ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Wilson, Ray
Chasing Rainbows
(2013, album studyjny)

1. Take It Slow (4:49)
2. Easier That Way (4:15)
3. Follow The Lie (4:58)
4. Shouting In My Sleep (4:33)
5. Wait For Better Days (4:46)
6. She Don't Feel So Loved (5:13)
7. Rhianne (4:38)
8. She's A Queen (4:02)
9. Whatever Happened (2:38)
10. I See It All (3:58)
11. The Life Of Someone (4:36)
12. No Dreams Are Made Of This (5:00)

Ray Wilson - guitar, vocals
Ali Ferguson - guitar, backing vocals, vocals on "Rhianne"
Steve Wilson - acoustic guitars and backing vocals
Darek Tarczewski – keyboards
Marcin Kajper – saxophone
Lawrie MacMillan – bas
Ashley MacMillan – perkusja

Barbara Szelągiewicz – violin
Alicja Chrząszcz – violin
Sebastian Schlecht – viola
Philipp Timm – cello
Marie-Claire Schlameus - cello on "The Life Of Someone"
Mara Simpson - backing vocals, vocals on "Whatever Happened"

Wyświetlony 4100 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Paweł Tryba wtorek, 09 lipiec 2013 01:12 napisane przez Paweł Tryba

    Ray Wilson, twórca wysokiej próby pop rocka z songwriterskim sznytem, został przez miłośników rocka progresywnego, przygarnięty jako „ich człowiek” z kilku powodów. Po pierwsze: śpiewał na ostatnim albumie Genesis. Po drugie: nie odżegnuje się od repertuaru tamtej słynnej formacji. Regularnie jeździ w trasy z projektem Genesis Classic, a i na koncertach z autorskimi utworami chętnie sięga kompozycje z czasów Petera Gabriela i Phila Collinsa. Przyczynę ma to rzecz jasna merkantylną, ale niech tam Ray odcina kupony od przeszłości, jeśli dzięki temu może sfinansować projekty bieżące. A takim jest nie wiem już która sygnowana jego nazwiskiem płyta. Studyjna to będzie szósta, ale nie każcie mi liczyć koncertówek, których Ray tłucze niemiłosierną ilość. Co dostajemy? Sto procent Raya w Rayu! Tym razem płyta została nagrana bez kooperacji ze Stiltskin, czyli będzie bardziej intymnie. Kilkanaście piosenek z wyrazistymi melodiami, balansujących między popem a folkiem. Ciekawie zaaranżowanych i zaśpiewanych TYM głosem – głębokim, zachrypniętym, męskim jak diabli. Wokal Raya z biegiem lat nabiera wyrazu, posłuchajcie albumu „Mind's Eye” Stiltskin sprzed dwudziestu lat i jego obecnych produkcji. Jest różnica, prawda?

    Pamiętam wywiad, jaki przeprowadziłem z Rayem po premierze introwertycznej, rozrachunkowej płyty „Propaganda Man”. Zapytałem wtedy czy jest szansa, ze nagra kiedyś płytę radosną. Odparł, że sobie tego nie wyobraża. Może i taki już los bardów (a Wilson w istocie jest bardem) – w ich piosenkach znajdują odbicie różne aspekty ludzkiego życia, a to – jak wiadomo – różami usłane nie jest. Mam jednak wrażenie, że tym razem Wilson stworzył płytę najbardziej wyluzowaną, najbardziej naturalną ze wszystkich dotychczasowych. Ma to odbicie w warstwie tekstowej. Tym razem nie ma miotania się w poszukiwaniu sensu czy nawet heroicznych wysiłków zmiany swego losu (patrz „First Day Of Change” z „Unfulfillment”). Tym razem podmiot liryczny piosenek to osoba pogodzona z życiem, wiedząca że o to, co kocha, musi trochę powalczyć (próba ratowania związku w „Shouting In My Sleep”), że do pewnych rzeczy trzeba podchodzić spokojnie, żeby nie oszaleć („Take It Slow”). Ale jest też afirmacja życia, życia we dwoje („She's A Queen”). Oczywiście jest też trochę o ludziach pokiereszowanych przez los, ale tym razem to raczej zachęta do wytrwania niż rozdrapywanie ran („No Dreams Are Made Of This”). Podoba mi się to nowe podejście Wilsona do świata. Są także zmiany w warstwie muzycznej. Kilka poprzednich płyt Raya było dość mocno podbitych elektroniką, obfitowało w nowoczesne, grunge'owe (czytaj: lekko kwadratowe) partie gitar. Nie wyprę się sympatii, jakimi darzę te albumy, ale cieszę się, ze Wilson wkroczył na „Chasing Rainbows” na nową muzyczną drogę. Śmielej niż dawniej spogląda w przeszłość. O ile najwspanialsza z jego songwriterskich płyt, minimalistyczna „Change”, zblizała się stylistycznie do akustycznych setów gigantów grunge'u, o tyle teraz Ray pozwala sobie na większy aranżacyjny przepych. Pojawiają się smyczki, saksofon... Jednocześnie piosenki przestają być nerwowo rozedrgane, zyskują potoczystość, koją. Wilson sam się przyznał do fascynacji Bruce'em Springsteenem (a w osobie dmącego w saksofon Marcina Kajpera zyskał swego Clarence'a Clemmonsa), ale to tylko część inspiracji. Bo swingująca, z lekka wodewilowa „Easier That Way” to rzecz ewidentnie europejska, gdyby zyskała bardziej rozbuchany aranż, mógłby się pod nią podpisać Neil Hannon (dodam, że w moich ustach każde porównanie do Hannona to komplement). Ale też – nie jest to absolutne novum w karierze Raya, że przypomnę podobny w klimacie utwór „Swing Your Bag” jego pierwszej kapeli, Guaranteed Pure. Jest też uroczy, zaaranżowany na instrumenty akustyczne drobiazg „She's A Queen” - o miłości najlepiej wypowiadać się najprostszymi środkami. A w dostojnej balladzie „Rhianne” Wilson penetruje głosem rejony wyższe, niż kiedykolwiek wcześniej. I wychodzi z tego z tarczą.

    Ray szlachetnie spatynował brzmienie, wyciszył w tekstach złe emocje – super, ale jak tam nowe kompozycje? Otóż, hm... Tu mam pewien zgryz. Płyty Wilsona, także i ta, składają się z samych wartościowych piosenek – niekoniecznie przebojów, ale utworów z własną tożsamością. Tak jest też tym razem. Oprócz wymienionych już wyżej kawałków najszybciej wwierca się w mózg powolne, mroczne „Follow The Lie” czy – z drugiej strony - radosne „Whatever Happened” (znów kłania się Springsteen, taki w wersji podnoszącej na duchu, okolice circa albumu „The Rising”). Słucha się tego świetnie. Każde nowe przesłuchanie pozwala wyłapać jeszcze jedną albo dwie sympatyczne piosenki. Ale ewidentnych przebojów brak. OK, „She's A Queen”, singlowe „Easier That Way” czy „Shouting In My Sleep” mają potencjał – ale nie aż tak potężny jak pamiętne „American Beauty” czy „Bless Me”. Tej płyty nie sposób nie polubić, ale chciałoby się, żeby Ray postawił kropkę nad I puentując kolejny udany krążek jakimś o klasę lepszym od reszty kawałkiem. No cóż, nie tym razem. Dlatego daję 3,5/5. Ale z drugiej strony to Ray Wilson, facet którego darzę nieuleczalnym sentymentem – niechby i miał na koncie bardziej hiciarskie płyty, a ja i tak cieszę się jak głupi, ze nagrał coś nowego.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version