ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Leprous
Malina
(2017, album studyjny)

Malina
Oceń album
(6 głosów)

01. Bonneville - 5:28
02. Stuck - 6:48
03. From The Flame - 3:51
04. Captive - 3:43
05. Illuminate - 4:21
06. Leashes - 4:09
07. Mirage - 6:48
08. Malina - 6:15
09. Coma - 3:55
10. The Weight Of Disaster - 6:00
11. The Last Milestone - 8:05


Czas całkowity - 58:56buttonKupPlyte



- Einar Solberg - wokal, instrumenty klawiszowe
- Tor Oddmund Suhrke - gitara
- Robin Ognedal - gitara
- Simen Børven - gitara basowa
- Baard Kolstad - perkusja



Media

2 recenzje

  • Link do recenzji Łukasz 'Geralt' Jakubiak czwartek, 12 październik 2017 22:39 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    Sama słodycz

    Szósty album Leprous o swojsko brzmiącym tytule, "Malina" (podobnież zasłyszanym na gruzińskim targu), znacząco poszerza ich horyzonty. Być może jest to zasługa dwóch nowych członków – Robina Ognedala (gitara) oraz Simena Børvena (bas) – którzy nieco przemodelowali muzyczną osobowość grupy. Zmieniło się również ich podejście do produkcji.Album jest doskonale zrealizowany, mniej w nim cyfrowej obróbki, a więcej naturalnej przestrzeni (nawet bębny Baarda Kolstada, jak na Pearle, brzmią wyjątkowo żywo i dynamicznie). Jednak to, co najbardziej wyróżnia Malinę od swojego poprzednika – "The Congregation" z 2015 roku – to poświęcenie większej uwagi eklektycznym formom.

    I słychać to niemal w każdej kompozycji. Z jednej strony muzycy wstrzeliwują się w jazz/soulowe wariacje ("From the Flame", "Leashes", "The Weight of Disaster"), gdzie doskonale wybrzmiewa wokal Einara Solberga, z drugiej zaś nie boją się musnąć swoich kompozycji odważniejszą elektroniką ("Bonneville", "Illuminate", czy znakomity "Mirage"). Oczywiście w tym wszystkim nie brakuje odjechanych rockowych kolaży, z których słynie grupa ("Stuck", "Captive", "Coma"). Warto dodać, że niektóre utwory zostały uzupełnione smyczkowymi motywami w wykonaniu Raphaela Weinrotha-Browne’a, które najbardziej okazale prezentują się w kontemplacyjnym 'The Last Milestone". Siedmiominutowa kompozycja jest ukłonem w stronę muzyki filmowej, gdzie na pierwszy plan wyłaniają się partie wiolonczeli oraz ekspresywny wokal Solberga.

    "Malina" to album barwny melodycznie, który rezygnuje nieco z technicznego zacięcia grupy – więcej tu emocjonalnych tonów oraz kolaży, odnoszących się do różnych konwencji, które rzecz jasna zostały potraktowane z odpowiednia erudycją. Takie rozwiązanie wyraźnie wpłynęło na przystępność materiału, ale nie znaczy to wcale, że pozbawia go walorów artystycznych. Wszelkie inspiracje zostały dostosowane do osobowości Leprous, są bardzo przemyślane, a płyta do końca utrzymuje spójny rytm. W konsekwencji nowe dzieło Norwegów okazuje się wydawnictwem znacznie dojrzalszym od poprzednika, nastawionym nie tyle na poszukiwanie brzmienia, co eksperymentowanie z estetyką wyżej wspomnianych płaszczyzn. A słucha się tego doskonale, nie tylko w ujęciu stricte muzycznym, ale też emocjonalnym. Stawianie jednostki w sytuacji bez wyjścia od zawsze było w kręgu zainteresowań Einara Solberga oraz Tora Oddmunda Suhrke i w tej materii nic się nie zmieniło. Teksty dalej oscylują wokół tematyki egzystencjalizmu, choć tym razem uderzają w bardziej przyziemne problemy, takie jak: przezwyciężanie traum czy przemijanie. Niby banały, choć ukazane w bardzo poetycznej formie.

    Leprous wydał album kontrowersyjny, zahaczający o postgatunkowe struktury. I bardzo dobrze, bowiem muzykę progresywną powinna cechować przede wszystkim nieszablonowość. Tak też jest w przypadku nowego dzieła Trędowatych, które pomimo melodyjnej otoczki wymaga od słuchacza otwartego podejścia. Wystarczy tylko odrobinę bardziej się "wgryźć", by wydobyć z "Maliny" satysfakcjonującą słodycz.

    4.5/5

  • Link do recenzji Bartek Musielak poniedziałek, 18 wrzesień 2017 21:34 napisane przez Bartek Musielak

    Mam jakiś problem z tą płytą i nie do końca wiem w czym on tkwi. To dziwaczne uczucie, bo wychodzi na to, że sam siebie nie rozumiem. Ale w gruncie rzeczy tak właśnie jest. Problem mój polega na tym, że nie mogę się przekonać do "Maliny", a słucham jej ostatnio bardzo często. Paradoks? Pewnie, ale w przypadku Leprous o paradoksy wcale nie jest trudno.

    Długo zajęło mi zabranie się za napisanie tej recenzji. Spowodowane jest to tym, że właściwie nie bardzo wiedziałem co i jak chciałbym w niej zawrzeć. Niby przewidywałem kierunek w jakim podąży Leprous na nowym krążku, niby wszystko co na nowym albumie usłyszymy jest takie przewidywalne, ale wciąż zaskoczenie jest dość spore - niestety nie zawsze pozytywne. Brak pewnej swobody i lekkości w podejściu do muzyki, swoistego dystansu i humoru z "Bilateral" wytykałem Norwegom już przy okazji "Coal", choć później zmiażdżyli mnie albumem "The Congregation". Po prostu moje oczekiwania były strasznie zawyżone przez pryzmat genialnego "Bilateral". Tym razem wymagań nie miałem wcale, a to dlatego, że w moim odczuciu poprzedni album podniósł poprzeczkę tak wysoko, że nie spodziewałem się by grupa miała ją przeskoczyć. Nie przeskoczyła, ale z drugiej strony mam wrażenie, że Einar i spółka przeszli sobie pod tą poprzeczką z bezczelnym uśmiechem na twarzy i nic sobie z niej nie robiąc, ot poszli dalej.

    Jaka jest "Malina"? Na pewno nie słodka jak te popularne owoce (swojsko brzmiący tytuł płyty w istocie oznacza... malinę. Pomysłodawcą tytułu jest Einar, który poznał ów wyraz podczas podróży po Gruzji, gdzie na targowisku usłyszał sprzedawczynie malin krzyczące "Malina! Malina!"). Leprous wypracował sobie na przestrzeni kilku krążków wybitnie charakterystyczny styl, który ciężko pomylić z innymi zespołami. Obejmuje on zdecydowanie wybijający się na pierwszy plan wokal Solberga, połamaną rytmikę i cięte, synkopowane riffy oraz dość przytłaczający klimat. W sumie to tylko tego ostatniego brakuje "Malinie" tak w stu procentach, są za to tzw. momenty. Jednym z nich jest galopująca końcówka "Mirage", albo riff przewodni w "Captive". Przywołują one na myśl starsze albumy Leprous, z wspominanym już "The Congregation" na czele. W tych momentach mamy metalową moc, która napędzała dotychczas Norwegów, tak na płytach jak i (przede wszystkim) na koncertach. Ale momentów tych na "Malinie" jest trochę za mało, a cały album z każdym kolejnym utworem jakby spuszcza z tonu, zamiast trzymać w napięciu jak to robiły poprzednie wydawnictwa.

    Właściwie momentem zwrotnym, ale raczej hamującym całą maszynerię Leprous, jest wspomniany "Mirage", po którym otrzymujemy jeszcze dwie ballady - tytułowy "Malina" oraz finałowy "The Last Milestone". Ponadto ciekawie zaczynający się "The Weight Of Disaster" szybko siada, potem trochę nuży, a na finał niby się rozpędza, ale... na kimś dobrze osłuchanym z twórczością Leprous na pewno nie robi wrażenia. Jest jeszcze "Coma", utwór który zaskakuje rytmicznymi połamańcami, choć w gruncie rzeczy nie do końca pasuje do całej reszty. Natomiast "Malinę" zdecydowanie wyróżnia pierwsza część albumu. Singlowe "From The Flame" oraz (rozszerzone w stosunku do wersji premierowej) "Stuck" z pewnością każdego fana Leprous zadowolą. Nie mniejsze wrażenie robią otwierający krążek "Bonneville", które starannie wprowadza w klimat albumu, czy wspomniane już wcześniej i napędzane znakomitym motywem "Captive". Również balladowe "Leashes" przywołuje gdzieś w tyle głowy świetny "The Congregation" i podparte przez następujący po nim "Mirage" znakomicie się sprawdza.

    Jak ocenić "Malinę" by było sprawiedliwie? Nie wiem czy się da, bo napisać, że to słaby album byłoby bardzo wyraźnym przekłamaniem. Ale podskakiwać pod sufit w zachwytach też nie wypada. Leprous zaserwował album solidny, chwilami bardzo dobry, choć nierówny i z upływem czasu spuszczającym z tonu. Tak jak pierwsza część potrafi zachwycić, tak druga trochę nuży. Być może zmieniłaby obraz rzeczy jakaś inna kolejność utworów na płycie, ale to akurat też element tworzenia albumu i kompetencja artysty. "Malina" brzmi znakomicie, tego nie można jej odmówić (została nagrana niemalże bez użycia komputerów!), ale porywa tylko chwilowo. Brak jej momentów i mocnych ciosów, jak choćby finał "Rewind" z poprzedniego wydawnictwa. Ale nie brak jej pewnego uroku, który z pewnością wiele osób złapie w sidła.

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2019 - ProgRock.org.pl
12 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version