ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Paradigm Shift
Coalescence
(2012, album studyjny)


01. Khwabon Mein Teri  (6:43)
02. Deedar  (6:20)
03. Sapna  (7:12)
04. Coalescence  (6:55)
05. Tere Liye  (5:08)
06. Zindagi  (6:00)
07. Dhuaan  (6:00)
08. Batlaado  (6:06)

Czas całkowity: 50:24

- Kaushik Ramachandran  (vocals)
- Chinmay Agharkar  (guitar)
- Nikhil Nandakumar   (violin)
- Ariel Samson  (bass)
- Aamir Ismail Shaikh  (drums).
Wyświetlony 1549 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Łukasz 'Geralt' Jakubiak poniedziałek, 20 sierpień 2012 14:22 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    Słuchając muzyki skupiamy się głównie na tych kapelach, o których jest głośno ,bądź są nam bliższe, czyli nie przekraczają pewnej granicy kulturowej. Dlaczego? W przypadku kultury wschodniej ciężko jest nam przyswoić niektóre maniery w różnych dziedzinach, m.in. w muzyce. W tamtym roku fenomenem okazał się najnowszy album Myrath zatytułowany Tales of the Sands, który zatarł tą granicę łącząc muzykę orientalną z klasycznym brzmieniem popularnych kapel prog metalowych. Panowie ruszyli w świat i zdobyli wielu fanów, zarówno w Europie jak i Ameryce. Zdecydowanie zaliczam się do tej grupy osób, stąd też bez problemu połykam wszelkie podobne wariacje w muzyce. Jakiś czas temu natknąłem się na zespół Paradigm Shift i ich wydawnictwo Coalescence. To kapela pochodzącą z Indii, gdzie ta  wcześniej wspomniana  zatarta granica kulturowa jest znacznie mniej widoczna.

    Od razu dało się zauważyć, że zespół stara się podkreślić swoje dziedzictwo kulturowe, dlatego wszystkie utwory - prawie w całości - zostały zaśpiewane w języku hinduskim i tutaj na wejściu pochwalę wokalistę - Kaushika Ramachandrana, który idealnie wprowadza słuchacza w subtelny nastrój całego albumu. Mamy jeszcze grającego na skrzypcach - Nikhila Nandakumara, który jeszcze bardziej podkreśla korzenie zespołu. Pozostała sekcja instrumentalna to klasyczne, prog metalowe granie, gdzie momentami można usłyszeć inspiracje takimi zespołami jak: Tool, Opeth, czy Riverside i jako całość prezentuje się to dosyć okazale.

    Płytę rozpoczynają dwa dynamiczne utwory: Khwabon Mein Teri oraz Deedar. Ten pierwszy to przyjemny, przebojowy kawałek z kapitalnym punktem kulminacyjnym nastawionym na zabawę skrzypcami z gitarą elektryczną (świetny Chinmay Agharkar). W drugim natomiast zauroczyło mnie piękne, nostalgiczne intro przechodzące w melodyjny, gitarowy riff. Sapna to pierwsza ballada na albumie, w której warto zwrócić uwagę na fantastyczne akordy oraz umiejętności wokalne Nikhila. Wisienką na torcie jest zdecydowanie kawałek tytułowy , moim zdaniem najlepszy na całym albumie. Jest to w gruncie rzeczy utwór instrumentalny (tylko pod koniec usłyszymy troszkę wokalu) i tutaj panowie pokazują jak świetnymi są technikami. Wolny, klimatyczny wstęp przechodzi w dynamiczny riff z podkreśloną sekcją rytmiczną (fenomenalni Aamir Ismail Shaikh i Ariel Samson), a wszystko idealnie ubarwiają melodie grane na skrzypcach  piękny numer. Potem usłyszymy dwie, znacznie wolniejsze kompozycje  przebojowy Tere Liye z zaskakującymi, agresywnymi połamańcami oraz ładną, melancholijną balladkę Zindagi. Dhuaan to o wiele bardziej dynamiczny kawałek i to kolejna, zapadająca w pamięć kompozycja na Coalescence, szkoda tylko, że znacznie inna od pozostałych. Utwór kończący płytę  Batlaado to dziwny kawałek. Z jednej strony mamy kapitalną sekcję instrumentalną, a z drugiej usłyszymy growl śpiewany po angielsku, który moim zdaniem delikatnie psuje ogólny koncept albumu. Nie zmienia to jednak faktu, że to porządny kawałek.

    Coalescence to dobry album. Mamy zdolnych muzyków, świetne brzmienie, charakterystyczny klimat i masę, fantastycznych melodii. Dlaczego jest tylko dobry? Momentami miałem wrażenie, że zespół nie za bardzo wie, w jakim kierunku chce podążyć, dlatego między niektórymi kompozycjami czuć ogromną przepaść. Niezbyt płynnie na albumie prezentuje się przejście z przebojowych melodii na ekstremalne riffy. Poza tym nie każdemu może przypaść do gustu sam koncept albumu, gdzie o wiele więcej jest odniesień do kultury orientalnej, niż w zeszłorocznym wydawnictwie Myrath. Tak samo jest przecież z przyprawami w kulinariach, nie każdy musi lubić curry w większej ilości.

    Można zatem powiedzieć, że Coalescence to tradycyjny, powszechny kurczak posypany dużą ilością curry, który w smaku jest delikatny, ale momentami potrafi nieźle zapiec, stąd zasłużone&
    3,5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version