ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Tool
Lateralus
(2001, album studyjny)

1. The Grudge (8:36)
2. Eon Blue Apocalypse (1:04)
3. The Patient (7:14)
4. Mantra (1:12)
5. Schism (6:47)
6. Parabol (3:04)
7. Parabola (6:03)
8. Ticks & Leeches (8:10)
9. Lateralus (9:24)
10. Disposition (4:46)
11. Reflection (11:07)
12. Triad (8:46)
13. Faaip De Oiad ("Secret" track)

Czas całkowity: 76:15
- Maynard James Keenan ( vocals )
- Adam Jones ( guitars )
- Justin Chancellor ( bass )
- Danny Carey ( drums )
Wyświetlony 6200 razy
Inne albumy wykonawcy: « Undertow 10,000 Days »

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Bogdan czwartek, 02 grudzień 2010 10:34 napisane przez Paweł Bogdan

    Istnieją albumy, którym wystarcza tylko jedno przesłuchanie do wprawienia słuchacza w osłupienie. Płyty, które robią na nas miażdżące, piorunujące wrażenie, po których dosłuchaniu (mówiąc kolokwialnie) 'szczęka nam opada'. Krążki, których muzyka jest tak wciągająca, że przez wiele tygodni krąży nam w głowie i nie pozwala się od niej oderwać. Jednym z takich albumów jest bez wątpienia Lateralus wydany w roku 2001 przez amerykański zespół Tool - fantastyczne progresywno metalowe 79 minut.

    Tool jest zespołem, który wydaje płyty bardzo rzadko (co 4-5 lat), jednak pokazuje, że na jego albumy warto czekać. Poprzednikiem Lateralus była Aenima wydana w 1996 roku, która bardzo namieszała w progresywno metalowym światku. Aż do 2001 roku Amerykanie kazali czekać na swoje kolejne dzieło, lecz jest ono dowodem, że cierpliwość rzeczywiście popłaca.

    Dla mnie osobiście album jest dość szczególnym. Pamiętam, jak przez ponad miesiąc nie mogłem się od niego oderwać i ciągle krążył w moim odtwarzaczu. Wciągnął mnie swoją mroczną, transową, tajemniczą atmosferą, miażdżącymi gitarowymi riffami czy bardzo ciekawymi kompozycjami. Tool stał się dla mnie swojego rodzaju furtką do cięższego grania. Przed pisaniem recenzji postarałem się jeszcze raz wtopić w Lateralus, którego przez dłuższy czas nie słuchałem. Na pewno znają Państwo uczucie kiedy po dłuższym okresie odświeżamy sobie album, który jest dla nas niesamowicie cenny. Mimo tego że znam Lateralus prawie na wylot kolejny raz wprowadził mnie w osłupienie&

    Swojego czasu robiłem (chyba jak każdy) swój prywatny ranking ulubionych artystów, w którym wypisywałem moich ulubionych muzyków (od 3 do 5 osób w każdej kategorii). Spojrzałem na ostateczne wyniki: Gitarzysta? Gitarzysta Tool. Basista? Basista Tool. Perkusista? Perkusista Tool. Mimo tego, że na albumie nikt się szczególnie nie 'popisuje' i nie wychodzi przed szereg, to w moim rankingu znalazło się miejsce dla wszystkich. To za sprawą genialnego (i nie nadużywam tego słowa) brzmienia zespołu, a szczególnie na Lateralus. O tym już za chwilę.

    Album rozpoczyna się od The Grudge, którego początek nie jest zbytnio ciężki, lecz za to bardzo niepokojący - intuicja podpowiada nam, że zespół chce nas zaskoczyć. Niewiele po upływie pierwszej minuty zespół atakuje bardzo ciężkim riffem, lecz zaraz znowu jest spokojnie. Pierwsze minuty The Grudge wspaniale charakteryzują nam cały album. Rozkładając na czynniki pierwsze nie tylko utwór początkowy, ale i cały album bez problemu zauważymy, że Tool serwuje nam naprzemiennie mocne, wgniatające w ziemię momenty, jak i nieco lżejsze, ale za to bardzo intrygujące i... niepokojące (to bardzo trafne słowo). Słyszałem kiedyś opinię, że Tool jest 'albo bardzo cichy, albo bardzo głośny'. Może nie jest tak do końca, ale w tym stwierdzeniu jest dużo racji.

    Poza tym - od razu wychwytujemy fenomenalne brzmienie gitary basowej (nie znam albumu na której brzmiałaby tak świetnie), a w sukurs idą jej inne instrumenty oraz bardzo charakterystyczny wokal Maynerda Keenana. Warto poświęcić parę zdań gitarze elektrycznej. Brzmienie gitary Adama Jonesa jest bardzo głębokie, intensywne i nasycone mocą (zasługa m.in. strojenia). Można je porównać do fali tsunami niszczące wszystko, co stanie jej na drodze i do tej pory sprawia, że, gdy o nim pomyślę, jeżą mi się włosy na głowie. Nie wyobrażą sobie Państwo jakie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że gitarzysta Toola używa gitar firmy Gibson! Instrumenty te są znakiem markowych takich muzyków jak Jimmi Page, Frank Zappa czy Slash, którzy z ciężką muzyką metalową nie mają nic wspólnego. Dla mnie odkrycie to było wielką niespodzianką.

    Powróćmy do samego albumu. Słuchając Lateralus czujemy się zewsząd otoczeni przez dźwięki, mamy wrażenie jakbyśmy o zmroku szukali wyjścia z labiryntu ze świadomością, że znajdujemy się w ciągłym niebezpieczeństwie. Z szybko bijącym ze zmęczenia i strachu sercem szukamy wyjścia, lecz ciągle natrafiamy na ślepy zaułek z przeświadczeniem, że coś próbuje nas dopaść. W końcu znajdujemy chwilę żeby odpocząć. Za chwilę jednak musimy się zebrać się do panicznej ucieczki, aby w końcu z bezradności oraz cierpienia usiąść i gorzko zapłakać. Za sprawą Lateralus ciągle targają nami przeciwne emocje, nie wiemy nawet kiedy zostajemy przeniesieni z jednego stan w drugi, czujemy się jakby Tool był naszym hipnotyzerem, a my jego pacjentem. Nieświadomie robimy wszystko to, czego hipnotyzer zapragnie. To, co serwuje nam zespół wprawia nas w konsternację i niedowierzanie, jak można omotać słuchacza w taki sposób, że czuje się jak bezbronne, małe dziecko? Pierwsze utwory na albumie upływają niesamowicie szybko i robią świetne wrażenie, ale prawdziwa burza ma dopiero nadejść. Mowa tu o środkowych, czterech utworach, poczynając od Parabol na tytułowym Lateralus kończąc. Porównać je mogę tylko do bomby wodorowej, o ile istnieje jakaś bardziej śmiercionośna broń wymyślona przez ludzkość.

    Dziesiąte na liście Disposition jest swojego rodzaju czasem na odpoczynek i zastanowienie. Po nim następuje czas Reflection i Triad, trochę słabszych od poprzednich utworów, ale zachowujących dość solidny poziom. Sądzę, że album bez wspomnianej wyżej dwójki nie straciłby dużo na wartości, a ze swoją obecnością trochę Lateralus przeciąga w czasie i zanudza, bo zbyt dużo się w nich nie dzieje. Po dwuminutowej ciszy w Triad nadchodzi pora na Faaip De Oiad - najbardziej intrygujący utwór na albumie. Nie radzę słuchać go po raz pierwszy samemu w słuchawkach o zmroku - i nie ma w mojej radzie przesady. Mija niespełna 79 minut. Czujemy się jak wyrwani ze snu, jak gdyby ktoś nas nagle obudził. Trans się skończył, lecz pytamy siebie samych... 'kiedy następny?'.

    Lateralus jest bez wątpienia wielowymiarowym wydawnictwem. Genialnej muzyce towarzyszy świetna warstwa tekstowa (warto poświęcić trochę czasu jej analizie) oraz głębia albumu (fantastyczna oprawa graficzna mająca odzwierciedlenia w warstwie tekstowej). To na co warto zwrócić uwagę to teledyski nakręcone do paru utworów z albumu. Dla mnie są one dziełami sztuki i nie znam zespołu, który mógłby chociażby zbliżyć się do nich w tej sferze, ale to nie wszystko...

    Tool jest pewnego rodzaju zagadką i tajemnicą, która w pełni została zawarta w Lateralus. Jest ona związana z tzw. sekwencją Fibonacciego. W ogromnym skrócie: jeżeli przestawimy kolejność granych utworów do następującej: 6, 7, 5, 8, 4, 9, 3, 10, 2, 11, 1, 12, 13 otrzymamy zupełnie inny krążek. Niemożliwe? Spróbujcie. Przypadek? Biorąc pod uwagę różnego rodzaju łączniki i inne powiązania na płycie - nie! Pod tym adresem znajduje się głęboka analiza, tego bardzo intrygującego problemu. Gorąco polecam:

    http://opeth.pl/forum/index.php?PHPSESSID=2bae599bdb02ff97b217faac29d0c95f&topic=576.0">http://opeth.pl/forum/

    Mi osobiście brakuje słów, którymi mógłbym szczegółowo opisać Lateralus. Niepowtarzalność i oryginalność tego albumu stawia go w rzędzie muzycznych arcydzieł. Zespół niesamowicie profesjonalnie podszedł do pracy nad albumem, który jest doprecyzowany, poukładany, spójny i - szczerze - do niewielu rzeczy można się na nim przyczepić. Lateralus jest jak narkotyk, nie dość, że uzależnia to równa się całkowitemu oderwaniu od rzeczywistości. Może byłoby przesadą, gdybym nazwał ten album najlepszym metalowym dziełem wszechczasów, lecz sądzę że opus magnum Toola śmiało mogłoby do tego miana kandydować. Jest przykładem tego, że w muzyce nadal można stworzyć coś niebanalnego i niepowielającego schematów.

    W recenzji wychwaliłem krążek pod niebiosa tak, że brakowało mi przymiotników by go właściwie scharakteryzować. Może dla wielu ten tekst to po prostu pieśń pochwalna jakiegoś fanatyka nie widzącego nic poza danym albumem? Nie widzę innego rozwiązania niż sprawdzenie tego i zatopienie się w nim. Proszę zróbcie to, bo ominie Was wspaniała uczta.

    Recenzja? O Lateralus można by napisać książkę...

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version