ProgRock.org.pl

Switch to desktop Register Login

Queensrÿche
Queensrÿche
(2013, album studyjny)

Queensrÿche
Oceń ten artykuł
(11 głosów)

1. X2
2. Where Dreams Go To Die
3. Spore
4. In This Light
5. Redemption
6. Vindication
7. Midnight Lullaby
8. A World Without
9. Don't Look Back
10. Fallout
11. Open Road

 

Line-up:
Todd LaTorre - Lead Vocals
Michael Wilton - Guitar
Eddie Jackson - Bass
Scott Rockenfield - Drums
Parker Lundgren - Guitar

Wyświetlony 3514 razy

Media

1 komentarz

  • Link do komentarza Łukasz 'Geralt' Jakubiak czwartek, 20 czerwiec 2013 18:33 napisane przez Łukasz 'Geralt' Jakubiak

    O przeładowanej sałatce warzywnej w postaci „Frequency Unknown” Taterÿche (inaczej nie mogłem tego nazwać) pisałem kilka miesięcy temu, a tymczasem na horyzoncie pojawił się drugi odłam zespołu, który ma szansę rozpalić płomień nadziei w sercach fanów.

    Wilton i spółka po odejściu/wyrzuceniu (właściwe podkreślić) Geoffa z kapeli postanowili nieco odświeżyć formułę zespołu i dlatego też w swoje kręgi przyjęli znanego z Crimson Glory – Todda La Torre. Jakiż ten gość ma wokal! Fani „Karmazynowej Chwały” bardzo ciepło przyjęli go jako następcę Midnighta (ale długo się nim nie nacieszyli), jednak to właśnie w Queensrÿche pokazuje niesamowite umiejętności wokalne. Fakt, brzmi nieco jak klon Geoffa Tate’a, ale – tak po prawdzie – czy chcielibyśmy słyszalnego odejścia od wokalnej formuły zespołu?

    Wokal wokalem, ale jak prezentuje się sam krążek? „Where Dreams Go To Die” to powrót do klimatów znanych z „Promised Land”. Tajemniczy wstęp, mnóstwo przestrzeni i świetne akordy w zwrotce – pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Dalej czeka na nas potężny „Spore”, który zachwyca rewelacyjną sekcją gitarową (Wilton z Lundgrenem przechodzą samych siebie) oraz doskonale zaaranżowanymi partiami wokalnymi. „In This Light” to mój ulubiony numer na płycie, który wprowadził mnie w niespodziewaną nostalgię. Porwały mnie nie tylko osobliwe melodie, ale też niesamowita atmosfera, która przypomniała mi, za co tak naprawdę uwielbiam Queensrÿche. Singlowy „Redemption” świetnie łączy się z poprzednim numerem, a jego refren wywołuje szczery uśmiech na twarzy. Zresztą, już wcześniej bardzo przypadł mi do gustu… „Vindication” to przyjemna, hard rockowa łupanka, w której pierwsze skrzypce gra zdecydowanie Scott Rockenfield. Nie zabrakło też wyniosłej ballady w postaci „A World Whitout”, która poziomem nie dorównuje takim przebojom jak „Silent Lucidity”, czy „Bridge”, ale mimo wszystko dobrze wkomponowała się w klimat płyty. Pod koniec czekają na nas dwa hiciory w postaci „Don’t Look Back” oraz „Fallout”, gdzie ten pierwszy atakuje nas szybkimi riffami, a drugi wwiercającym się w głowę refrenem (który od pewnego czasu jest moim prysznicowym przebojem). Na zakończenie panowie przygotowali dla nas kapitalną balladę w postaci „Open Road”, która zachwyca wspaniałymi partiami solowymi w wykonaniu Wiltona oraz Lundgrena.

    Po przesłuchaniu nowego dzieł(k)a Queensrÿche czułem jednak pewien niedosyt… Czemu tak szybko? Trzydzieści pięć minut i koniec? Numery są po prostu REWELACYJNE – szybkie, przebojowe, doskonale zagrane, ale… niezwykle krótkie. Na płycie spokojnie można było umieścić jeszcze dwa-trzy utwory, ale z drugiej strony panowie spieszyli się z wykonaniem, przysłowiowego, „pstryczka w nos” Tate’owi i trzeba przyznać, że dopięli swego. Album pod każdym względem przebija to co usłyszeliśmy na „Frequency Unknown” – zarówno pod kątem kompozycyjnym, jak i realizacyjnym. Numery znacznie bardziej zapadają w pamięć, czuć w nich ducha starego Queensrÿche, a La Torre najzwyczajniej w świecie kompromituje Tate’a, co doskonale słychać w trakcie występów na żywo. To świetny, choć nieco przykrótki krążek, który koniec końców nie jest długo wyczekiwanym comebackiem na miarę „Promised Land”, czy „Operation: Mindcrime”. Cieszy jednak sam fakt powrotu grupy na właściwy tor i miejmy nadzieję, że nie opuszczą go zbyt szybko.

    Tym razem sałatka okazała się doskonale przyrządzona. Bardzo bogaty bukiet aromatyczny świetnie uzupełnia się z subtelnie dobranymi składnikami. Tylko porcja jakaś mała… Czekamy na dokładkę!

    4/5

Zaloguj się, by skomentować

© Copyright 2007- 2021 - ProgRock.org.pl
14 lat z fanami rocka progresywnego!
Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu.

Top Desktop version