ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Ashent
Deconstructive
(2009, album studyjny)

01. Sinking Beneath  (3:54)
02. Imperfect  (4:18)
03. Ephemera  (4:17)
04. To Develop Self-Creativity  (1:42)
05. The Resonance Of Life  (4:48)
06. Cassandra  (5:07)
07. Spectral Vanity  (5:27)
08. How Could It Feel Like This?  (4:28)
09. Ebb And Flow Of Awareness  (2:51)
10. Starlinked Innerness  (6:17)
11. Eclipsing Binary  (4:07)
12. Music For Departure  (2:30)

 

Czas całkowity - 49:46

- Steve Braun  (vocals)

- Onofrio Falanga  (guitar)

- Cristiano Bergamo  (guitar)

- Paolo Torresani  (keyboards) 

- Gianpaolo Falanga  (bass) 

- Davide Buso  (drums)

Wyświetlony 3204 razy
Inne albumy wykonawcy: Inheritance »

1 komentarz

  • Link do komentarza Mikołaj Grażul sobota, 22 sierpień 2009 19:30 napisane przez Mikołaj Grażul

    Często pytają mnie / melomana :) / z wieczora i z rana o znaczenie słowa progresywny.
    O to co wyróżnia metal progresywny spośród innych nie tylko metali? Kłopotliwe są to pytania i uwierzcie, że często zapowietrzę się zanim sensownie być może odpowiem. Bowiem! Tłumaczę na swoją nutę, że metal progresywny - jak sama nazwa wskazuje - jest to pójście o krok dalej odnosząc się do formy oraz treści kompozycji spotykanych wcześniej w mocniejszej muzyce. Artyści sięgają / jak mogą / po niekonwencjonalne i coraz to odważniejsze środki, tworząc nowy odłam stylistyczny zwany prog metalem. Pierwsze kroki w tym kierunku poczyniły kapele pokroju Judas Priest. Z czasem muzyka przetransformowała się w dwa dominujące nurty. Pierwszy, cokolwiek dla mnie klasyczny - charakteryzuje się idealnym wyważeniem środków ekspresji. Brzmieniowo muzyka jest bardzo bogata we wpływy wówczas dominującego heavy metalu i mamy do czynienia z przeróżnymi fuzjami stylów jak w przypadku m.in. Pain of Salvation. Jest to mocniej zbudowany brat prog rocka. Drugi nurt odpłynął w kierunku łatwo rozpoznawalnego power metalu. Na pierwszy plan wychodzą bardzo złożone partie instrumentalne obfite w karkołomne solówki swą częstotliwością zazwyczaj przykrywające wokalistę, który nie zawsze może zabłysnąć. Często zarzuca się muzykom, że w pewnym momencie kończy się muzyka, a zostają tylko popisy.

    W ciągu ostatnich kilkunastu lat ten gatunek rozwinął się choćby w muzyce grupy Ashent, która w marcu 2009 wydała nową płytę „Deconstructive”. Jest to drugi album Włochów, tym razem wydany przez Lion Music.

    Deconstructive! Porządne łojenie przez 45 minut rozdzielone na dwanaście krótkich utworów. Mamy tu do czynienia ze stricte thrashowym openingiem, w postaci „Sinking Beneath”, dającego porządnego kopa na samym wstępie. Na całej płycie utwory są bardzo dynamiczne i energiczne za sprawą niebanalnie łamanych riffów oraz zmian tempa. Nie brak jednak w muzyce Ashent kontrastów. Większości kompozycji towarzyszą solówki w wykonaniu dwóch operatorów sześciostrunowych maszyn, a dokładniej Onofria Falanga oraz Cristiana Bergamo. Im właśnie poświęcony jest instrumentalny „And Flow Of Awareness”. Warty uwagi jest utwór „Music For Departures”, gdyż będący z tyłu przez większość płyty Paolo Torresani w końcu pokazał tu swój kunszt. Mówiąc o instrumentalistach nie mogę nie wspomnieć o precyzyjności grania, szczególnie niebywale sprawnego perkusisty, będącego silnikiem napędzającym całą kapelę. Jego perfekcyjnie opanowana gra stopami (bassdrum technique) nadaje utworom niebywałego powera. Cóżby „Vectral Vanity” znaczyłoby bez perkusji?. Brawa dla Davida Buso. Wokal - hmm... Nie podoba mi się to, iż w każdej kapeli grającą w tym stylu brzmi on niemalże identycznie. Kiczowaty sound pozbawiony środków ekspresji, którymi to wokalista raczyć nas powinien.
    Basista podpiera wokal w paru utworach, jak np. „Starlinked Innerness”. Pomysł trafiony, bo kompozycje aż prosiły się o mroczniejsze oblicze w postaci męskiego growlu. Brzmienie jego głosu nie najlepsze, ale cóż się dziwić, tak to jest z basistami :).

    Podsumowując. Deconstructive z racji na formę w jakiej ją przedstawiono przyjąłem biernie i bez wzruszeń. Nie brak wprawdzie Włochom energii, ale to ich nieliczny wyróżnik. Ciekawy zaś jestem, jak brzmiałby Ashent surowo, pozbawiony niepotrzebnych efektów oraz z większą pokorą do instrumentu? Na pewno nie jak włoska pizza na zimno. Płytę polecam osobom słuchającym muzykę pokroju Adagio, Angra, Aghora, czy Rhapsody of Fire.

    Moja ocena to bardzo, bardzo naciągnięte 3.



    Mikołaj Grażul

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version