ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Frontal Cortex
Passage
(2018, album studyjny)

01. Intro - 1:04
02. Graceless - 4:43
03. Beginning Of The End - 4:05
04. Disappointed - 5:11
05. Hangman - 5:01
06. Breakthrough - 5:04
07. Blurred Line - 5:26
08. Before The Storm - 4:41
09. Breath - 3:56
10. Passage - 6:13


Czas całkowity - 45:24



- Grzegorz Gołaszewski - wokal, gitara basowa
- Łukasz Gołaszewski - gitara
- Rafał Piegat - gitara
- Bartosz Kukuć - perkusja



1 recenzja

  • Link do recenzji Bartek Musielak poniedziałek, 03 grudzień 2018 20:12 napisane przez Bartek Musielak

    Nie mam żadnych wątpliwości, że twórczość pewnego amerykańskiego zespołu, którego czteroliterowa nazwa rozpoczyna się literą "T" (i nie jest to Toto), a który od wielu lat nie wydał żadnego albumu, co jest zresztą powodem do całkiem zabawnych śmieszków w Internecie, była inspiracją dla całej masy zespołów mniej lub bardziej znanych. Wśród nich są takie formacje jak Prisma albo Rishloo czy w nieco mniej oczywisty sposób Soen, Karnivool albo Coheed & Cambria. Do takich zespołów można też zaliczyć polski Frontal Cortex, choć też w ten mniej oczywisty sposób.

    Sporym niedomówieniem bowiem było by powiedzieć, że muzyka tej wywodzącej się z Olsztyna formacji to kalka Tool. Na ich debiutanckim albumie "Passage" słychać bowiem o wiele więcej inspiracji, które rozpościerają swój zakres od wspomnianego amerykańskiego giganta, przez Porcupine Tree i generalnie całą twórczość spod rąk bosonogiego Stevena, aż po prog metalowe wydawnictwa Katatonii (te z ostatnich lat) czy matematyczne połamańce spod szyldu Meshuggah. Z całego tego worka inspiracji wyskoczył album ciekawy, wciągający i pokazujący spore możliwości oraz potencjał jaki drzemie we Frontal Cortex.

    Na początek jeszcze kilka słów o samym zespole, który jak już wspomniałem wywodzi się z Olsztyna. Grupę tworzą Bartosz Kukuć - perkusja, Grzegorz Gołaszewski - bas i wokal, Łukasz Gołaszewski oraz Rafał Piegat z gitarami w rękach. Jak sami o sobie piszą "Frontal Cortex to polski zespół wykonujący muzykę bardzo osobistą, nasiąkniętą głębokimi uczuciami i emocjami oraz zróżnicowanym klimatem". Przyznaję, że są to raczej słowa, które nie wywołują we mnie ekscytacji, bo tak o sobie pisze 75% polskich grup, a niemal 100% polskich grup progresywnych. Naczytałem się tego już setki razy, ale widać taka moda... Co czytamy dalej? "W twórczości grupy, słychać wspólny język, którym otwarcie komunikują się ze słuchaczami. Poprzez dźwięki sugerują podróż w progresywno rockowe krajobrazy malowane emocjonalnym pędzlem. W nich szorstkie płótno spaja ciepłe barwy oraz łagodne kształty, które zmieniają się i czasem potrafią ciąć jak ostrze. Słowa obnażają wrażliwość i chęć poznawania świata takim, jaki jest." Ufff... sporo tego. I ponownie wygląda na oklepane już frazesy, ale tutaj już jestem w stanie być nieco mniej krytyczny, w szczególności, że znam już muzykę jaką prezentuje Frontal Cortex i sporo w tym co napisali o sobie jest racji. Ale zanim o tym to jeszcze tytułem dziennikarskiego obowiązku muszę napomnieć, że zespół zawiązał się w 2015 roku i od czasu rozpoczęcia działalności do wydania pierwszego długograja istniał przez trzy lata. Dość długo trzeba przyznać, ale warto było czekać na ich debiutancki album. Z czym się to w takim razie zjada? Spieszę z tłumaczeniem!

    Wydany własnym nakładem "Passage" to wypadkowa wielu inspiracji o jakich wspomniałem już powyżej. Na krążku spotykamy się z utworami, które można by spokojnie przykleić pod szyld na przykład Lesser Key (ta nazwa fanom Tool nie powinna być obca). Ale utwory te to w żadnym wypadku nie kopie, raczej ta sama droga podążania za inspiracją i czerpania z niej, której efektem są zbliżone do siebie dźwięki - choć oczywiście inaczej ułożone. Takimi mocnymi utworami są otwierający całość "Graceless" czy zbudowany na bardzo fajnej linii basu i wokalu "Hangman". Mocnym elementem programu jest też "Blurred Line" z riffem, jakiego z pewnością nie powstydziłby się Adam Jones czy Jonas Renkse. Na pierwszy plan wysuwa się jednak instrumentalny "Breakthrough", który w wyjątkowo udany sposób nawiązuje do twórczości popularnych "Porków". Na całym albumie aż roi się od klimatycznych zwolnień i zahaczających o progresywny metal przyspieszeń. Całość napędza bardzo dobrze brzmiąca sekcja rytmiczna, choć brakuje mi tu trochę wirtuozerii - w szczególności w bębnach, ale jest to pewnie spowodowane moim "Toolowym zboczeniem". Znajdzie się też miejsce dla wpadających w ucho riffów oraz partii wokalnych, a zdarzają się (choć nieczęsto niestety) również ciekawe, nieco psychodeliczne solówki.

    Nie chciałbym jednak tak całkowicie zachwalać "Passage" i przedstawiać go wyłącznie w pozytywnych barwach. Album ma też swoje minusy, a jednym z nich jest to, że bardzo szybko się osłuchuje. Wynika to pewnie z faktu, że gro kompozycji jest do siebie klimatycznie zbliżonych, a żadna nie wybija się na czoło żeby zapaść w głowę na nieco dłużej. Brakuje tutaj kilku punktów kulminacyjnych, przez co słuchanie albumu dwa czy trzy razy pod rząd zdarzy się raczej wyłącznie z gapiostwa. W którejś z recenzji przeczytałem, że zlewanie się utworów w całość jest wyłącznie złudzeniem, ale niestety nie mogę się z tym zgodzić. Mam krążek u siebie już od jakiegoś czasu i słuchałem go wielokrotnie, czasami z kilkudniowymi przerwami. Wciąż mam takie wrażenie, więc o złudzeniu nie może być tutaj mowy.

    Na wadę powyższą jest jednak remedium - "Passage" należy posłuchać raz i zrobić sobie przerwę. Wtedy krążek zapewnia naprawdę ciekawą muzyczną przygodę, która potrafi porwać i wciągnąć. Dodatkowo album jest bardzo solidnie wydany, oprawiony w ładne graficzne obrazki i w przyzwoitej jakości digipacku. A to wyjątek jeśli wziąć pod uwagę, że to debiut i w dodatku wydany własnym sumptem. Pudełeczko posiada też książeczkę, w której znajdziemy teksty utworów. Wszystkie z nich są po angielsku, nie wczytywałem się specjalnie, ale tak pobieżnie przeleciałem i lirycznej wirtuozerii się tutaj nie ma co spodziewać. Ale oczekiwać takowej po polskich zespołach także nie ma co, czego (poza kilkoma wyjątkami) już się dawno nauczyłem, więc nawet nie zwracam na to uwagi. Muzycznie mamy natomiast jedną z ciekawszych pozycji w polskiej muzyce progresywnej tego roku, na którą z pewnością trzeba i warto zwrócić uwagę.

Zaloguj się, by dodać recenzję

© Copyright 2007- 2019 - ProgRock.org.pl
12 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version