ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Fates Warning
A Pleasant Shade Of Grey
(1997, album studyjny)

1. Part I (1:53)
2. Part II (3:25)
3. Part III (3:53)
4. Part IV (4:26)
5. Part V (5:24)
6. Part VI (7:28)
7. Part VII (4:51)
8. Part VIII (3:31)
9. Part IX (4:45)
10. Part X (1:19)
11. Part XI (3:34)
12. Part XII (7:45)

Czas całkowity: 52:14

- Ray Alder ( vocals )
- Jim Matheos ( guitars)
- Joey Vera ( bass )
- Mark Zonder ( drums )
oraz:
- Kevin Moore ( piano and keyboards )

Wyświetlony 5768 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Łukasz 'Geralt' Jakubiak poniedziałek, 19 grudzień 2011 14:03 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    Lata 90. XX wieku były okresem, gdzie metal progresywny przeżywał największy rozkwit i wtedy to właśnie wyszła cała masa albumów, które na stałe wpisały się w kanon gatunku. Wystarczy wspomnieć: "Images & Words" Dream Theater, "Wounded Land" Threshold, "Tyranny" Shadow Gallery, czy właśnie "Parallels" Fates Warning. Tym ostatnim albumem - o dziwo - nie będę się zajmował, lecz troszkę innym, który moim zdaniem jest znacznie lepszy od wcześniej wymienionego. Otóż w 1997 r. zespół wydał "A Pleasant Shade Of Gray".
    Wydawnictwo jest koncept albumem, które porusza skomplikowaną tematykę refleksji nad samym sobą i żalu związanego z utratą bliskiej osoby. Wszystko przedstawione jest w sposób mroczny, przygnębiający, ale z dostrzegalnym płomykiem nadziei. O tym jednak za moment. Muzycy od zawsze poruszali w swoich tekstach tematy ludzkiej egzystencji, jednak tutaj przeszli samych siebie, tworząc poemat człowieka strapionego, mającego jednocześnie pewien punkt zaczepienia, pragnącego dążyć do szczęścia oraz spełnienia. Drugą stroną wydawnictwa jest oczywiście wspaniała muzyka, która idealnie odzwierciedla liryczny przepych. Album jest dosyć powolny, uzupełniony jednak instrumentalną dynamiką, pięknymi akordami i fantastycznym, głębokim wokalem. Można powiedzieć, że płyta jest jednym długim utworem, podzielonym na 12 części, które można potraktować jako sceny odzwierciedlające różne przemyślenia.

    Part I & II: Część pierwsza to piękne wprowadzenie w klimat - delikatne, subtelne, momentami
    symfoniczne. Następnie wchodzi wokal, który wprowadza nas w całą historię:

    "So where do we begin
    And what else can we say?
    When the lines are all drawn
    What should we do today?"

    Druga część to wspaniały, dynamiczny kawałek, w lekko industrialnej konwencji. Należy zwrócić uwagę na świetną linię wokalną, która idealnie odzwierciedla rozterki bohatera. Jest to tzw. część "zadawania pytań", na które szybko odpowiedzi nie usłyszymy:

    "Are you listening
    Am I here screaming?
    Drowning in a silent sea
    Or only dreaming?"

    Part III: Rozpoczyna się dynamicznie, na pierwszy plan wchodzi doskonały riff i złożona sekcja rytmiczna (brawa dla Mark'a Zonder'a i Joey'a Very), wszystko uzupełnione panicznym, lekko zdenerwowanym wokalem Ray'a Aldera. Tutaj po raz pierwszy pada określenie "odcień szarości", ukazany jest jako coś nieskończonego, na zasadzie szkicu:

    "There's a cloud above us
    And there's a shadow on us
    And outside of us
    Hangs this shade of Gray"

    Part IV: W tym momencie następuje wyciszenie. Piękny bas umiejętnie bawi się z genialną linią wokalną, a jako całość tworzą wspaniały muzyczny duet. Tutaj wszyscy fani progresywnych łamańców poczują się jak w domu, gdyż znajdziemy tu rozbudowaną sekcję instrumentalną, przepełnioną ogromną ilością dźwięków i skomplikowanych podziałów rytmicznych.
    Part V, VI & VII:Piąta część przedstawia elementy retrospekcji, związane z przeszłością bohatera, ukazując ogromny ból i cierpienie wewnętrzne, jakie w tej chwili przeżywa:

    "Let nothing bleed into nothing
    And did nothing
    Let nothing bleed into nothing
    And did nothing at all"
    By potem podnieść się na duchu:

    "But I will not eulogize
    I won't apologize
    I will not defend
    Anymore, anymore
    I will not dramatize
    I won't soliloquize
    I will not pretend
    Anymore, anymore"

    To bardzo egzystencjalny fragment ( jeśli można ten fenomen ująć w taki sposób ) przepełniony niepewnością, strachem, uwieńczony delikatną psychodelią i zamierzonym, muzycznym chaosem. Warto także zwrócić uwagę na genialne klawisze w wykonaniu Kevin'a Moore'a.
    Szósty fragment to jeden z najbardziej klimatycznych, ale też jeden z najsmutniejszych muzycznych kadrów albumu. Mroczny wstęp, świetne gitarowe akordy i genialny bas w trafny sposób budują przygnębiającą atmosferę i wyrażony w niej żal. Potem do wszystkiego dochodzi wokal (obłędna sekcja wokalna!), a następnie perkusja. Bohater podkreśla w nim swoją niemoc:

    "And I know we're not children any more
    Innocence lost in a sea of gray
    But I often wonder what else could be
    And I still dream of running away"

    Część siódmą rozpoczynają szybkie klawisze, perkusyjne przejścia i inne instrumentalne wstawki. Ponownie dostrzegamy dynamikę, łamańce i znajome fragmenty. Otóż powracamy do części piątej i ponownie przewija się motyw : Let nothing bleed into nothing and did nothing (...)". Jednak tym razem zamiast strachu i niepewności, da się w głosie wyczuć agresję i żądanie:

    "Recite soliloquies
    To shadows on the wall?
    Revise revisions, reverse decisions
    Watch our heros fall and..."

    Part VIII & IX: Ósemka to część instrumentalna ze znajomym wstępem z części poprzedniej, uzupełniona świetnym motywem na gitarze akustycznej I klawiszach. Można to nazwać mostem, łączącym między tym co było, a tym co dopiero nadchodzi.
    Część dziewiąta to piękna, melancholijna, akustyczna ballada, która niesie za sobą wewnętrzny spokój, pewną iskrę niepewności, ale też nadziei:

    "Stayed up late last night
    Lying here in bed
    Still looking for words
    Still writing letters in my head"

    Part X & XI: Na początku mamy krótki, industrialowy fragment, który ze względu na swoją mroczną stylistykę wprowadza nas w zakłopotanie i obawę przed czymś nieuniknionym.
    Część jedenasta jest bardzo ciekawa dlatego, że ponownie powracamy do pytań, ale tym razem da się odczuć pewien zarzut :

    "Do you think that I, that I remember
    Do you think that I, that I recall
    When you were falling
    And I just watched it all?"

    Warto tutaj zwrócić uwagę na genialne, gitarowe akordy i świetną sekcję instrumentalną, która idealnie przedstawia zmieszanie i niepewność.
    Part XII: Dochodzimy powoli do końca i finału całej historii. Jest to zdecydowanie najlepsza kompozycja na całym albumie. Zaczyna się wolno, bardzo melancholijnie, powiedziałbym, że wręcz smutno, wszystko świetnie przedstawia wokal i industrialno-symfoniczna otoczka:

    "This shade of gray
    This certain sadness
    This cold morning light
    And this silent madness
    It hangs in the air
    It hangs like a memory
    It hangs like a cloud
    It hangs on desperately
    Between dark and light
    Between was and be
    Between young and old
    Between you and me"

    Następnie zaskakuje nas dynamiczne wejście. Podkreślona zostaje ponownie sekcja rytmiczna i dynamiczny, gitarowy riff. Wokal, rzecz jasna, cały czas idealnie przedstawia uczuciowość i emocje. Da się słyszeć rozważania na temat przeszłości i bólu, jaki wtedy towarzyszył, wszystko ma jednak bardzo spokojny wydźwięk.

    "(...) I remember the nights
    And I remember pain
    Like the sound of your voice, alone
    These memories and more remain."

    Na sam koniec wchodzi usypiający moment, oparty na delikatnym wokalu i gitarowych akordach, który zwiastuje nadejście nadziei i wewnętrznego spokoju:

    "And with hope in our hearts
    Embrace this shade of gray
    This pleasant shade of gray"

    Cały album kończy kilkunastosekundowy dzwonek budzika.

    Po powyższym opisie, nietrudno zauważyć, iż mamy do czynienia ze złożonym albumem. Jak zatem na tle tego wszystkiego wypadają muzycy? Płyta, jeśli chodzi o zgranie, nie ma sobie równych - każdy na niej dodaje coś od siebie. Mark Zonder i Joey Vera tworzą idealną sekcję rytmiczną - bardzo techniczną i dynamiczną, wiedząc przy tym, kiedy zagrać oszczędnie. Jim Matheos (który również stoi za stroną liryczną) i jego gitarowe riffy idealnie budują klimat i atmosferę, a we wszystkim uzupełnia go niedościgniony Kevin Moore (ex - Dream Theater) - gościnnie występujący na albumie. Na oddzielną wzmiankę zasługuje wokal. To, jak fantastycznym wokalistą jest Ray Alder, mogliśmy już usłyszeć na wcześniejszych albumach, tutaj jednak przebił samego siebie. Emocje i uczucia wręcz wylewają się z każdego fragmentu i to, w jaki sposób wokalista zastosował modulację głosową, znacznie wpłynęło na odbiór muzyki zawartej na płycie.
    Mamy tutaj do czynienia z muzycznym arcydziełem. "A Pleasant Shade Of Gray" to pozycja obowiązkowa dla każdego fana metalu progresywnego i nie tylko. Tak inspirujące, dojrzałe oraz rozbudowane - pod względem muzycznym i lirycznym - wydawnictwo pojawia się raz na dekadę i nie wyobrażam sobie by każdy, szanujący się fan muzyki nie sięgnął po ten album. Historii zawartej na płycie nie da się w całości zaprezentować w recenzji, przekazałem bardziej uczucia związane z każdym fragmentem, niż dosłowną interpretację "poematu" i było to działanie zamierzone. Moi drodzy, sami wsłuchajcie się w album (do czego zachęcam) i wynieście własne refleksje po przesłuchaniu. Być może każdy z nas nad głowami ma szary parasol - o "przyjemnym odcieniu szarości".
    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version