ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

TesseracT
Altered State
(2013, album studyjny)

Altered State
Oceń ten artykuł
(12 głosów)

1. Of Matter - Proxy
2. Of Matter - Retrospect
3. Of Matter - Resist
4. Of Mind - Nocturne
5. Of Mind - Exile
6. Of Reality - Eclipse
7. Of Reality - Palingenesis
8. Of Reality - Calabi-Yau
9. Of Energy - Singularity
10. Of Energy - Embers


Line-up:
Acle Kahney - Guitars
Ashe O'Hara - Vocals
Jay Postones - Drums
James Monteith - Guitar
Amos Williams - Bass

Wyświetlony 3614 razy

Media

Inne albumy wykonawcy: « Perspective Polaris »

2 komentarzy

  • Link do komentarza Bartek Musielak poniedziałek, 20 październik 2014 17:56 napisane przez Bartek Musielak

    TesseracT to jedno z moich osobistych odkryć roku 2013 i wiem, że pewnie późno na tą djentową formację natrafiłem. A natrafiłem na nich przemierzając zakamarki YouTube i kanały większych i mniejszych wytwórni. Myślałem że znalazłem jakąś perełkę, ale jak się okazało później - formacja jest szufladzie "djent" bardzo dobrze znana. I nie tylko z roszad personalnych (naliczyłem 5 wokalistów na przestrzeni... dwóch albumów).

    Pierwszy krążek TesseracT, czyli "One" bardzo mi się spodobał, choć poznałem go w drugiej kolejności, ale nie przykuł on uwagi na tak długi czas jak najnowsze dzieło Brytyjczyków. Dlaczego? Ano przede wszystkim z powodu wokalu, który nie do końca mi leżał. Według większości recenzentów był to growl, jednak według mnie sposób śpiewania byłego już wokalisty Daniela Tompkinsa bardziej zbliżał się do krzyku znanego z zespołów core'owych. A ja takiego krzyku nie lubię, wolę growl w stylu Mikaela z Opeth. Wspomniałem już o wokaliście (wokalistach) - nastąpiła bowiem nie pierwszy raz w TesseracT zmiana na tej pozycji, właśnie po wydaniu debiutu. Moim zdaniem wyszła zespołowi na dobre. Nowy wokalista Ashe O'Hara ani się przesadnie nie drze, ani nie próbuje growlować, po prostu śpiewa. W dodatku barwę i manierę ma bliźniaczo podobną do poprzednika (oczywiście w zakresie czystych partii wokalnych). Wchodzi czasami w bardzo wysokie rejestry i ma niesamowite wręcz możliwości. Z mojego punktu widzenia zmiana bardzo pozytywna.

    Druga rzecz, która mnie na "Altered State" zaskoczyła to pomysłowość kompozytorska muzyków. Nie to, żeby na pierwszym albumie było z tym słabo. Nowy album jest bardziej melodyjny, rzekłbym wręcz, że zmierzający w niektórych momentach w kierunku art-rocka. Z punktu technicznego nie ma się oczywiście do czego przyczepić - muzycy TesseracT od razu postawili sobie wysoko poprzeczkę i nadal ją podnoszą. Gitary brzmią bardzo przyjemnie, choć jest to typowa dla muzyki "djent" niska, przesterowana barwa. Oprócz tego niesamowicie zgrana i doskonała w każdym elemencie sekcja rytmiczna. Perkusja i bas to motory napędowe tego zespołu, i trzeba przyznać, że napędzają go wzorowo. Na "Altered State" spotykamy się też z różnymi ozdobnikami, takimi jak saksofon, klawisze i przeróżna elektronika. A wszystko przyprawia wspomniany, bardzo dobry wokal.

    Album został podzielony na rozdziały, które być może były początkowo pojedynczymi utworami. No ale chyba z powodu nacisków z góry (wydawca to Century Media) zostały podzielone. Bo 50-minutowy album i tylko cztery utwory na nim byłyby dla mediów niezjadliwe (w dobie YouTube i iTunes trzeba by i tak "wycinać" jakiś singiel). Tak czy inaczej płyta dzieli się na części: materii, umysłu, rzeczywistości i energii. Charakteryzuje je to co w TesseracT najlepsze, czyli pomysłowość, nowatorstwo, matematyczne szaleństwo (te rytmy... wpływ Meshuggah jak nic!) i coś, czego na poprzednim albumie nie było aż tak wiele - wspaniała melodyjność. Utwory są bardzo rozbudowane, nawet w 5-minutowych kompozycjach dzieje się tak niesamowicie wiele, że trzeba kilku przesłuchań by na wszystko zwrócić uwagę. Pomysłów starczyłoby spokojnie na kilka albumów. Ale w żadnym wypadku nie jest to płyta przekombinowana.

    Pierwsza część albumu to dość zachowawcza trójca "Proxy", "Retrospect" i "Resist". Charakteryzuje się wielogłosowymi wokalami i wieloma nastrojowymi fragmentami. Bardzo dobrze sprawdza się jako wprowadzenie do całości. Część druga, czyli "Of Mind" to już jazda po bandzie. Mocny, połamany rytmicznie początek w "Nocturne" szybko przeistacza się w art-rockowy hicior, by znowu uderzyć w nas mocnym riffem. Zgrabna acz zmienna kompozycja idealnie nadaje się na singiel (i właśnie nim jest), a to za sprawą chwytliwego refrenu. Druga połowa "Of Mind" to utwór "Exile" - chyba najbardziej "połamana" kompozycja. "Of Reality", czyli część trzecia, to powrót do początku albumu. Przynajmniej w pierwszej odsłonie, pt. "Eclipse", bo kolejne dwie, bardzo krótkie kompozycje, są moim zdaniem gwoźdźmi programu!

    "Palingenesis" to esencja matematycznego metalu ozdobiona przepięknymi wokalami, natomiast "Calabi-Yau" jest przepięknym instrumentalnym zwieńczeniem tego co słyszeliśmy dotychczas. Ambientowy początek przeradza się w coraz mocniejszą kompozycję, a ścianę dźwięków gitary, perkusji i basu okrasza pięknie wkomponowane solo na saksofonie. Ostatnia odsłona to dwa utwory, "Singularity" oraz "Embers". Pierwszy z nich jest kolejnym singlem, i choć w teledysku został znacząco skrócony jest doskonałą wizytówką całego albumu. Kompozycja zamykająca album to natomiast mocny finał, znów ze skomplikowanymi rytmami, kończący się wyciszeniem i kolejną piękną partią saksofonu.

    "Altered State" to album kompletny i przemyślany. Dopracowany w każdym calu oraz będący kolejnym krokiem w rozwoju TesseracT. Wspaniałym krokiem, który naprawdę ociera się minimalnie o geniusz. Jedynym minusem, który można wskazać jest to, że to materiał trudny w odbiorze. Mocne metalowe granie, ale nie dla każdego fana metalu - przede wszystkim ze względu na skomplikowane rytmy. Niemniej jednak jest to materiał ultra-progresywny. Nowoczesność i świeżość aż z niego kipi, słychać to w praktycznie każdym dźwięku. "Altered State" to bardzo polecana przeze mnie pozycja, jedna z czołowych w 2013 roku. Zdecydowanie!

    Ta i inne recenzje również na moim blogu: http://www.pandino.pl - zapraszam

  • Link do komentarza Łukasz 'Geralt' Jakubiak wtorek, 14 maj 2013 01:37 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    Po ciepło przyjętym i naprawdę niezłym „One” fanów rytmicznych połamańców czeka spore zaskoczenie, bowiem panowie z TesseracT przygotowali dla nich w tym roku kolejne, długogrające wydawnictwo w postaci „Altered State”, które przewraca do góry nogami to, co znamy pod pojęciem „djent”.

    Już na wstępie warto wspomnieć, że na najnowszym albumie nie usłyszymy emocjonalnego wokalu Daniela Tompkinsa, ale spokojnie… To co pokazuje jego drugi następca - Ashe O'Hara (wcześniej na EPce „Perspective” mogliśmy usłyszeć Elliota Colemana) kompletnie nie burzy wizerunku TesseracT, a odważę się nawet stwierdzić, że znacznie bardziej podkreśla osobliwość zespołu. Zmiany zmianami, ale jak brzmi sama płyta?

    Powiem szczerze, że tym razem panowie zahipnotyzowali mnie swoją muzyką. Fakt, nadal serwują nam skomplikowane, techniczne wariacje, jednak w tym przypadku doskonale współgrają z pięknym, klimatycznym tłem i delikatnymi partiami wokalnymi Ashe’a. Utwory – dosłownie – oddychają i ujmują słuchacza finezyjnymi melodiami i subtelną, muzyczną otwartością. „Altered State” to cztery suity podzielone na kilka mniejszych części, które cechuje dosyć odmienna atmosfera.

    „Of Matter”
    Spokojne, gitarowe akordy w „Proxy” świetnie wprowadzają nas w klimat albumu, by potem uderzyć nas przebojowymi melodiami, wysokimi partiami wokalnymi (ciarki na plecach gwarantowane) oraz rozbudowaną sekcją instrumentalną. „Retrospect” i „Resist” pozostają w podobnym nastroju, a fani klawiszowych akordów, tudzież wspaniałych, wielogłosowych wokali poczują się jak w domu. Początkową suitę można określić jako przyjemny, wielowątkowy prolog, a dalej czeka na nas…

    „Of Mind”
    „Nocturne” to już potężne, prog metalowe uderzenie. Ciężki, prowadzący riff idealnie komponuje się z melodyjnym refrenem oraz spokojnymi formami, które są drobną pozostałością po „Of Matter”. Osobliwy „Exile” to popis rewelacyjnej warstwy instrumentalnej, gdzie warto zwrócić uwagę na gitarowe ewolucje Acla Kahney’a i Jamesa Monteitha (wspaniałe akordy w spokojniejszych momentach). Ten najdłuższy numer na płycie dosyć reprezentatywnie prezentuje różnorodność płyty.

    „Of Reality”
    Nieco psychodeliczny wstęp „Eclipse” szybko zmienia się w niezwykle kreatywną, rytmiczną ucztę uzupełnioną klimatycznym, ambientowym tłem, natomiast „Palingenesis” hipnotyzuje nas nie tylko kapitalnymi partiami wokalnymi, ale też potężną sekcją rytmiczną (szczególne brawa dla Amosa Williamsa). „Calabi-Ya” to pomysłowa (choć krótka), instrumentalna wariacja z… saksofonem. Zadziwiające jest to, że wszystko trzyma się kupy, a sam numer brzmi po prostu… rewelacyjnie.

    „Of Energy”
    „Singularity” to mój ulubiony utwór na płycie. To nie tylko gratka dla fanów djentu, ale też pełna inwencji kompozycja, która jest „przeprawą” przez wiele, muzycznych form. Znajdziemy tam nieco psychodelii, jazzu, a także sporo agresywnych, prog metalowych riffów, które doskonale budują dramaturgię utworu. „Embers” kończy finałową suitę i jest świetnym podsumowaniem płyty, w którym niezwykle emocjonalny, „żywy” początek zostaje wyciszony przez gitarowe akordy uzupełnione powracającym saksofonem.

    TesseracT stworzył arcydzieło, które jest godnym reprezentantem nowoczesnego prog metalu, a także pewnego rodzaju objawieniem dla rozgałęzionych gatunków, jakimi są djent, czy math metal. To doskonale zrealizowana, stricte techniczna muzyka, nasączona wspaniałymi, otwartymi melodiami, które porywają nas już po pierwszych sekundach. TesseracT w sposób niezwykle wyszukany odkrywa przed słuchaczami nowe horyzonty, ale nie podaje ich od razu na tacy. Na każdym kroku starają się nas czymś zaskoczyć i jednocześnie nie chcą wywołać niepotrzebnego zniechęcenia… To właśnie różnorodność jest siłą tego wydawnictwa, co do tej pory było kwestią trudną do okiełznania w tym nurcie. Panowie zaserwowali nam w tym roku bardzo dojrzały i dopracowany krążek, który jest wzorem dla zespołów, obracających się w podobnych brzmieniach.

    „Altered State” to wykwintne i delikatnie danie, które czasami potrafi porządnie zapiec, ale jednocześnie nie zabiera nam przyjemności z delektowania się każdym kęsem. Magda Gessler byłaby wniebowzięta.

    5/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2020 - ProgRock.org.pl
13 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version