswajać, a może nigdy się to do końca nie uda. Pewnie część fanów on do siebie zniechęci, drugą część za to jeszcze bardziej rozkocha. Grupa wydała najbardziej kontrowersyjny album w swojej historii - ale też wyjątkowy pod kątem okresu w jakim powstał. Oby "Pitfalls" okazało się rzeczywistym catharsis dla Einara, a kolejny album być może okaże się znów szalonym i rozbujanym, w tym bardziej metalowym stylu, jak poprzednie. Czego sobie, jako osobie o bardziej metalowym serduchu, życzę. I żeby nie było - wobec Leprous pozostaję wciąż wiernym. A teraz zapuszczam ponownie w słuchawkach "Pitfalls" i staję we wspomnianym na początku rozdarciu.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version