ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Queen
A Night At The Opera
(1975, album studyjny)

1. Death on Two Legs (Dedicated to...) (3:43)
2. Lazing on a Sunday Afternoon (1:08)
3. I'm in Love With My Car (3:05)
4. You're My Best Friend (2:50)
5. '39 (3:25)
6. Sweet Lady (4:01)
7. Seaside Rendezvous (2:13)
8. Prophet's Song (8:17)
9. Love of My Life (3:38)
10. Good Company (3:26)
11. Bohemian Rhapsody (5:55)
12. God Save the Queen (1:11)
13. I'm in Love With My Car* (1991 Remix) (3:05)
14. You're My Best Friend* (1991Remix) (2:50)

Czas całkowity: 48:49

* dodatkowo na reedycji z 1991 roku
- Freddie Mercury ( piano, vocals, orchestration )
- Brian May ( banjo, guitar, harmonica, keyboards, vocals, koto, ukulele )
- Roger Taylor ( percussion, vocals, drums )
- John Deacon ( bass, piano (electric), guitar, double bass )
Wyświetlony 8417 razy
Inne albumy wykonawcy: « Queen A Day At The Races »

2 komentarzy

  • Link do komentarza Rafał Ziemba środa, 11 czerwiec 2008 19:45 napisane przez Rafał Ziemba

    Przyznam się bez bicia, że nie doceniałem Queen. Oczywiście lubiłem pierwsze dwie płyty, ale późniejszej twórczości jakoś nie znałem. Aż tu nagle pewnego dnia puściłem sobie A Night At The Opera. I była to miłość od pierwszego przesłuchania. Bo to cudowna płyta. Skomplikowana, na wskroś progresywna. Klimaty mieszają się w niej często i gęsto. I szkoda, że ludzie głównie kojarzą ten album z megahitem Bohemian Rhapsody. Ale przecież poza tym hiciorem, mamy jeszcze 11 nie gorszych utworów. Pewnie dlatego ten album jest taki dobry i zróżnicowany, bo każdy z muzyków miał tu swoje pięć minut. I tak zaczynam ciosem rockowym w postaci 'Death On Two Legs', który w warstwie tekstowej jest atakiem na menadżera Queen wtedy już chyba byłego:)) Następnie mamy króciutkie i urokliwe Lazing On A Sunday Afternoon, bardzo brytyjski utwór, który przechodzi w kolejny rockowy cios, śpiewany przez Rogera Taylora 'I'm In Love With My Car'. O czym jest tekst chyba nie warto wspominać:) W każdym razie jest to bardzo bezpretensjonalna twórczość. Następnie dźwięki klawiszy wprowadzają nas w taki wesoły i przyjemny utworek pt You're My Best Friend. I to chyba drugi obok Bohemian największy hit z tego albumu. Ale nie dziwi mnie to wcale:) Jeśli Queen ma być w lekkim wcieleniu, to tylko w takim:). Kolejną zmianę klimatu przynosi nam '39. Taki quasi folkowy utwór w stylu takiego mało znanego niemieckiego zespołu Ougenweide. Sweet Lady przynosi nam bezkompromisowego rocka spod znaku ostrzejszego Free lub Ten Years After. Seaside Rendezvous plasuje się w tej samej kategorii co Lazing. Ot taki urokliwy przerywnik. Mogło by go nie być, ale jego obecność, nie obniża wartości płyty:) Ale już następny utwór - The Prophet Song... No co tu będę dużo mówił. Po prostu cudo. Zdecydowanie najlepszy utwór tej płyty, tego zespołu i jedna z moich ulubionych rockowych kompozycji. Strukturalnie przypomina takie rzeczy jak Dancing With The Moonlit Knight i My God (odpowiednio Genesis i Jethro Tull gdyby ktoś miał wątpliwości). Świetny tekst, kroczący rytm, bardzo podniosły klimat. Świetna aranżacja wokalu. Dawno tak dobrej nie słyszałem. Szkoda, że Queen nie poszedł bardziej w tym kierunku. W zasadzie po tej kompozycji mogła by się ta płyta skończyć:) Nie jest jednak źle, a wręcz jest dobrze, gdyż zespół trzyma poziom już do końca. Prophet's Song przechodzi bardzo zgrabnie w kolejny delikatny utwór, czyli Love Of My Life. Good Company jest trzecim z kolei i najdłuższym 'rozluźniaczem'. O dwóch już wcześniej pisałem. Ten się wiele nie różni w klimacie, mógłby jednak być krótszy. No a potem Bohemian Rhapsody. Nie ma co pisać. Każdy to słyszał, bo inaczej się chyba nie da:) Więc każdy też wie jak genialny jest to utwór, choć moim zdaniem The Prophet's Song jest lepszy. A po tym rockowym wulkanie, God Save The Queen na koniec. Aż dziwne, ze aż tyle różnorodnych rzeczy udało się upchnąć na tej płycie. Przy tym nie spełnia ona wrażenia bałaganiarskiej składanki, tylko przemyślanej całości. Świetna płyta. Zdecydowanie trzeba mieć ją w swoich zbiorach. 5/5

  • Link do komentarza Sławomir Fabin środa, 11 czerwiec 2008 19:45 napisane przez Sławomir Fabin

    Zacząłem w zasadzie od tej płyty Queen i mógłbym poprzestać tylko na niej , ponieważ już nic więcej nie oczekuję od tej grupy. Zachwyca mnie jeszcze krążek QUEEN II - naprawdę wielki i chyba niedoceniany album. Co do 'Opery' uderza w niej różnorodność , wielobarwność , pastisze(Lazy on the sunday) , hard-rock (death on two legs , sweet lady) progres (Prophet song) , nastrój (Love of my life) czy wokalne dzieło (Bohemian Rhapsody). A zakończenie to nawet pewna megalomania(hymn angielski)...To arcydzieło i wystarczy to określenie. Mercury i spółka już nic lepszego nie nagrali ale dobrze że chociaż zapisali w swej dyskografii 'Noc w Operze' - na wieki.

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version